Krytyka studencka

Hubert Segentowski – filologia polska, UP
Skutki wojny w Ukrainie pokazały nam, jak różne stanowiska można przybierać w sprawie, która powinna wydawać się oczywista. Nie chciałbym się zajmować postawą tej części polskiego społeczeństwa, która zachowała się wzorcowo i ponadprzeciętnie, a raczej spojrzę na te bardziej kontrowersyjne przykłady.
Postać niemieckiego premiera z SPD wywołuje w Polsce prawie same negatywne emocje. Już przed wojną polityka naszego zachodniego sąsiada była godna pożałowania. Berlin nie tylko nie uzbrajał Ukrainy na wypadek rosyjskiej agresji, a jeszcze próbował blokować dostawy, jakie przepływały przez niemieckie terytorium. Zamiast czołgów i obrony przeciwlotniczej, ukraińska armia otrzymała pięćset hełmów i szpital polowy. W taki sposób administracja Olafa Scholtza przygotowała swojego sojusznika na wojnę.
Teraz nie jest lepiej. Tak jak wielu komentatorów, odnoszę wrażenie, że niemiecka dyplomacja przez ostatnie jedenaście miesięcy mydli innym oczy. Ciągle otrzymujemy informacje o oporze, jaki stawiają Niemcy, argumentując to obawą o zasób własnej armii.
Przypomnijmy jednak, że w tym samym czasie Polska, będąca państwem przyfrontowym, przekazała procentowo więcej uzbrojenia i środków, niż Niemcy, będące otoczone przez sojuszników. Najbardziej bulwersująca jest sprawa zgody na dostarczenie Leopardów, gdzie to Berlin blokuje możliwość przekazania czołgów, należących do innych państw.
Skąd takie zachowanie? Trudno to wytłumaczyć. Jednym z wyjaśnień może być postawa niemieckiego społeczeństwa. Z przeprowadzonego sondażu przez OKO.press w dniach 16-21 grudnia wynika, że 42% obywateli chce wspierać Ukrainę, a 39% optuje za kompromisem z Rosją. Dodajmy, że w Polsce wyniki są diametralnie inne, bowiem aż 82% dzielnie stoi przy narodzie ukraińskim, a tylko 12% jest innego zdania.
Wyłania się smutny widok silnego państwa, które przez problem z samookreśleniem się traci na wizerunku i pozycji międzynarodowej. Olaf Scholz lawiruje między nieprzyznaniem się do błędu, a jego naprawieniem. Niestety, ta sytuacja wiele mówi o stanie niemieckiego społeczeństwa, które nie potrafi poświęcić małej części i tak już wysokiego poziomu życia, a na rzecz własnego komfortu woli oddać wolność innego państwa.
Drugim skrajnym przykładem niezrozumiałej postawy jest ta prezentowana przez papieża Franciszka. Brak jednoznacznego stwierdzenia kto jest bandytą, a kto ofiarą niesie za sobą bardzo negatywne skutki, zarówno na płaszczyźnie międzynarodowej, jak i religijnej. Od samego początku wojny Franciszek przyjmuje postawę symetrysty, jakby konflikt był prowadzony przez dwie równe sobie strony. Można oczywiście szukać uzasadnienia biblijnego, bo przecież Jezus nikogo nie potępił. Jednak z perspektywy teologicznej jest już inaczej, papież jakby zapomniał, czym jest wojna sprawiedliwa, termin wykreowany przez św. Tomasza. Napawa ogromnym smutkiem, że naród ukraiński nie może liczyć na wsparcie głowy Kościoła Katolickiego. Przyznam, że nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Jan Paweł II czy Benedykt XIV zachowaliby się w taki sam sposób. Brakuje słów słanych z mocą, takich jak: “niech zstąpi duch Twój…” Franciszek na śmierć Darii Duginy, która zginęła w ataku bombowym, zareagował w sposób, delikatnie mówiąc, niezrozumiały. Wyraził głęboki smutek na wieść o ,,niewinnej ofierze”. A kim ona była? Jedną z czołowych propagandystek Kremla, która o Ukraińcach wypowiadała się w sposób odbierający im godność człowieka. Nawoływała do nienawiści i mordowania cywilów, dehumanizowała i dzieliła. Czy wyobrażamy sobie sytuację, że podczas II wś ginie Goebbels, a papież wyraża głęboki ból z tego powodu. Jak czułby się ofiary holokaustu? Jak dzisiaj czują się matki chłopców, którzy umierają za Ojczyznę?
Postawa Franciszka jest kolejnym dowodem, że po śmierci Benedykta XVI Kościół nie ma silnego przywódcy, a papiestwo przeżywa kryzys. Ludzie silnie związani z wiarą mają poważny dylemat, jakie zdanie głosić, bowiem jedno czują, drugie słyszą. Wojna na Ukrainie pokazała, że nawet przy pozornie oczywistym temacie trudno w świecie zachodnim zachować jedność. Miejmy nadzieję, że pozostałe państwa staną na wysokości zadania i dalej będą wspierać braci w potrzebie.
