Creatio ex nihilo

Hanna Węsierska, filologia polska, UP
Przyciśnięci do ściany, Mira z Aaronem wpatrywali się w równie zaskoczonego co oni mężczyznę.
Wodził po nich dzikim wzrokiem, zdyszany i cały we krwi. Aaron odruchowo sięgnął do miecza, zanim jednak jego ręka w ogóle spoczęła na rękojeści, rozwarte szeroko oczy mężczyzny zasnuły się mgłą, a on sam runął bez przytomności na kamienne podłoże.
Przez kilka sekund nawet nie drgnęli. – wpatrując się w nieruchomą sylwetkę na ziemi. Aaron odsunął się ostrożnie od ściany i zaczął powoli podchodzić do leżącego nieruchomo mężczyzny, dobywając w broni. Mira złapała go za rękę, zanim udało mu się zbliżyć do nieznajomego.
– Zwariowałeś? – syknęła, ciągnąc go z dala od nieprzytomnego.
– To chyba… elf. – odezwał się Aaron, z zaciekawieniem przyglądając się bezwładnemu ciału. – Jest ranny. Ciekawe, skąd się tu…?
– Nie obchodzi mnie, kim jest! – przerwała mu Mira, mocniej szarpiąc rękę przyjaciela. – Ścigała go Gwardia Królewska, powinniśmy się stąd wynosić, póki mamy szansę! Jeśli…
Gwałtownie urwała, gdy do ich uszu doszły ciężkie kroki.
Aaron, gotowy do walki, odwrócił się w stronę, z której dobiegały odgłosy, lecz Mira ponownie go zatrzymała. Przyciągnęła go bliżej siebie i wymamrotała zaklęcie.
Dwójka Gwardzistów wpadła do ruin wieży. Pierwszy z nich natychmiast rzucił się do nieprzytomnego elfa, drugi rozejrzał się pobieżnie wokół, marszcząc nieznacznie brwi. Przesunął wzrokiem po ściśniętych w kącie Aaronie i Mirze, po czym dołączył do swojego kompana, który kopniakiem obrócił leżącego elfa na plecy.
Mira odetchnęła bezgłośnie z ulgą, mocniej zaciskając palce na dłoni przyjaciela. On jednak nie zwracał na niej większej uwagi, skupiony na obserwacji dwójki żołnierzy oraz ich ofiary. Skrzywił się, widząc jak jeden z Gwardzistów mało delikatnie potrząsa nieprzytomnym elfem, zaraz potem uderzając go wierzchem dłoni w policzek.
Elf stęknął z bólu, a Gwardzista prychnął, podnosząc się z klęczek. Skinął głową swojemu towarzyszowi, po czym ruszył do wyjścia, podczas gdy jego pomocnik pociągnął rannego do pionu i szarpnął go w kierunku, w którym zmierzał drugi z Gwardzistów.
Gdy odgłosy ich kroków niemal ucichły, Aaron pomimo cichych protestów przyjaciółki ostrożnie zakradł się do krawędzi muru. Wyjrzał zza niego i wbił spojrzenie w stopniowo oddalającą się trójkę.
Mira dołączyła do niego, wstrzymując oddech, gdy elf wyrwał się z uścisku Gwardzisty i ruszył biegiem przed siebie, tylko po to, by kilka chwil potem runąć na ziemię.
Próbował znowu się podnieść, powstrzymało go jednak wymierzone w jego gardło ostrze miecza jednego z żołnierzy. Elf przekręcił się gwałtownie, kopniakiem wytrącając broń z ręki napastnika i raz jeszcze zrywając się na równe nogi.
Tym razem na ziemię posłało go mocne uderzenie w brzuch od drugiego z wojskowych. Wcześniej grożący mu bronią Gwardzista podszedł bliżej, mówiąc coś do elfa. Ten niemal od razu wysyczał odpowiedź, która najwyraźniej nie przypadła żołnierzowi do gustu, kopnął go bowiem najpierw w brzuch, a zaraz potem w twarz, zanim leżący mężczyzna mógł się zasłonić.
Mira obserwowała to wszystko szeroko otwartymi oczami, wodząc spojrzeniem od Gwardzistów, do elfa, nad którym się pastwili. Kątem oka dostrzegła, jak Aaron zaciska palce na rękojeści miecza i uważnym wzrokiem śledzi każdy ruch żołnierzy. Przesunęła się bliżej przyjaciela, patrząc na niego ze strachem.
– Co ty wyprawiasz? – nie odpowiedział, tylko postąpił kilka kroków naprzód.
Chwyciła go mocno za przedramię, spoglądając na niego z mieszanką przerażenia i złości. Odwzajemnił jej wzrok nierozumiejącym spojrzeniem.
– To Gwardia Królewska! – syknęła Mira, ciągnąc go z powrotem za osłonę murów wieży. – Cokolwiek tu robią, wykonują swoją pracę.
Do ich uszu doszedł stłumiony krzyk bólu w akompaniamencie zadowolonego z siebie rechotu dwójki Gwardzistów.
– Żartujesz sobie? – odparł Aaron. – Zabiją go, jeśli nic nie zrobimy.
– To przestępca!
– Więc co robi tutaj, a nie w więzieniu, oczekując na sąd? Albo egzekucję? Czemu ta dwójka torturuje go w środku lasu?
Odwrócił się z zamiarem ruszenia w stronę trójki mężczyzn. Mira raz jeszcze go zatrzymała.
– Najwyraźniej mają jakiś powód! A my powinniśmy się stąd wynosić! Nie przeszkadzać Gwardzistom, a już na pewno nie próbować pomóc przestępcy!
Aaron kilka chwil wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. Następnie wyrwał się z jej uścisku, kierując się powoli i po cichu w stronę żołnierzy.
– Aaron! – Mira w pierwszej chwili chciała ruszyć za nim, zaraz jednak ponownie ukryła się za kamienną ścianą i stamtąd obserwowała rozwój sytuacji.
Mężczyzna niemal bezszelestnie zbliżał się do Gwardzistów, starając się maksymalnie wykorzystać wszelką osłonę, jaką dawały mu rosnące wokół krzewy i porozrzucane po całej polanie ruiny. Wojskowi jednak zbyt skupieni byli na wciąż przeciwstawiającym się im elfie, by zwrócić większą uwagę na to, co działo się dookoła.
Aaron znajdował się już niecałe kilka metrów od żołnierzy, chowając się za jednym z krzaków, gdy za jego plecami rozległ się huk.
Mira zaklęła pod nosem, przesuwając się nieco, by lepiej widzieć przyjaciela i rozkojarzona mocniej nacisnęła na jedną z luźniejszych cegieł. Kamień zachrobotał, wysunął się ze szczeliny i z głośnym łoskotem uderzył w podłogę.
Kobieta straciła równowagę przez nagłą stratę oparcia, nie zdążyła się więc wystarczająco szybko ukryć. Gwardziści odwrócili się w jej stronę. Skrzyżowała wzrok z jednym z nich, a ten natychmiast krzyknął, razem z towarzyszem ruszając w jej stronę.
Gdy zbliżali się w szybkim tempie do wieży i stojącej tam jak sparaliżowanej kobiety, Aaron rzucił się na znajdującego się bliżej żołnierza, uderzając w jego bok barkiem i zaraz potem tnąc trzymanym w drugiej ręce mieczem.
Gwardzista szybko się pozbierał i natychmiast chwiejnie wstał, unikając pierwszego ciosu Aarona i blokując kolejne dwa. Drugi z żołnierzy chwilę stał skołowany, potem również dołączył do walki, próbując zajść Aarona od tyłu.
Mężczyzna dostrzegł drugiego z Gwardzistów kątem oka i parując kolejne uderzenie miecza przeciwnika, odsunął się do tyłu, spoglądając to na jednego, to na drugiego z Gwardzistów. Oboje skoczyli w jego stronę.
Z początku Aaron zdawał się radzić sobie z dwójką przeciwników, jednak sytuacja szybko ulegała zmianie. Mężczyzna nieubłaganie się cofał, próbując utrzymać oboje napastników w zasięgu wzroku i coraz częściej zmuszony był odskakiwać przed ich atakami, nie mając możliwości obrony, a co dopiero wyprowadzenia kontrataku.
Mira wciąż stała w miejscu, bijąc się z własnymi myślami. Każdy mięsień w jej ciele rwał się do pomocy, lecz sparaliżowana strachem nie była w stanie choćby drgnąć.
Kiedy jednemu z żołnierzy udało się ranić Aarona w nogę, odruchowo sięgnęła po czary, magicznym pociskiem odrzucając Gwardzistę, zanim ten zdążył ponownie uderzyć. Aaron wykorzystał chwilę nieuwagi i sam zaatakował, zmuszając drugiego z napastników do wycofania się.
Żołnierz, którego zaatakowała, teraz dostrzegając w niej nowe zagrożenie, ruszył w kierunku wieży. Teraz już bez większego oporu, napędzana strachem, Mira raz po raz posyłała w jego stronę magiczne ataki. Gwardzista musiał mieć doświadczenie w walce z magami, nie zwalniając tempa parł przed siebie, sprawnie unikając zaklęć kobiety.
Zebrała siły i wymamrotała zaklęcie. Powietrze przecięła błyskawica, która wśród trzasku iskier uderzyła w pierś biegnącego w jej stronę żołnierza. Wrzasnął z bólu, przeleciał kilka metrów w powietrzu, zanim z głuchym łoskotem wylądował w trawie bez ruchu. Z nieruchomego ciała poniósł się słup dymu, a powietrze wokół wypełnił słaby swąd spalenizny.
Mira odetchnęła, wzrokiem odszukując stojącego nieco dalej Aarona, który właśnie chował miecz do pochwy. U jego stóp leżał drugi z Gwardzistów.
Ruszyła w jego stronę szybkim krokiem.
– Dzięki. – odezwał się zdyszany, krzywiąc się lekko z bólu, gdy w nieuwadze przeniósł ciężar ciała na ranną nogę.
– Do reszty zwariowałeś?! – wrzasnęła Mira, roztrzęsiona wodząc wzrokiem po zalegających w trawie żołnierzach. – To są Gwardziści, Aaron!
Mężczyzna najpierw zerknął na tego, który leżał u jego stóp, a potem na drugiego, którego dymiące zwłoki leżały kilka metrów dalej.
– Raczej byli.
– To nie jest śmieszne! Zdajesz sobie w ogóle sprawę, że sama nasza obecność tutaj może być uznana za przestępstwo? Nie wspominając o twojej interwencji!
– Mojej interwencji?! To na ciebie rzucili się z bronią! Zabiliby cię na miejscu, gdybym nie zareagował!
– Chciałeś ich pozabijać!
– Chciałem ich ogłuszyć. Wolałabyś, że zakatowali go na śmierć? – machnął ręką w kierunku bezwładnego ciała elfa.
– To przestępca!
– Skąd możesz to wiedzieć? Gdyby faktycznie był winny jakiejś realnej zbrodni, trafiłby przed oblicze sądu, a nie został zawleczony na jakieś pustkowie, żeby tam zamordowała go dwójka Gwardzistów! – skrzyżował ręce na piersi. – Poza tym, zgodnie z prawem, nasze władze nie mogą wydawać na nim sądów.
– Co z tego?! – odparła Mira. – Gwardziści egzekwują prawo w Królestwie, skoro kogoś złapali i postanowili zabić, musieli mieć ku temu powód!
– Jaki? Jaki niby mogli mieć powód?
– Nie wiem! Jakie to ma w ogóle znaczenie? To przestępca, my zresztą również, biorąc pod uwagę, że jesteśmy odpowiedzialni za śmierć dwójki żołnierzy! – warknęła, przyciskając dłonie do skroni.
– To może przestać w końcu wrzeszczeć, żeby nie ściągnąć nam na głowy ich koleżków.
– Zamknij się. – syknęła.
Chwilę stali w ciszy. Mira odetchnęła głęboko, rozglądając się po pobojowisku.
– Co teraz? – westchnęła.
– Nie wiem jak ty, ale ja chciałbym się dowiedzieć, czym zawinił uratowany przez nas „przestępca”. – odpowiedział Aaron, wskazując głową na nieprzytomnego elfa.
– Nie. – odparła natychmiast, kręcąc głową. – Nie ma mowy. Nie możesz być poważny.
– Dowiemy się przynajmniej, o co w tym wszystkim chodziło.
– Nie chcę tego wiedzieć! Chcę stąd zniknąć jak najszybciej i zapomnieć, że to wszystko miało w ogóle miejsce!
– Przestań w końcu krzyczeć. – fuknął Aaron, ruszając w kierunku leżącego w trawie elfa. – Rób jak uważasz, ja go nie zostawię tutaj na pewną śmierć.
Mira zagrodziła mu drogę.
– Nie możemy mu pomóc! Już i tak wplątaliśmy się w kłopoty.
– W takim razie idź. – rzucił jej wyzywające spojrzenie, a gdy ta nie odpowiedziała, minął ją i klęknął przy rannym.
– Jesteś po prostu niemożliwy! – tupnęła nogą.
Aaron przerzucił sobie elfa przez ramię, krzywiąc się nieznacznie pod jego ciężarem i nie zaszczycając Miry kolejnym spojrzeniem ruszył z powrotem w kierunku lasu.
Mira chwilę patrzyła za nim z niedowierzaniem, po czym podbiegła bliżej, zrównując się z nim krokiem.
– Co niby zamierzasz z nim zrobić? Nikt w mieście go nie uzdrowi.
– Wydajesz się tym strasznie przejęta, jak na kogoś, kto nie chce mieć z nim nic wspólnego. – sapnął mężczyzna, poprawiając chwyt na bezwładnym ciele elfa.
– Jeśli znajdą go u ciebie, zabiją was oboje! – zaprotestowała.
– To już chyba nie twój problem, prawda?
Resztę drogi pokonali w milczeniu. Ruiny po jakimś czasie całkowicie zniknęły z ich pola widzenia. Po kilkunastu minutach dotarli w końcu do wierzchowców przywiązanych do drzewa na skraju polany, służącej im wcześniej za pole treningowe. Uwagę Miry przykuła przypalona trawa w miejscu, gdzie uderzyło jedno z jej zaklęć. Teraz wyrzucała sobie, że przez głupią kłótnię znaleźli się w ich obecnej sytuacji.
Aaron przerzucił nieprzytomnego przez grzbiet swojego konia, po czym sam wskoczył na siodło.
– Jak niby zamierzasz się dostać do miasta? – zapytała sceptycznie Mira.
– A więc jednak się przejmujesz, co? – kobieta jedynie prychnęła w odpowiedzi, a Aaron wzruszył ramionami. – Pomału zaczyna się ściemniać, po zmierzchu nie powinienem mieć większego problemu.
Mira westchnęła, przecierając twarz wierzchem dłoni. Dopiero zaczynało do niej docierać, co zrobili, co ona zrobiła i nie mogła powstrzymać drżenia rąk na samą myśl o zabitych przez nich Gwardzistach.
Wspięła się na koński grzbiet, unikając spojrzenia przyjaciela.
– Uważaj na siebie. – mruknęła cicho, po czym popędziła wierzchowca w drogę powrotną do miasta.
