Skip to content
Menu
FILOlogika
  • O-błędnik
  • Na prawo
  • Creatio ex nihilo
  • TransKrypcja
  • Poznajcie się!
  • Wycinki
  • Poetica
  • Psoty
  • Rozpoznanie
  • Krytyka studencka
  • Kamień socjologiczny
  • Co słychać?
  • Zaopiniowane
  • TransMisja
  • Pinezki
  • Refleksje
  • Językowo
  • Rozmowy
  • UP-aćkane
  • Kalendarz zdarzeń
  • V Festiwal Scena wolności – recenzje
  • Wersje pdf numerów
  • O nas
FILOlogika

Zmierzyć się z legendą

Opublikowano 2023-11-032023-11-03

Zaopiniowane

„Moja Edith” to monodram muzyczny zagrany przez Aleksandrę Cybulę, wyreżyserowany przez Piotra Kosewskiego, z aranżacją dokonaną przez Ariela Suchowieckiego, który z muzykami towarzyszył Aktorce w spektaklu. To swoisty hołd złożony wspaniałej francuskiej piosenkarce, „Wróbelkowi Paryża”. Pomysł zrealizowany został dzięki pomocy finansowej Miasta Słupska w ramach stypendium Prezydenta w dziedzinie kultury.

Wykonawcy mieli dobry pomysł – prosta, niemal ascetyczna scena, która robiła miejsce na dramatyczną, trudną historię piosenkarki. Na scenie podwyższenie, krzesło, deski sceniczne, w mroku toną muzycy. Ola w czarnej sukience, czarnych rajstopach i pantoflach, spięte włosy, twarz bez makijażu. Ta „pusta przestrzeń” zostanie za chwilę wypełniona ekstremalnymi emocjami, skrajnymi doświadczeniami. 

Grana przez Aleksandrę Edith proponuje ghost writerowi, by napisał historię jej życia, jej autobiografię, pod którą ona się podpisze. Zaczyna jak w urzędowym formularzu, „Urodziłam się…”. Nagle przerywa i toczy opowieść szczerą, nieskłamaną, tak trudną, że wciąż nie do uwierzenia, choć już ją tyle razy słyszeliśmy. Zaczyna od tego, jak jej ojciec odprowadzał matkę do szpitala, ale akcja porodowa rządzi się swoimi prawami i na nic jej nasz czas, więc poród zaczął się na ulicy, w bramie. Ojciec pobiegł po pomoc, ale po drodze wstąpił do baru, wrócił, jak już było po wszystkim – Edith odebrało dwóch policjantów, a blisko mieszkająca pielęgniarka przecięła pępowinę. Zaraz potem dziewczynkę opuściła też matka, a sześcioletnią, po odchowaniu przez „ciotki”, wziął ojciec-akrobata na wędrówkę, która dla dziecka była codzienną radością, możliwością „zabawy w śpiewanie”. Pieniędzy z tego nie było, więc ojciec wysyłał Edith na ulicę, by zarobiła na siebie… Dalej wiemy, pamiętamy. Wszystkie najistotniejsze fragmenty jej życia opowiedziane i zaśpiewane przez Olę. Złe miłości, bieda, głód, strata dziecka i kolejnych kochanków. Miłości prawdziwe, szalone, nieszczęśliwe, niespełnione, alkohol i narkotyki, i śpiew, który porywał tłumy i zamienił Edith we francuski „towar eksportowy”. Odeszła nie żałując swojego życia, wyborów, ukochanych i wrogów. Ola Cybula naprawdę świetnie zaśpiewała swoją Edith. W ostatniej, kulminacyjnej piosence, credo życia „Wróbelka”, Aleksandra śpiewa po polsku „Nie, niczego nie żałuję”, śpiewa na tle Edith Piaf, wykonującej (co poznajemy po ruchu warg, bo nie ona ma dziś głos),  „Non, je ne regrette rien”, a ja – nie wiem, jakim cudem – w mojej głowie słyszę razem te dwie – Aleksandrę Cybulę i Edith Piaf. Czyż można lepiej zagrać rolę niż wtedy, kiedy sceniczna iluzja nakłada się na realne wykonanie, kiedy słyszymy na raz – i Edith, i Olę, dla których przyszliśmy. 

Aleksandra Cybula – absolwentka Akademii Muzycznej w Gdańsku oraz Akademii Muzycznej w Łodzi (dyplom z wyróżnieniem). Laureatka wielu festiwali wokalnych o zasięgu ogólnopolskim. Współpracowała m.in. z Teatrem Palladium w Warszawie, Narodowym Teatrem Edukacji we Wrocławiu oraz Teatrem Niedużym w Sopocie. Koncertowała z Polską Filharmonią Sinfonia Baltica w Słupsku. Absolwentka Chóru ,,Fantazja”. Obecnie związana ze Słupskim Ośrodkiem Kultury. (ze strony SOK, OT „Rondo”)

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 FILOlogika | Powered by SuperbThemes & WordPress