Skip to content
Menu
FILOlogika
  • O-błędnik
  • Na prawo
  • Creatio ex nihilo
  • TransKrypcja
  • Poznajcie się!
  • Wycinki
  • Poetica
  • Psoty
  • Rozpoznanie
  • Krytyka studencka
  • Kamień socjologiczny
  • Co słychać?
  • Zaopiniowane
  • TransMisja
  • Pinezki
  • Refleksje
  • Językowo
  • Rozmowy
  • UP-aćkane
  • Kalendarz zdarzeń
  • V Festiwal Scena wolności – recenzje
  • Wersje pdf numerów
  • O nas
FILOlogika

Pierwsza iskra, rozdział V

Opublikowano 2023-11-032024-03-29

Creatio ex nihilo

Hanna Węsierska, filologia polska, UP

Reena wymruczała zaklęcie. Uderzył w nią podmuch ciepłego powietrza, gdy przed jej twarzą zmaterializowała się płonąca kula, która niemal od razu wystrzeliła do przodu. Pocisk zatoczył łuk i popędził w stronę czarnowłosego mężczyzny stojącego po drugiej stronie sali.

Wzniesiona gwałtownym ruchem jego ręki tarcza zatrzymała kulę ognia, która rozpadła się na tysiące iskier. W jego stronę pędził już kolejny, identyczny co poprzedni atak. Tym razem, po zatrzymaniu jej zaklęcia, czarodziej sam posłał w stronę Reeny kilka pocisków. Ten jednak minęły kobietę, poddając się jej woli i zawracając w stronę atakującego.

W czasie, gdy mężczyzna zajęty był wznoszeniem kolejnej tarczy, Reena przywołała kolejną kulę, tym razem nieco większą. Cisnęła nią w czarodzieja, a ten z kpiącym uśmieszkiem roztrzaskał pocisk ruchem ręki.

Uśmiech momentalnie znikł z jego twarzy, gdy drobne iskierki pozostałe po zaklęciu Reeny wystrzeliły w jego stronę, momentalnie przybierając na sile i uderzając w niego z każdej możliwej strony.

Kilka zatrzymała na szybko wzniesiona tarczą, pozostałe uderzyły w otaczającą całe jego ciało magiczną powłokę. Zachwiał się, cofnął kilka kroków, a kolejne dwa uderzenia powaliły go na ziemię.

– Wystarczy! – krzyknęła Canna, a pozostałe pociski zatrzymały się i momentalnie wyparowały.

Reena odgarnęła z twarzy ciemne loki i podeszła do nauczycielki. Podobnie uczynił drugi z uczniów, otrzepując się wcześniej z niewidzialnego kurzu. Canna zmierzyła ich oboje wzrokiem.

– Nevir, musisz być bardziej uważny, żadne z tych zaklęć nie było trudne do zatrzymania. Za bardzo się rozpraszasz i tracisz czujność. – przeniosła spojrzenie na uczennicę. – Reena, wciąż stosujesz te same zaklęcia. Musisz to trochę zróżnicować, stajesz się zbyt przewidywalna. Powinnaś też stosować trudniejsze mechanicznie czary, nie nauczysz się ich używać bez praktyki w walce.

Razem z Nevirem skinęli głowami. Canna westchnęła.

– No dobrze. Nevir, możesz odpocząć. Jak wyjdziesz, poproś do środka Tylesa. – mężczyzna kiwnął głową i ruszył do drzwi, a wzrok nauczycielki padł z powrotem na Reenę. – Odsapnij chwilę, zaraz znowu walczysz.

Reena zmarszczyła nieznacznie brwi, szybko jednak przybrała neutralny wyraz twarzy, potaknęła i zajęła miejsce na jednej z ławek rozstawionych pod ścianami. Przygryzła lekko wargę, próbując domyślić się zamiarów mentorki. Tyles należał do grupy zdolniejszych uczniów, Canna dotychczas ani razu nie wytyczyła go jako jej przeciwnika.

Po sali poniosło się skrzypnięcie ciężkich drzwi, a gdy Reena uniosła wzrok, napotkała pogardliwe spojrzenie wysokiego blondyna. Przewróciła oczami.

– Ktoś powinien pokazać mu, gdzie jego miejsce. – wymamrotała pod nosem.

– Reena, podejdź proszę!

Ustawili się naprzeciwko siebie. Canna rzuciła na nich zaklęcia ochronę, po czym cofnęła się pod ścianę.

– Zaczynajcie!

Jeszcze zanim skończyła mówić, pierwsze ataki Tylesa uderzyły w przywołaną naprędce przez Reenę tarczę. Skrzywiła się, posyłając w jego stronę falę energii, mężczyzna jednak zatrzymał ją bez problemu własną tarczą. Rozbłysło światło, a w kierunku Reeny wystrzeliła błękitna błyskawica.

Reena przechwyciła zaklęcie przeciwnika, wokół niej posypały się iskry, gdy błyskawica zwinęła się w jej dłoni. Po chwili wystrzeliła z powrotem w kierunku Tylesa, wzmocniona teraz dodatkowym zaklęciem Reeny.

Kobieta zaklęła w myślach, gdy czar roztrzaskał się o tarczę przeciwnika, a on zachwiał się od siły uderzenia. Rzuciła krótkie spojrzenie Cannie, ta jednak wciąż obserwowała walkę ze stoickim spokojem.

Chwila nieuwagi poskutkowała opóźnioną reakcją na kolejny atak Tylesa, który uderzył ją w prawe ramię. Zachwiała się, odruchowo wznosząc magiczne barierę. Wokół niej buchnęły płomienie pochłaniając pozostałe pociski przeciwnika.

Opuściła barierę, własnym czarem zmieniając trajektorię dwóch kolejnych zaklęć. Gdy te minęły kobietę w bezpiecznej odległości, Tyles uśmiechnął się pod nosem i posłał w jej stronę kolejne kilkanaście lśniących pocisków.

Reena odparowała część z nich, pozostałe jednak nabrały prędkości, zmuszając czarodziejkę do uniku.

Odskoczyła w bok i krzyknęła, gdy jedna z kul uderzyła w bok jej głowy.

Jej ciało otoczyła magiczna bariera, o którą roztrzaskały się pozostałe zaklęcia mężczyzny. Podniosła się zamroczona, wściekłe spojrzenie wbijając w przeciwnika. Zatrzymała jeden z pędzących w nią pocisków, posyłając go z powrotem w stronę czarodzieja.

Zanim zdążyła dosięgnąć tarczy mężczyzny, magiczna kula rozbłysła jasnym światłem i rozbiła się na dwie mniejsze.

Pierwszy z ataków Reeny roztrzaskał się o tarczę czarodzieja, drugi natomiast eksplodował tuż przed jej powierzchnią, a z jego wnętrza wystrzeliła ognista błyskawica. Jeszcze zanim uderzyła w tarczę Tylesa, kąciki ust czarodziejki uniosły się w lekkim uśmiechu. Jednak właśnie jej przypadnie zaszczyt utarcia nosa zadufanemu w sobie mężczyźnie.

Włożyła w atak więcej mocy, mamrocząc jednocześnie zaklęcie, które miało rozbić barierę przeciwnika. Gdy ta pękła, w mężczyznę uderzyła rzucona wcześniej błyskawica i posłane przed chwilą kule wielobarwnych płomieni.

Reena skrzywiła się nieznacznie, gdy Tyles grzmotnął o kamienną posadzkę kilka metrów dalej.

– Starczy! – po sali poniósł się głos Canny.

Reena spojrzała z przestrachem na nauczycielkę, ta jednak zdawała się bardziej skupiona na podnoszącym się z ziemi Tylesie. Odetchnęła z ulgą i podeszła do mentorki.

– Niech to będzie dla ciebie nauczka. – zaczęła Canna, spoglądając na Tylesa. – Nigdy nie lekceważ przeciwnika. I na przyszłość stosuj się do regulaminu.

– To był wypadek. – odparł pewnie mężczyzna. – Odskoczyła na bok i…

– W takim razie do czasu następnych zajęć, naucz się, proszę, kontrolować własne zaklęcia, jeśli nie chcesz, żebym wyrzuciła cię za drzwi. – przerwała mu nauczycielka, a w jej głosie słyszalne było ostrzeżenie. 

Tyles niechętnie kiwnął głową, mamrocząc przeprosiny. Reena ponownie wywróciła oczami, widząc, że adresatem jego słów była Canna, a nie ona.

Mentorka zwróciła się do Reeny i uśmiechnęła się nieznacznie.

– Dobrze ci poszło, znacznie lepiej niż w poprzednim starciu. Trochę różnorodności w zaklęciach ułatwia sprawę, prawda?

Reena uśmiechnęła się lekko, kiwając głową. Canna klasnęła w dłonie.

– No dobrze, na dzisiaj kończymy. Możecie się rozejść. – zanim zdążyli odejść, nauczycielka chwyciła Reenę za przedramię. – Zostań na chwilę. Chcę z tobą jeszcze porozmawiać.

Czarodziejka kiwnęła niepewnie głową, a Tyles prychnął pod nosem. Wyszedł, a gdy drzwi zatrzasnęły się za nim z hukiem, Canna skrzyżowała ręce na piersi, przypatrując się uważnie Reenie.

– Użyłaś w tej walce wielu różnych zaklęć. – zaczęła, unosząc lekko brwi. – Nie przypominam sobie, żebym nauczyła was chociaż części z nich.

– A, to… ja… uczyłam się kilku dodatkowych czarów. – Reena spojrzała na nią zdenerwowana, bawiąc się skrawkiem rękawa.

– Oczywiście. – Canna kiwnęła głową. – Aczkolwiek, część z tych zaklęć znacznie wykracza poza twój obecny poziom. A przynajmniej tak sądziłam do dzisiaj. Musisz być dużo zdolniejsza, żeby pobierać energię od ataków przeciwnika.

– Ja tylko… podpatrzyłam to u Tylesa.

– Interesujące. Zwłaszcza, że Tylesowi nie udało się rzucić tego czaru poprawnie, a tobie poszło świetnie.

Reena zawahała się.

– Musiałam gdzieś o tym czytać. – uśmiechnęła się niezręcznie. – Może to szczęście?

W pomieszczeniu zapanowała cisza przerywana jedynie stłumionymi głosami dochodzącymi z korytarza. Serce Reeny biło jak młotem, gdy Canna lustrowała ją uważnym spojrzeniem.

– Posłuchaj. – Reena drgnęła zaskoczona łagodnym głosem nauczycielki. – Nie wiem, czemu tak starasz się ukryć swój prawdziwy potencjał, ale tylko sobie tym szkodzisz. Z takimi zdolnościami mogłabyś być co najmniej dwa poziomy wyżej i to tylko biorąc pod uwagę dzisiejszą prezentację. Zakładam, że potrafisz nawet więcej. Mam rację?

– Nie, nie, to tylko… Poznałam więcej zaklęć z czystej ciekawości, nie sądzę, że jestem gotowa na ich używanie, są zbyt…

– Wymagające? – przerwała jej Canna. – Nie rozśmieszaj mnie.

Reena rozpaczliwie szukała w głowie sensownej odpowiedzi, w głowie miała jednak pustkę. Canna nie zamierzała też dać jej czasu na wymyślenie kolejnej wymówki.

– Reena, marnujesz ogromny talent. Tylko po co? Dlaczego tak usilnie chcesz pozostać w obecnej grupie? Coś się stało?

– Nie, naprawdę, to… to przez Tylesa. – odezwała się w końcu Reena, spoglądając niepewnie na mentorkę. – Nie chcę być z nim w jednej grupie.

Canna parsknęła śmiechem, a Reena poczuła jak na policzki wypływa jej rumieniec.

– Żartujesz sobie? Po dwóch czy trzech pojedynkach z tobą od razu nauczyłby się gdzie jego miejsce.

Czarodziejka milczała, unikając spojrzenia nauczycielki. Ta westchnęła po chwili.

– Rozumiem. Całe szczęście, akurat tę przeszkodę pokonałaś. Jesteś dużo lepsza od większości naszych uczniów, w tym od Tylesa. Przeniosę cię trzy grupy wyżej. Na początek. Muszę najpierw dokładnie sprawdzić twoje zdolności, wtedy zobaczymy czy nie przeskoczysz na jeszcze wyższy poziom.

Reena niechętnie kiwnęła głową. Canna odgarnęła włosy z twarzy, wpatrując się z uwagą w uczennicę.

– Na razie to wszystko. Do zobaczenia jutro.

– Do widzenia.

Zanim dotarła do drzwi, raz jeszcze zatrzymał ją głos nauczycielki.

– Reena, zaczekaj jeszcze. – gdy ich spojrzenia się spotkały, nauczycielka uśmiechnęła się do niej. – Nie udawaj więcej, dobrze?

Czarodziejka przełknęła ciężko ślinę, ale kiwnęła głową i wyszła z sali.

~~~

– A nie mówiłem?

Reena przewróciła oczami, krzyżując ręce na piersi. Evran jedynie prychnął na ten widok.

– Daj już temu spokój. – mruknęła, unikając jego spojrzenia.

– Dalej zamierzasz wmawiać sobie, że masz wszystko pod kontrolą? „Najwyżej przeniesie mnie klasę wyżej i pochwali”. I co, ile klas przeskoczyłaś? Nadal sądzisz, że Canna nic nie zauważyła cały ten czas?

– Wystarczy! Wiem, że byłam nieostrożna i dostałam za swoje! Przyszłam do ciebie po radę, a nie kolejny wykład!

– Chyba nadal to do ciebie nie dociera. – warknął Evran. – Nie chodzi o to, że byłaś dzisiaj nieostrożna. Powinnaś była zrezygnować piętnaście lat temu, odejść, kiedy było to jeszcze możliwe! Albo przynajmniej zrezygnować z nauk dla Strażników. Czemu nie mogłaś zostać zwykłym magiem, nie mieszającym się w politykę Królestwa? Przecież zarzekałaś się, że nie chcesz się mieszać w ten syf!

– Jesteś nieznośny! – krzyknęła Reena, wbijając wściekłe spojrzenie w równie zdenerwowanego przyjaciela. – Zrobiłam źle, trudno! Nic już z tym nie zrobimy, bo jak sam zauważyłeś, jest już na to za późno. Ale to jeszcze nie koniec świata! Przecież Canna nie pośle mnie od razu na egzaminy. Tym razem będę ostrożniejsza. Wystarczy?

– Nie. – syknął mężczyzna.

– Cóż, będę musiała jakoś żyć z twoją dezaprobatą.

Odwróciła się na pięcie z zamiarem wyjścia, zatrzymała ją jednak ręka na ramieniu.

– Dlaczego nie przyznasz sama przed sobą, że nie możesz dłużej bezczynnie przyglądać się i liczyć, że możesz funkcjonować poza tym wszystkim? Nie możesz dłużej wierzyć, że masz jakieś inne wyjście. Twoje niezdecydowanie stanowi jeszcze większe zagrożenie niż stanięcie po przeciwnej stronie.

– Daj sobie w końcu spokój! Nie namówisz mnie, a skoro sam tak bardzo chcesz dołączyć do rebelii, to zrób to i mnie do tego nie mieszaj! Zobaczymy, jak pewny będziesz swojej decyzji, gdy życie Yvonne zostanie zagrożone.

– Właśnie dlatego chcę walczyć! Żeby bronić ją i nie tylko! Żeby pomóc wszystkim!

– Prawisz mi morały, a sam robisz dokładnie to samo co ja! Też dalej nie podjąłeś żadnych działań. Śmiało! Co cię powstrzymuje od podjęcia decyzji?

– Tak się składa, że podjąłem ją już dawno temu! – rzucił wściekły mężczyzna. –  W przeciwieństwie do ciebie, działam.

– Co? – Reena spojrzała na niego z zaskoczeniem. – O czym ty mówisz?

Evran otworzył usta, jednak zaraz umilkł. Odwrócił wzrok.

– Przykro mi, ale nie mogę ci nic więcej powiedzieć.

– Czemu? Więc tak wygląda twoje zaufanie? – czarodziejka przetarła twarz dłonią. – Dołączyłeś do rebeliantów?

– Nie.

 – Kłamiesz. – czarodziejka zmarszczyła brwi.

– Koniec tematu. Chciałbym móc z tobą porozmawiać szczerze, naprawdę, ale nie mogę. – westchnął. – Gdy w końcu staniesz przed Radą, nie chcę, by również moje tajemnice wyszły na jaw.

Reena rzuciła mu ostatnie rozczarowane spojrzenie, po czym szybkim krokiem opuściła jego mieszkanie. Mijając drewnianą bramkę, zaklęła cicho i kopnęła jedną z desek. Syknęła wściekła, gdy drewno pękło i wymamrotała zaklęcie.

Ruszyła w drogę powrotną do domu, słysząc za plecami ciche skrzypienie, gdy płot powrócił do poprzedniego stanu.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 FILOlogika | Powered by SuperbThemes & WordPress