Refleksje

Natalia Buźniak, filologia polska, UP
Nasze ciało „wyemancypowało” się, stało się bowiem wyrazicielem naszej indywidualności — transparentem, który wszyscy nosimy. I czy tego chcemy, czy nie, w pewien sposób wszyscy jesteśmy swoim wyglądem. Odpowiednia aparycja to niekończące się zadanie, zaś wszystko wokół, media, reklamy, specjaliści wszelkiej maści egzaminują nas nieustannie, nie wystawiając nam przy tym najlepszych ocen.

Idea dyscyplinowania własnego ciała nie jest oczywiście czymś nowym — doskonale ilustruje to Georges Vigarello w książce „Historia piękna”. Jednak w XX w. coś się zmieniło — nastała era wybujałej indywidualności. Jeszcze nigdy słowa „Jesteś tym, jak wyglądasz” nie były tak bliskie rzeczywistości. Możemy bowiem prezentować się niemal dowolnie, nie krępują już żadne konwenanse, oczekiwania. Swobodny wybór drogi życiowej to także swobodny wybór tego, jak ma wyglądać ciało. Należy zatem włożyć szczególny trud w udoskonalanie swojego wizerunku. To, jak wyglądasz, staje się zadaniem. Ciało zaś — obrazem tego, kim jesteś. Dyscyplinowanie go jest działaniem, jakie należy podjąć. Niepodejmowanie go zaś jest także przekazem, sygnałem dla otoczenia. Jednostka jest w całości odpowiedzialna za swój wizerunek, jak mówi Alan Ehrenberg, „jest swoim wyglądem”, uroda zaś jest zwieńczeniem podmiotu. Ciało, niegdyś traktowane przez wielu jako element drugiej kategorii, czy nawet „więzienie”, okazuje się współcześnie istotnym elementem Ja.
Przywodzi to na myśl prace Zbigniewa Libery. Powstawały one 1989 roku, a więc w czasie „wyzwalania” Polski spod kurateli wschodnich sąsiadów, kiedy to nasz kraj wkroczyć miał w krainę mlekiem i miodem płynącą (a może raczej coca-colą), by zaznać zachodniego dobrobytu i wolności. Prace znane pod wspólnym tytułem Urządzenia korekcyjne to seria przedmiotów, imitujących produkty masowej konsumpcji, od dawna bijące rekordy popularności na Zachodzie, do tej pory zaś niedostępne dla naszych rodaków, stanowiące jednak także nad Wisłą obiekty szczególnego pożądania. Artysta upodobał sobie szczególnie „zabawki” dla dzieci. Celem prac Libery było ośmieszenie kultury skupionej na atrakcyjności fizycznej, szczególnie seksualnej, do życia w której przystosowywani są już najmłodsi członkowie społeczeństwa. Czyż w naszej kulturze ciało atrakcyjne, warte posiadania, to nie ciało przede wszystkim erotycznie pociągające?
Przedmioty zaproponowane przez Zbigniewa Liberę, mające imitować zabawki dla dzieci, ilustrują ten trend. W karykaturalnej formie rozprawia się on z lansowanymi przez rynek sposobami udoskonalania naszej fizyczności, wskazując jednocześnie, że jesteśmy „tresowani” przez rynek już od małego. Jednocześnie ukazuje, w jaki sposób stawia się znak równości między tym, jak wyglądamy, a tym, kim jesteśmy. To temu, co zewnętrzne, należy współcześnie poświęcić maksimum naszych starań, taka strategia życiowa przyniesie nam najwięcej profitów. Z drugiej zaś strony, ideały, jakimi mamy się stać, są często ze sobą sprzeczne. Projekt „Junior body master”, pomniejszony zestaw do ćwiczeń dla chłopców do lat dziewięciu niczym nie różni się od zestawu do ćwiczeń, jaki znaleźć możemy w większości siłowni, jednak ciężarki są papierowe, zaś urządzenie rozmiarem dostosowane do wzrostu małych chłopców. Dodatek zachęcający do ćwiczeń stanowi kartonowy młodzieniec o nienaturalnie rozwiniętej muskulaturze, przypominający kulturystę, lecz o dziecięcej twarzy.
Inna „zabawka” zaproponowana przez artystę to lalka – mała dziewczynka, posiadająca jednak owłosienie w okolicach łona, pod pachami i na goleniach, a więc w miejscach, w których kobiety we współczesnej kulturze zachodniej nie powinny mieć włosów (badania pokazują, że wielu mężczyzn uważa takie owłosienie nie tylko za coś odpychającego, ale wręcz za coś nienaturalnego). Opakowanie okraszono sloganem „You can shave the baby”. Dzięki takiej lalce dziewczynka od najmłodszych lat uczyłaby się, w jaki sposób dyscyplinować swoje ciało, by było atrakcyjniejsze.
Źródło: https://www.swiatobrazu.pl/mobile/oboz_koncentracyjny_z_klockow_lego_i_inne_prace_zbigniewa_libery.html
Źródło: http://rastergallery.com/prace/you-can-shave-the-baby-1995/
Czy zabawki Libery w jakikolwiek sposób jednak mogą szokować w czasach, w których istnieją wybory dziecięcych miss, do których przygotowania obejmują między innymi opalanie całego ciała, zakładanie sztucznych protez na zęby, sztuczne paznokcie, intensywny makijaż mający upodobnić kilkulatkę do dorosłej kobiety (i to raczej lekkich obyczajów), wystudiowane sztuczne pozy, uśmiechy i zalotne spojrzenia spod sztucznych rzęs w stronę jury i widowni… Dodam, że w konkursach takich biorą udział już niemowlęta (ku rozpaczy rodziców, zbyt trudno im niestety założyć sztuczne zęby…). Wszystkich zainteresowanych zjawiskiem odsyłam do programu „Toddlers and tiaras” na TLC, gdzie przyjrzeć się można zarówno uczestniczącym w konkursach dziewczynkom, jak i ich rodzicom.
Inny, wspomniany na początku przyrząd służący do poprawy fizyczności zaprojektowany przez Liberę to „Universal Penis Expander”, mający rzekomo wydłużyć penisa nawet o 100 cm (przy systematycznym stosowaniu już od najmłodszych lat)! I tu Libera wyprzedził rzeczywistość — niejeden przyrząd obiecujący tego rodzaju przemianę można dziś zamówić w Internecie (no, może nie tak spektakularną). Artysta celnie punktuje współczesną kulturę za jej umiłowanie do seksualizacji naszych ciał we wszystkich możliwych kontekstach.
Źródło: TLC
Seksualizacją nazywam proces, w wyniku którego ocena wartości drugiego człowieka jest dokonywana jedynie na podstawie jego atrakcyjności seksualnej, oraz nadawanie obiektom i zjawiskom znaczenia seksualnego, którego wcześniej nie posiadały. Czyż obecnie 90% reklam nie bazuje na skojarzeniach seksualnych? Choćby wcześniej w naszych najśmielszych wyobrażeniach sprzedawany produkt lub usługa w żaden sposób nie wiązał się z seksem, to z pewnością twórcy reklam odnajdą jakieś seksualne konotacje (nawet dla ubojni drobiu!).
Źródło: facebook.pl
Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież atrakcyjność seksualna to najważniejsza cecha z punktu widzenia biologicznego przetrwania. Skoro zatem teraz obiektem pożądania stają się ciała o niezwykle wyraźnie zaznaczonych cechach płciowych – a na to wskazywałyby produkty kultury masowej – wielkie piersi, wielkie pośladki, talie szczupłe tak, że trzeba usunąć dwa żebra, napuchnięte usta, gigantyczne penisy i bicepsy, wszystko to jest efektem darwinowskiej ewolucji naszego smaku i gustu. Jednak jednocześnie w modzie są przecież filigranowe, superszczupłe dziewczęta o młodzieńczym wyglądzie, o niewykształconych jeszcze cechach płciowych trzeciorzędowych (nic dziwnego, skoro większość modelek ma kilkanaście lat), a także kościści, wysocy modele. Nie sposób zrealizować jednocześnie obu ideałów! Tak oto współczesne kobiety i mężczyźni są uwięzieni w pułapce pomiędzy skrajnościami – ciałem karykaturalnie zseksualizowanym lub całkowicie androgenicznym. Ci, którzy oferują swoje produkty, z radością podsycają te skrajne tendencje – najlepszy konsument wszak to taki, którego potrzeby nigdy nie będą mogły zostać w pełni zaspokojone, w razie czego jednak zawsze można wykreować nowe.
Przeciwstawne tendencje, rządzące naszym zachowaniem, to idealna sytuacja dla wszystkich, którzy pragną nam coś sprzedać (a to przecież niemałe grono). Widzimy tyle samo reklam niezdrowych przekąsek i potraw, ile środków na odchudzanie. Każdy zaś chciałby schudnąć w przyjemny sposób, a do tego jeszcze szybko. Oczywiście jest to niemożliwe. Niemożność zaspokojenia potrzeb jednocześnie — potrzeby konsumpcji i potrzeby atrakcyjnego, szczupłego wyglądu poprzez dyscyplinowanie swego ciała rodzi frustrację. „Odpocząć, rozluźnić się, aby lepiej konsumować, ale także narzucić sobie obowiązki, aby lepiej wyglądać — <<przeciwstawne>>, a mimo to współistotne zachowania na drodze do odkrywania swej głębi”, pisze Vigarello. Zaś z zadania posiadania odpowiedniego wyglądu nikt nam nie napisze usprawiedliwienia. I nie zwolni z oceny. A oceniani za wygląd jesteśmy zawsze, i to on często decyduje o naszych losach, choć zdawać by się mogło, że dana dziedzina działalności nie powinna mieć z nim nic wspólnego (niestety, kobiet dotyczy to w stopniu jeszcze większym, niż mężczyzn). Dlatego politycy zawsze uśmiechać się będą z plakatów rzędami równych białych zębów…
Źródło: https://www.smh.com.au/entertainment/celebrity/silvio-berlusconi-debuts-new-face-20171130-gzvr3p.html
