Creatio ex nihilo

Diagnoza: demencja typu alzheimerowskiego. Niektórzy mogą nie zrozumieć, o czym tu piszę. Ale takich, co zrozumieją, jest wielu. Bardzo wielu, a będzie jeszcze więcej. Choroba najpierw kładzie rękę na ramieniu. Zdaje się, że damy sobie radę, choć dłoń jest ciężka i lodowata. Nawet nie zauważamy, jak i kiedy budzimy się w zwartym uścisku. Tańczymy we trójkę. Tak jest najczęściej. My, ta/ten i choroba. W końcu zaczyna brakować nam tchu. Kwestionujemy wszystko, co do tej pory myśleliśmy o sobie, o świecie. A może odejść, zostawić z obcymi? Tylko czy możemy to zrobić, odebrać komuś resztki tego, co znane, resztki życia?
Jednak trwamy. Powoli kwestionujemy to, co myśleliśmy do tej pory o śmierci. Bo Alzheimer to śmierć na raty, powolna, dzień po dniu. Na naszych oczach. Nie raz racjonalizujemy sobie różne sytuacje, by nie dopuścić do siebie myśli o tym, jak źle jest. Czasem, by odjąć tematowi nieco powagi, patrzymy na wszystko z humorem. Babcia znowu włożyła pilota do lodówki, opowiadamy komuś jako anegdotę. Ale w głębi duszy czujemy, że ona umiera. Że przestaje być sobą. Tego głosu żałoby nie da się całkowicie zagłuszyć, chociaż na co dzień tłumimy go litanią obowiązków. A tych jest coraz więcej i więcej. Zadań, obrządków, rytuałów. Jednak cień śmierci kładzie się na nas, stały towarzysz. Nawet latem, nawet w najbardziej słoneczne dni. Może to było kiedyś normalne? Może tylko w naszym zachodnim społeczeństwie tak bardzo odzwyczailiśmy się od obecności starych, chorych i umierających ludzi, że mając z nimi do czynienia na co dzień, czujemy się wyobcowani i niezrozumiani przez otoczenie? W końcu przychodzi moment, w którym uświadamiamy sobie, że nie tylko chory, ale i my nie pasujemy już w pełni do świata żywych.
Zaczęłam tęsknić za babcią już chwilę po tym, jak odjechała. Przed nią ostatnia podróż. Siedzi na wózku, wokół skrzy się śnieg. Wreszcie na powietrzu. Zwracam uwagę na białe czapy drzew, chcę ją jakoś uspokoić. Patrzy zaintrygowana i żywość tego spojrzenia sprawia, że na chwilę przenoszę się w czasy, kiedy wszystko było tak, jak trzeba. Taką ją zapamiętam i taką widzę dziś. Już jej tu nie ma, a ja zaczynam przypominać sobie, jaki miała charakter, jakim była człowiekiem. I tęsknię. Taki paradoks. Gdy była tuż obok, na wyciągnięcie ręki, między zmianą pieluchy a karmieniem, zupełnie nie mogłam przypomnieć sobie jej dawnego “ja”. Teraz, gdy od kilku tygodni jest pod opieką kogoś innego, wpadają mi do głowy wspomnienia dawnych czasów, jakieś okruchy, pojedyncze kadry. Tęsknota rozrywa serce. Choć decyzja nie należała do mnie, czuję ciężar wyrzutów. Przegrałam, ale pamiętam o Tobie, Babciu. Tak bym chciała ci to powiedzieć. Jednak nie mogę. Pandemia i zakaz odwiedzin. Zostaje tylko obrazek: babcia w maseczce, na wózku, patrzy na śnieg. To chyba dobre wspomnienie.
***
Babcia zmarła w kwietniu 2021 roku. Tekst napisany dwa miesiące wcześniej.
