Pinezki

Natalia Buźniak, filologia polska, UP
W literaturoznawstwie polskim termin „pozytywizm” odnosi się do określonego okresu w historii literatury narodowej, który przypadł na drugą połowę XIX wieku. Jednak pozytywizm literacki był silnie związany z ideami filozoficznymi i społecznymi pozytywizmu rozumianego zdecydowanie szerzej.
Korzenie pozytywizmu sięgają starożytności. Ważne dla tej filozofii wątki możemy odnaleźć u sceptyków, stoików, atomistów. Jeśli chodzi o średniowiecze, najbardziej znaczące dla rozwoju tej myśli było kilka postaci. Między innymi Roger Bacon (XIII w.). Proponował on eksperymentalną kontrolę wiedzy. Twierdził także, że wartość poznania można mierzyć efektywnością zastosowań wiedzy. Następnie w 2. połowie XIV w. Wilhelm Ockham zaproponował tak zwaną brzytwę Ockhama, (postulat, by nie mnożyć bytów ponad konieczność, co możemy uznać za początki nominalizmu — według nominalistów bowiem jedynymi prawdziwymi bytami są konkretne jednostki, a ogólne pojęcia są jedynie użytecznymi narzędziami językowymi). W XVII w. ważni dla późniejszego rozwoju myśli XIX-wiecznych pozytywistów byli także Kartezjusz, Leibniz, Berkeley.
Prawdziwy przełom, jak w wielu dziedzinach, przyniosło oświecenie, a dokładniej filozofia Davida Hume’a. Zakwestionował on bowiem stałość związków przyczynowo-skutkowych (zgodnie z jego koncepcją konieczność zawarta jest w umyśle tylko, nie w rzeczach samych). Innymi słowy to, że zawsze rano wschodzi słońce, nie dowodzi tego, że możemy się tego spodziewać jutro!
To Hume jako pierwszy jasno sformułował pytanie o możliwość wiedzy, która byłaby zarazem bezwzględnie godna zaufania i niepusta treściowo ani jałowa w swojej jednostkowości nieuleczalnej.
W XIX w. wykształcił się już wyraźny nurt zwany filozofią pozytywistyczną. Było to stanowisko filozoficzne dotyczące ludzkiej wiedzy, zbiór reguł oraz kryteriów wartościowania odnoszących się do poznania ludzkiego. Pozytywiści poszukiwali odpowiedzi na pytania, jakiego rodzaju treści zawarte w naszych wypowiedziach o świecie zasługują na miano wiedzy. Proponowali normy pozwalające odróżnić to, co stanowi przedmiot możliwego poznania od tego, o co pytać rozsądnie niepodobna. Jak widzimy, cała pozytywistyczna filozofia oscyluje wokół trzech pojęć: wiedza, poznanie i informacja.
Omówmy zatem główne reguły, jakich według pozytywistów należy się trzymać, chcąc dotrzeć do wiedzy prawdziwej. Pierwszą jest reguła fenomenalizmu. Głosi ona, że nie ma różnicy realnej między istotą a zjawiskiem (ale nie jest to krytyka wszelkiego odróżniania objawu od przyczyny!). Następnie mamy regułę nominalizmu. Jest to właściwie zakaz przypuszczania, by jakakolwiek wiedza formułowana w terminach ogólnych miała w rzeczywistości inne odpowiedniki aniżeli jednostkowe przedmioty konkretne (możemy uznać istnienie, gdy zmusza nas do tego doświadczenie); pojęcia abstrakcyjne służą więc tylko jako narzędzia organizujące doświadczenie.
Kolejną jest reguła, która przeczy wartości poznawczej sądów oceniających i wypowiedzi normatywnych. Pozytywiści argumentują, że w doświadczeniu nie są zawarte takie jakości jak dobry, zły, piękny itd. Ponadto doświadczenie nie może wykazać, że powinniśmy przyjąć, co czynić należy a od czego się powstrzymać (wyjątek — oceny tzw. technologiczne — ocena ze względu na cel — ocena skuteczności środków do celów, jakie sobie ktoś stawia — podlegają bowiem kwalifikacji ze względu na prawdę/fałsz). Ostatnią cechą charakterystyczną dla XIX-wiecznych pozytywistów była wiara w zasadniczą jedność metody wiedzy, czyli w to, że sposoby zdobywania wiedzy wartościowej są zasadniczo takie same we wszystkich dziedzinach i takie same są też etapy obróbki doświadczania przez teoretyczną refleksję. Jakościowe odrębności nauk są tylko objawem pewnego stadium historycznego.
Za najważniejszych filozofów tego nurtu uznaje się Augusta Comte’a, Johna Stuarta Milla oraz Herberta Spencera.
Tak u Comte’a, jak u innych XIX-wiecznych pozytywistów możemy jednak dostrzec dwie przeciwstawne tendencje. Miotali się oni między empirystycznymi hasłami o jedności źródeł poznania (pozytywiści chcieli mieć widok świata oczyszczony całkiem z pozadoświadczalnych „dodatków”). Z drugiej jednak strony pragnęli doskonałej unifikacji wiedzy — jedności wyników poznania (a więc chcieli mieć widok świata wolny od przypadkowości i różnic jakościowych). Jednak, jak pisze Leszek Kołakowski, […] jedność źródeł poznania jako założenie i jedność wyników poznania jako postulat — te dwie dążności rzadko dawały się uzgodnić.
Dzisiaj, mówiąc ogólnie, w porównaniu do XIX-wiecznych pozytywistów, mamy bardziej liberalne podejście do tego, co uznajemy za wiedzę oraz tego, co zasługuje na miano nauki. Może ich wyśrubowane standardy ochroniłyby nas przed zalewem pseudonaukowych teorii serwowanych przez internetowe autorytety?
Bibliografia:
Kołakowski L., Filozofia pozytywistyczna, Warszawa 2003.
Szacki J., Historia myśli socjologicznej, Warszawa 2002.
