Skip to content
Menu
FILOlogika
  • O-błędnik
  • Na prawo
  • Creatio ex nihilo
  • TransKrypcja
  • Poznajcie się!
  • Wycinki
  • Poetica
  • Psoty
  • Rozpoznanie
  • Krytyka studencka
  • Kamień socjologiczny
  • Co słychać?
  • Zaopiniowane
  • TransMisja
  • Pinezki
  • Refleksje
  • Językowo
  • Rozmowy
  • UP-aćkane
  • Kalendarz zdarzeń
  • V Festiwal Scena wolności – recenzje
  • Wersje pdf numerów
  • O nas
FILOlogika

To był naprawdę długi dzień

Opublikowano 2024-12-162024-12-16

V Festiwal Scena wolności

Natalia Buźniak, filologia polska, UP i J.B.

Spektakl „Pewnego długiego dnia”, wyreżyserowany przez Luka Percevala w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie, to adaptacja dramatu Eugene’a O’Neilla „Zmierzch długiego dnia”. Ta sugestywna i skrupulatna wiwisekcja rodzinnej psychopatologii ukazuje mechanizmy uzależnienia i współuzależnienia w całej ich złożoności. Bezpieczna w mroku widowni, przez ponad dwie godziny patrzę na błądzące we mgle postacie. Czasem śmieszne, często tragiczne, zawsze ludzkie. Arcyludzkie. 

Siła tkwi w prostocie

Minimalistyczna scenografia, ograniczona do białego ekranu i starego fotela, skupia uwagę widza na grze aktorskiej i emocjach. Efekt ten potęgowany jest przez dźwięki dochodzące zza kulis oraz przez wypełniającą scenę mgłę. Aktorstwo staje się tu niemal narzędziem chirurgicznym, precyzyjnie odsłaniającym kolejne warstwy rodzinnej tragedii. Rdzeniem dramatu jest toksyczna miłość i współuzależnienie.

Historia rodziny Tyrone’ów jest w jakiś sposób historią wielu rodzin. Pozornie zwyczajny poranek w letnim domu stopniowo przeradza się w koszmar, w którym na powierzchnię wypływają  traumy,  nałogi, wzajemne oskarżenia i żal. Każdy z członków rodziny jest jakby uwięziony w pułapce własnych słabości i błędów. W matni, w której miłość staje się narzędziem tortur.

 To naprawdę długi dzień

Mary Tyrone, grana przez Małgorzatę Zawadzką, to postać pełna sprzeczności. Uzależnienie od morfiny, będące próbą ucieczki od traumy po stracie syna, odgradza ją od bliskich, zamyka w przeszłości. Narkotyk otacza ją tłumiącym cierpienie pluszem. Mary oplata się wokół rodziny jak trujący bluszcz. Dla męża i synów jest głównym punktem odniesienia, przedmiotem troski, ale i okłamywanym dzieckiem, które zamiast lalkami woli bawić się strzykawkami. Małgorzata Zawadzka na słupskiej scenie gra brawurowo, tworzy niezapomnianą, wstrząsającą kreację.

James Tyrone, w tej roli Roman Gancarczyk, to głowa rodziny i upadły aktor,  który w alkoholu szuka ucieczki od poczucia winy i lęku. Jego chorobliwe skąpstwo, wynikające z doświadczanego w dzieciństwie ubóstwa, zatruwa relacje rodzinne i prowadzi do pogłębiającego się konfliktu z synami i żoną. Gancarczyk, podobnie jak Zawadzka,  mistrzowsko portretuje swojego bohatera, z ogromną maestrią ukazując słabości  i  sprzeczności charakteru.

Bracia Jamie (Łukasz Stawarczyk) i Edmund (Mikołaj Kubacki), również uwikłani w  nałogi, stanowią tragiczny obraz pokolenia, które dziedziczy traumy rodziców. Jamie jest postacią z tła, choć jako katalizator wypadków ważną.  Łukasz Stawarczyk daje mu wyrazistą i przekonującą twarz. Zmagający się z chorobą  nowotworową Edmund został bardziej wyeksponowany, dla dynamiki utworu szczególnie istotna jest jego relacją z matką. Mikołajowi Kubackiemu udało się stworzyć postać pełną emocjonalnej intensywności i  autentyczności.  

Służąca Cathleen (Paulina Kondrak) pełni rolę narratorki i komentatora, zdaje relację z obserwowanych wydarzeń. Jej chłodne komentarze stanowią kontrapunkt dla emocjonalnego chaosu rodziny Tyrone’ów, wprowadzając element dystansu i refleksji.

Szalona Ofelia we mgle

W spektaklu „Pewnego długiego dnia” wyraźnie zaznacza się inspiracja szekspirowska, przede wszystkim poprzez postać Mary Tyrone. Jej zachowanie, zwłaszcza w scenie finałowej, przywodzi na myśl Ofelię, bohaterkę dramatu „Hamlet”. Mary, podobnie jak Ofelia, pogrąża się w obłędzie, jej ruchy i słowa stają się chaotyczne, nieracjonalne. Także mężczyźni z rodziny Tyrone’ów, aktorzy, posługują się cytatami z Szekspira, co dodatkowo podkreśla teatralność  ich życia i  uzależnienie od odgrywania ról.

Mgła stanowi ważny element symboliczny. Z jednej strony może być interpretowana jako metafora uzależnienia, które niczym gęsty dym osacza i odurza rodzinę Tyrone’ów, utrudniając im jasne widzenie rzeczywistości. Z drugiej strony, zamglenie symbolizuje tajemnice i kłamstwa, obecne w relacjach między domownikami.  Mgła jest także metaforą przeszłości, która ciągle powraca i przenika teraźniejszość.  

Perceval jako reżyser nie boi się eksperymentować z formą, stosując zabiegi  teatralne, które odrywają widza od prostych schematów interpretacyjnych. Rozbieżność między didaskaliami wygłaszanymi przez   Cathleen a działaniami bohaterów, umowna scenografia, brak dosłowności w pokazywaniu nałogów –   wszystko to skłania do stawiania pytań o naturę teatru, o granicę między realnością a symbolem, o   sposób, w jaki opowiadamy historie.

 Teatr niełatwy, ale ważny

Obnażając ciemne strony rodzinnych relacji i ukazując, jak łatwo miłość  może  przemienić   się   w   toksyczne uzależnienie, Perceval tworzy przekonujący obraz powszedniej psychopatologii.  Spektakl jest  szczególnie ważny w dzisiejszych czasach, kiedy coraz więcej mówi się o problemach   współuzależnienia,   przemocy domowej i trudnościach w komunikacji w rodzinie. „Pewnego długiego dnia” nie daje łatwych odpowiedzi, ale zmusza do zadawania pytań i konfrontowania się z trudną prawdą, którą często wolimy ignorować. 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Zorganizowano dzięki wsparciu ze środków KPO oraz ze środków Miasta Słupska. Sponsorem wydarzenia jest Energa z Grupy ORLEN.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 FILOlogika | Powered by SuperbThemes & WordPress