Zaopiniowane

Kadr z filmu „Chłopi” 2023
„Chłopi” – film Doroty i Hugh Welchmanów według noblowskiej książki Władysława Reymonta, już zgłoszony do Oscara, pobił rekord weekendowej oglądalności (przebił o 3,5 tys. widzów frekwencję „Zielonej granicy” Agnieszki Holland).
Ponad stu grafików malowało obrazy, które złożyły się na niemal dwugodzinną produkcję. Perfekcyjna praca, kolory, intertekstualne nawiązania do malarstwa, kultury, próby oddania tamtego czasu, tamtego sposobu oglądania i rozumienia świata. W kadry świetnie wpleciono obrazy malarskie i bez trudu odnajdziemy kilka-kilkanaście tytułów nie tylko polskich twórców – z Józefem Chełmońskim na czele. Technika malarska czasem „zawodziła” odsłaniając „rzeczywiste” rysy aktorów, odgrywających role książkowych bohaterów. Na tę cechę jako błąd zwracają uwagę krytycy, ale mnie akurat wydaje się, że to był zabieg celowy, by podkreślić umowność tego świata, jego „potrójne” (przynajmniej) oddalenie – literatura (fikcja), malarstwo, film. I to pewnie ten dystans spowodował, że świat przedstawiony nie zachował dokumentarnej wierności rzeczywistości, ale odsłaniał moc kreacji świata, w którym postaci stają się pretekstem do opowiedzenia antropologicznej historii pewnej warstwy społecznej, ale głębiej — całej ludzkości.
Można by mówić, że tą historią jest ciągła bieda i walka o przetrwanie, jest żądza i pożądanie (jedzenia, bogactwa, strojów, urody, władzy, ziemi, ciała kobiety, ciała mężczyzny…) silniejsze niż rozum, wola, moralność czy kultura. Ale można też przyjąć, że „te śliczne obrazki” to niezrozumiałe przeestetyzowanie, niewspółgrające ani z czasem, ani z tematem, ani z oceną naszych działań, działań podejmowanych z niskich pobudek, egoistycznych, tchórzliwych, interesownych. Wszak nawet jeśli motywuje nas miłość, to i ona ma charakter doraźny, chwilowy, rozczarowuje i „nie przenosi gór”, nikogo nie ocala, nie usprawiedliwia, nikt nie wierzy w jej dobre intencje. Jeśli się zdarza – krzywdzi i tych, którzy siebie kochają, i wszystkich wokół. Te namiętności, które żądzą bohaterami Reymonta, są zawsze destrukcyjne, zmieniają dusze ludzi w nienasycone otchłanie, ciała sprowadzają do wykrzywionych nienawistnymi okrzykami twarzy lub zaciętych w obojętności.
To film, który przypomina, że nie ma potężniejszego uczucia niż miłość do samego siebie, potężniejszej mocy niż zaspakajanie własnych pragnień. Chyba jedynym bohaterem wyłamującym się takiej diagnozie jest beznadziejnie zakochany w Jagnie młynarz. Historia, którą opowiedział Reymont, to historia, którą opowiadamy też dzisiaj. Niewiele zmieniliśmy się od tamtych czasów, ale nieco więcej rozumiemy. Choć film jest skoncentrowany na jak najwierniejszym oddaniu wybranych wątków powieści, to historia Jagny i społeczności, która wywozi ją za wieś i nie pozwala do niej wrócić, jest historią kobiety ówczesnej i kobiety współczesnej karanej za seksualność, za to, że śmie pragnąć, pożądać i zaspakajać swoje pożądanie, łamać kulturowe i religijne zakazy dotyczące jej ciała, erotyzmu, zaspakajania seksualnych potrzeb, realizowania się w miłości do tego, kogo i jak chce.
Porządek kulturalny pozwala nam powstrzymać chaos i kulturową anarchię, ale też staje się niezbywalnym źródłem cierpień, bezwzględnej władzy zakazów, które stają na drodze realizacji najbardziej podstawowych potrzeb. Nie oceniam takiej konstatacji, ale film kończy się zgodnie z pomysłem autora – wywiezieniem na wozie nagiej Jagny poza granice wsi. W ostatniej scenie padający deszcz oczyszcza jej brudne ciało i naga, czysta, piękna Jagna wstaje i idzie przed siebie. Społeczeństwo może „wymierzyć sprawiedliwość”, ale żadne prawa nie ograniczą i nie powstrzymają tego, co zostało nazwane instynktem życia, libido, czy wolą życia i jego najgłębszym, pierwotnym pragnieniem. I żadne oczyszczenie nie pomoże, żadna złożona ofiara nie odnowi, nie oczyści, „nie zbawi”. Od wieków naszą historią (historią ciał i dusz) rządzą te same opowieści. Nie są ładne.
Warstwa muzyczna filmu jest świetnie przygotowana – to uwspółcześnione ludowe melodie skomponowane przez L.U.C. & RB Film Orchestra ft. Kayah, Dagadana, Laboratorium Pieśni, Tęgie Chłopy. W Reymontowskich bohaterów wcielili się (pod warstwą farb) znamienici polscy aktorzy – Kamila Urzędowska jako Jagna, Robert Gulaczyk jako Antek Boryna, Mirosław Baka (Maciej Boryna), Sonia Mietielica (Hanka), Ewa Kasprzyk (matka Jagny), Cyprian Grabowski, Mateusz Rusin, Cezary Łukaszewicz, Maciej Musiał, Dorota Stalińska, Andrzej Konopka, Julia Wieniawa, Małgorzata Kożuchowska…
Dorota Stalińska jako Jagustynka
Małgorzata Kożuchowska jako Organiścina
Jeśli są wśród nas tacy, co nie przeczytali jeszcze „Chłopów” – film ich lektury nie zastąpi, ale być może pozwoli doświadczyć tych uczuć, emocji, grozy i zadziwień, jakich dostarcza powieść Władysława Reymonta.
