Skip to content
Menu
FILOlogika
  • O-błędnik
  • Na prawo
  • Creatio ex nihilo
  • TransKrypcja
  • Poznajcie się!
  • Wycinki
  • Poetica
  • Psoty
  • Rozpoznanie
  • Krytyka studencka
  • Kamień socjologiczny
  • Co słychać?
  • Zaopiniowane
  • TransMisja
  • Pinezki
  • Refleksje
  • Językowo
  • Rozmowy
  • UP-aćkane
  • Kalendarz zdarzeń
  • V Festiwal Scena wolności – recenzje
  • Wersje pdf numerów
  • O nas
FILOlogika

Nadksiążka

Opublikowano 2024-03-272024-03-28

Pinezki

Grzegorz Kotecki, filologia polska, UP

Jadę właśnie z miasta stołecznego pobrzeskim z nazwy pociągiem i obserwuję, z jakim (nie)poszanowaniem otwierane są przez pasażerów książki. Fortuna, w którą sarkastycznie wierzę, akurat zapragnęła rozmieścić wokół mnie samych lekturowych moli. Chociaż to bardziej lekturowe moLKI! Idźmy z duchem potrzeby.

Pierwsza doprawdy mnie zaskoczyła. Kusiło mnie, aby spytać, gdzie takie ogromne czytadła drukują — o rozmiarach biblii przetłumaczonej na kilka języków w jednym wydaniu. ,,Kongo — kraj rozszarpany”, coś w ten reportażowy deseń. Autora nie widziałem, ale tytuł nie wskazywał na Kapuścińskiego. Zbyt krzykliwy i proszący się o zakup. Otworzyła, poczęła czytać pierwszy rozdział i co chwilę sprawdzała powiadomienia na smartfonie. Jedna, druga strona, no — myślę sobie — pozycja o prawie tysiącu stronach spoczywa na Pani lichej deseczce od siedzenia z naprzeciwka. Proszę znać wagę tego dzie… hmm tej książki (bezpieczniej)! Po trzech stronach zamknęła, założyła słuchawki. Podcast kryminalny wygrał tę batalię. W dzisiejszych czasach czterdzieści minut odsłuchu jest bardziej krzepkie niż siedemnaście godzin lektury. Niestety, nie dowiemy się, dlaczego kongo (w slangowym rozumowaniu) szerzy się w Kongo. Liczyłem, że Pani rozszarpie tę książkę, będzie chciała ją pożreć jednym zamachem, rozerwie się na jej wartkich sentencjach, jednak Kongo pozostaje dla nas wciąż odległą i niezbadaną krainą. Nie pomożemy jej, jesteśmy za daleko od przekładania kartki za kartką. Na świecie dzieją się rzeczy okropne, zatem niech ktoś nam o nich mówi, wtedy będzie szybciej — nie trzeba tworzyć własnej perspektywy. On/Ona już ją za nas no, nie wiem, co powiedzieć, niech ktoś powie coś za mnie. Reportaż wręcza czytelnikowi poważny oręż, między innymi miecz obosieczny, którym jest fakt pogodzenia się z perspektywą chyba skończoną, przedstawioną i odkrytą, nagą. Nie ma miejsca na „Ja”, ale występuje wskazanie na „To”. Reportażowe „To” jest silne, bo prawdziwe i z czcią oddane gałkom ocznym czytelników. Ma zbić, sponiewierać, zemleć, poturbować, skatować, wytrącać, wstrząsać, peszyć i kłopotać. Do korzystania z książki upoważniamy jedynie osoby dorosłe i odpowiedzialne, a w razie wszelkich ciosów gorzkiej prawdy skonsultuj się z autorem lub z własną strefą komfortu. 

Kongo — kraj, który szarga czytelników. Reportaż — syrena książek. Najpierw wabi, podnieca okładką, fragmentami treści, wykrzyknikami tu i tam, na które sram, a potem odbiorca nieświadomy, jak został zahipnotyzowany, ociera palce wilgotne i śliskie od potu o udową część dżinsów. Palce mokre od przewrócenia trzech kartek, a oczy też delikatne, niegotowe i speszone nagością, golizną prawdy reportażowej. Kongo — przerost trzech kartek.


Moja sąsiadka wyjmuje wpierw gumę do żucia, a potem „Tako rzecze Zaratustra”. Ciekawe, co będzie mocniej spajać — klejąca, ciągnąca się orbitówka, czy Nietzsche, który przytwierdzi ją do fotela. Strona numer jeden, przerwa — mama szuka przepisu na sernik, który córcia ostatnio sprezentowała dziadkom. ,,Kochana, to był nadsernik! Wierzę, że kiedyś zostaniesz cukiernikiem”. Mama pewnie zastanawiała się, dlaczego nie cukierniczką. Córka w przeszłości na pewno głowiła się, czemu pączka jadła z adwokatem. Nie potrzebowała do tego żadnych radców prawnych. Iława już za moment i nie dowiedzieliśmy się, co rzekł Zaratustra. Trzy strony w trzy kilometry do Iławy. W mej duszy, choć rozpromienionej na widok ciepłego słońca na niebie nastał mrok jakiś. Melancholijna jesień, jednakże wiosna się zbliża. Spoglądałem kątem oka ostatni raz na zamkniętą książkę filozoficzną sąsiadki i pomyślałem, czy nie powinienem postawić ku jej pamięci jakieś znietzsche. Książki nie żyją. Bücher sind tot. Ludzie dokonują papierniczej profanacji. Otwierają zafascynowani pierwsze warstwy papieru, jak płytę nagrobkową. Patrzą, co autor nosił na sobie, co zostawił, jak ogólnie wyglądał i zamykają grób. Grabarze idei. Karawana słów pisanych, a ja szczekam tutaj. Może powinienem mieć kaganiec? Ujadam jak niedowartościowany kundel. Kundel raczej nie domyśla się, że nie jest rasowy, choć wie, że jest wyjątkowy (nie mówcie mu, że każdy tak ma). Ja – rasowy czytelnik. Doberman biblioteczny. Samiec alfa czytelniczej watahy. Bronię książki będącej moim Panem. Jestem jedynem jej stróżem, ostatnim obrońcą godności piśmiennictwa. Ja — strażnik właściwy, ale dla innych z orzeczeniem. Piastun urojony. Nie skończę bełkotać o tych, którzy kupują okładki ponad treści. Współczesna estetyka jest jak rozcieńczony perfum. Pachnie, ale na chwilę.


Dobrze, muszę być człowiekiem. Otrząsam się. Krocz odważnie przez świat kobieto! W Tobie siła i moc! Nie masz do stracenia niczego (albo Nietzschego)! Co za obserwacje-anomalie dzisiaj. Udało mi się przeczytać tylko dwie strony dziennika Gombrowicza. Zamknąłem w cholerę tę książkę. Podglądanie procesów myślowych drugiego człowieka jest ciekawsze. Akcja-obserwacja!

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 FILOlogika | Powered by SuperbThemes & WordPress