Skip to content
Menu
FILOlogika
  • O-błędnik
  • Na prawo
  • Creatio ex nihilo
  • TransKrypcja
  • Poznajcie się!
  • Wycinki
  • Poetica
  • Psoty
  • Rozpoznanie
  • Krytyka studencka
  • Kamień socjologiczny
  • Co słychać?
  • Zaopiniowane
  • TransMisja
  • Pinezki
  • Refleksje
  • Językowo
  • Rozmowy
  • UP-aćkane
  • Kalendarz zdarzeń
  • V Festiwal Scena wolności – recenzje
  • Wersje pdf numerów
  • O nas
FILOlogika

Widzieliśmy, słyszeliśmy…

Opublikowano 2023-02-022023-04-26

Zaopiniowane

Do zobaczenia w teatrze

Wystawiony w Teatrze Nowym im. Witkacego w Słupsku dramat Anny Wakulik „Grupa krwi” to brawurowo zagrany spektakl czterech młodziutkich aktorów: Adama Borysowicza (gościnnie), Wojciecha Marcinkowskiego, Katarzyny Pałki i słupszczanki Kseni Tchórzko (gościnnie). Reżyser Maciej Gorczyński z Iwoną Bandzarewicz (odpowiedzialną za kostiumy, scenografię i wideo) postawili na ascetyczny wystrój, by tym mocniej wybrzmiały słowa, gdyż istotą rozgrywającego się dramatu jest pełna napięcia próba dialogu, który umożliwiłby zrozumienie wyborów swoich i wyborów innego. Tu racje są reprezentowane przez dwie (a nawet cztery) strony konfliktu. Gdy wysłuchujemy pierwszego dialogu rodzeństwa, myślimy, że sztuka będzie odnosić się do możliwości, jakie daje nasza współczesność – stabilizacja z kredytem na 20 lat za 25 m2  kawalerki, czy praca budowlańca w Anglii i poczucie wolności, wynikającej z nieprzywiązania do banku. Widzimy jednak, że sprzeczność jest pozorna i żaden ze sposobów na życie nie gwarantuje tej wolności, o jakiej marzą bohaterowie, obstający przy własnym pomyśle na życie. Druga para rodzeństwa to wykształceni, dostatnio żyjący spadkobiercy właściciela dworu i okolicznych ziem, należących od wielu pokoleń do ich rodziny. Jednakże zmarły dziadek włączył do testamentu przemilczaną linię dziedziców, dzieci niechcianych, wstydliwych, niegdysiejszych bękartów, prawnuków chłopki zgwałconej przez dziedzica. Do kogo należy spadek? Czy spadek to dziedzictwo tradycji, czy krwi? Miejsca, przywiązania do ziemi czy genów? Sytuacja skomplikuje się jeszcze bardziej, ale my pozostaniemy z pytaniami, na które nie ma jednej ani też dobrej odpowiedzi. Dramat nawiązuje do eksplorowanego od niedawna problemu ludowej historii Polski, historii pisanej życiem chłopów, którzy stanowili trzon tego narodu (ok. 80%), na pracy których budowano dostatek i wynikające z niego przywileje, pozostawiając im biedę i wykluczenie. Czy da się dzisiaj zadośćuczynić dawnym krzywdom? Kto miałby to zrobić? Prawnukowie gwałciciela? Czy boczna, nienależąca nigdy oficjalnie do rodziny linia może rościć pretensje do bogactwa, w którym nigdy nie miała udziału (nie byli już niewolnikami na cudzej ziemi)? Czy podział majątku, który nikogo nie usatysfakcjonuje może być sprawiedliwy? Czy wykluczonym teraz wszystko, a wykluczającym nic? Czy jednak tradycja przynależności zobowiązuje i niech wszystko pozostanie „po staremu”? Nie wiem, czy odnajdziemy odpowiedzi na te pytania, spektakl je raczej stawia, nie odpowiada. To problemy podejmowane i przez Zygmunta Krasińskiego („Nie-Boska komedia”) i przez Witkacego („Szewcy” – piszę o polskim poletku) – zamiana miejscami nie jest ani rewolucją, ani wynagrodzeniem krzywd, ani sprawiedliwym odwetem…

Są oczywiście w tym dramacie miejsca według mnie zbyteczne, niepotrzebne dygresje (cztery grzyby w barszcz), są dłużyzny, dyskusyjne pozostaje zakończenie (ale to dobrze). Czy ogień strawi wszystko i z popiołów odrodzi się feniks? czy trzeba zamknąć radykalnie przeszłe rozdziały i podziały i budować bez odwoływania się do złej, niesprawiedliwej, tragicznej tradycji, czy można zacząć NOWE bez pamięci o korzeniach, czy na pogorzelisku pamięci da się wyhodować coś sensownie uczciwego, sprawiedliwego, coś, co nie powtórzy hańby dziadów? Pozostaję pesymistycznie nastawiona, ale lekturze polecam A. Leszczyńskiego „Ludową historię Polski”, K. Pobłockiego „Chamstwo”, J. Sowy „Fantomowe ciało króla…” czy M. Wyżgi „Chłopstwo. Historia bez krawata”, a z fikcji R. Radka „Baśń o wężowym sercu…”. 

Link do Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku: https://nowyteatr.pl/

Nie samym chlebem niech młodzi żyją, ale też… “Poezyją”!

Poezja śpiewana nie jest w ostatnim czasie popularna wśród młodego pokolenia. A może wystarczy tylko odpowiednio ją… przyprawić? Szczypta zabawy konwencją, widoczna szczególnie w teledyskach do utworów, nowoczesna aranżacja i voila – wychodzi nam świetna, nietuzinkowa potrawa. Nowa płyta Sanah Sanah śpiewa Poezyje to powiew świeżości na polskim rynku muzycznym. I mamy tu do czynienia z poezją przez duże P, bo Sanah bierze się i za Mickiewicza, i za Słowackiego. I to z sukcesem. Nie brak również Tuwima, Asnyka czy bardziej współczesnego Cygana i Szymborskiej. Do najbardziej udanych należą jednak aranżacje wierszy naszych wieszczów narodowych. Wisienką na torcie jest moim zdaniem utwór Hymn Słowackiego. Zasmakuje nawet tym, którzy za samą Sanah nie przepadają! Warto się skusić.

Sanah, Sanah śpiewa Poezyje, Universal Music Polska, 2022.

1 komentarz do “Widzieliśmy, słyszeliśmy…”

  1. Zenon Romanow pisze:
    2023-02-06 o 15:11

    Hymn Słowackiego w wykonaniu Sanah – genialny. Od czasów Marka Grechuty i Czesława Niemena nie było w Polsce osoby, która tak wspaniale interpretuje polską poezję romantyczną. Niezwykle utalentowana artystka. Prawie wszystkie jej utwory są piękne i wzruszające, np. „Duszki”, „Królowa dram”, Pora roku zła”, Wszystko co mam”.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 FILOlogika | Powered by SuperbThemes & WordPress