Skip to content
Menu
FILOlogika
  • O-błędnik
  • Na prawo
  • Creatio ex nihilo
  • TransKrypcja
  • Poznajcie się!
  • Wycinki
  • Poetica
  • Psoty
  • Rozpoznanie
  • Krytyka studencka
  • Kamień socjologiczny
  • Co słychać?
  • Zaopiniowane
  • TransMisja
  • Pinezki
  • Refleksje
  • Językowo
  • Rozmowy
  • UP-aćkane
  • Kalendarz zdarzeń
  • V Festiwal Scena wolności – recenzje
  • Wersje pdf numerów
  • O nas
FILOlogika

Felicia Berliner, „Szmuc”, tłum. Tomasz Wyżyński, Warszawa 2023  

Opublikowano 2023-11-032023-11-03

Zaopiniowane

Felicia Berliner, to pseudonim autorki debiutu powieściowego pt. „Szmuc” (brud – z jidysz). To książka wciągająca, dobrze napisana, językiem, który jednocześnie oprowadza nas po świecie przedstawionym, kreując przestrzeń ortodoksyjnej społeczności Chasydów, mieszkających we współczesnym Brooklynie i także utrudniającym zrozumienie tego świata. Dlaczego tak?

 Opowieść daje się dość łatwo streścić, nie ma tu żadnych udziwnień, ale te pojawiają się, gdy bohaterka chce opisać pornograficzne obrazy, do których zbiegiem okoliczności dostała dostęp. I tu okazuje się, że nie ma języka – nie ma słów, frazeologii – za pomocą których mogłaby powiedzieć „penis”, „wagina”, „pochwa”, „łechtaczka”, „penetracja”. Tłumacz zdecydował się pozostawić oryginalne nazwy i dla ułatwienia słowniczek wyrazów na końcu książki. Jednak język polski też ma problemy z nazywaniem „tych” rzeczy, gdyż dysponuje albo językiem medycznym, albo wulgarnym, czasem metaforycznym jak np. „zapieczętowane źródło życia”. 

Dlaczego nie mamy odpowiednich słów? Bo nasza cielesna seksualność to temat tabu w większości kultur, to coś, o czym się nie tylko nie mówi (więc po co słowa), ale nawet nie myśli. To sytuacja, która świetnie odzwierciedla, jak bardzo się mylił Wittgenstein i jak bardzo miał rację. Nie mamy słów, ale „to” jest, choć słowa wyznaczają granice naszego świata. A jednak, gdy granice poznania leżą „gdzieś indziej”, w każdym razie gdy pojawi się „to”, znajdują się też słowa. Rajzla, główna bohaterka, często stosuje język metaforyczny: di maase to dosłownie czyn, przenośnie seks; ojse-mukem znaczy to miejsce, przenośnie nazywa waginę; szwanc to dosłownie ogon, przenośnie (slangowo) penis; wilde loch oznacza dosłownie dziką dziurę, w slangu – cipkę; tytułowy szmuc to brud, plama, nieczystość, w slangu – nieprzyzwoitość, pornografia, coś lubieżnego albo bluźnierstwo  itd. Bohaterka – osiemnastoletnia dziewczyna – jest, zgodnie z kulturą i religią, z której się wywodzi, zobowiązana do ściśle skodyfikowanego zachowania, odpowiedniego do jej statusu i – przede wszystkim – płci. 

I kobiecość, i męskość to rygorystycznie określone role, które realizuje się we wspólnocie. Miło jest jednak, gdy kobieta może zarabiać i podnosić status materialny rodziny – ten pretekst okazał się dość dobry, by Rajzla skorzystała z lekcji rachunkowości i dostała laptop niezbędny do nauki. Przypadkiem nie skasowano z niego możliwości internetowego połączenia i przypadkiem bohaterka trafia na pornograficzną stronę. Oglądanie spółkujących ludzi stało się jej pasją i obsesją. Próbuje sobie wytłumaczyć to, co widzi na obrazkach, to, do czego dochodzi między kobietą i mężczyzną. Rozumie, że to rodzaj zachowania, które zdarzy się jej, jak tylko wyjdzie za mąż (dziewczęta z ortodoksyjnych rodzin nie uczą się niczego o współżyciu i seksie, są nieświadome tego, na czym polega współżycie, nigdy i z nikim o tym nie rozmawiają). 

Rejza jest w wieku, w którym dziewczyna wychodzi za mąż. Myśl o tym, co ją czeka w małżeństwie na tyle ją niepokoi, że nie potrafi podjąć decyzji, by przyjąć któregoś z epuzerów. Zaczyna uchodzić za dziwaczkę, rodzina się niepokoi. Uzależniona od oglądania pornografii marzy, że zacznie wieść inne, niż to które wynikałoby z reguł wspólnoty, życie i gdy poznaje wyzwoloną, niepokojąco niezależną koleżankę ze studiów, podejmuje próby odrzucenia kultury, rodziny, domu. Nie chcę zdradzać puenty. Napiszę tylko, że książka uświadamia, jak bardzo mocnymi nićmi jesteśmy zszywani z kulturą, z której się wywodzimy, a przekonanie, że mamy prawo do seksu (zawsze są warunki ograniczające), jak i że go nie mamy (jest jeszcze więcej warunków do spełnienia) to nakaz kulturowy.

Kultura wyznacza tory naszego myślenia i działania. Wartości, którym hołdujemy, to wartości, które wywodzimy z kultury, jak moralność, etykę, przekonania… –  to wszystko serwują nam kulturowe opowieści, a my przyswajamy te treści i żyjemy często przeświadczeni, że one są naturalne, a nie wyuczone. Niektórzy przekraczają te granice, zmieniają kręgi kulturowe, języki, religie, przeświadczeni, że wybierają lepiej, że dostają więcej wolności. Niektórzy nie potrafią przekroczyć żadnej z linii zakreślonej przez krąg kulturowy, w którym przyszli na świat, a jeszcze inni przesuwają te linie (w różne strony), to zwykle tyrani albo rewolucjoniści. 

Większość, czując ucisk „kulturowej nici”, znajduje jakieś mechanizmy obronne, szczelinkę, dzięki której czuje się jak ktoś, kto może czuć się wolniejszy, nie ruszając się z miejsca, i tylko nocą, cichutko, w tajemnicy…

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 FILOlogika | Powered by SuperbThemes & WordPress