TransMisja

Hanna Węsierska, filologia polska, UP
„Różowe Myszy” to projekt stworzony przez Maję Rybak, Karolinę Kozłowską, Maję Tomaszewską oraz Wiktorię Szokalską – uczennice II Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Słupsku. Grupa założona została w ramach inicjatywy „Zwolnieni z teorii”. Powstała, by inspirować młodych ludzi do rozwijania swoich zainteresowań i dzielenia się nimi ze światem. Pierwszym przedsięwzięciem dziewczyn była seria spotkań z młodzieżą. W dniach 16 – 17 lutego odbył się zorganizowany przez nie festiwal „Różowa Nora – czyli jak żyć z pasją”.
W dniu 14 lutego przeprowadziliśmy wywiad z Mają Rybak oraz Wiktorią Szokalską, w czasie którego zapytaliśmy dziewczyny o ich projekt, jak przebiegała jego organizacja oraz jak wpłynęła na nie praca nad „Różowymi Myszami”.
Czym jest projekt „Zwolnieni z teorii”, na czym polega?
Maja: Jest to pierwsza w Polsce olimpiada praktyczna, w której niepotrzebna jest żadna wiedza teoretyczna. Wystarczy mieć dobre intencje i chęć zmienienia czegoś w społeczeństwie.
Skąd wziął się pomysł na Wasz projekt? Na czym polega Wasza inicjatywa?
Maja: Wszystko zaczęło się od spotkania z jedną z finalistek olimpiady. Warto wspomnieć, że w „Zwolnionych z teorii”, żeby zostać finalistą, wystarczy ukończyć swój projekt. W czasie spotkania wytłumaczyła nam na czym polega ta inicjatywa i że jest to właściwie olimpiada dobrych intencji i chęci zmienienia czegoś w swoim otoczeniu. Od razu miałam w głowie dziennikarstwo, bo się nim pasjonuję, a koleżanka Karolina, której tu dzisiaj nie ma – teatr. Chciałyśmy stworzyć coś związanego z tymi zainteresowaniami. Potem dołączyły jeszcze Wiktoria i Maja, obie dodały coś od siebie. Dzięki temu powstał projekt pokazujący różne pasje. Stwierdziłyśmy, że skoro jesteśmy już takim misz-maszem, to chcemy pokazać jak najwięcej.
Wiktoria: Na tej podstawie wymyśliłyśmy festiwal, po czym stwierdziłyśmy, że fajnie by było pokazać to także w szkołach w formie prezentacji, spotkania z uczniami, co udało się nam już zrealizować.
Maja: Miejmy nadzieję, że nie zanudziłyśmy tych dzieci, bo wiadomo, że dla młodzieży niezbyt atrakcyjne może być pokazywanie prezentacji i, potocznie mówiąc, gadanie, ale mówiłyśmy otwarcie, mówiłyśmy szczerze, pokazałyśmy to, co mogłyśmy pokazać. Po tych spotkaniach odbyła się debata, w której udzielała się młodzież, więc miejmy nadzieję, że to coś wniosło do młodych głów.
Jak wyglądało planowanie i organizacja Waszego projektu?
Wiktoria: Pomimo, że u „Zwolnionych z teorii” organizacja jest podzielona na segmenty, to u nas i tak to było straszne zamieszanie. Musiałyśmy często wracać do niektórych rzeczy.
Maja: Mogłyśmy się tego spodziewać, jest to naprawdę spory projekt, zwłaszcza, że jesteśmy dopiero w pierwszej klasie liceum. Oprócz pracy nad projektem, ja mam też praktyki w Radiu Słupsk. To dużo pracy, ale jest to kwestia odpowiedniej organizacji czasu i znalezienia w sobie chęci. Wracając do organizacji to, tak jak powiedziała Wiktoria, wszystko niby jest poukładane, ale wiadomo, jak to działa naprawdę.
Skąd wziął się pomysł na nazwę Waszego projektu? Dlaczego „Różowe Myszy”?
Maja: To był akurat mój pomysł. Jak już miałyśmy własną koncepcję projektu, automatycznie przyszło mi do głowy takie powiedzonko, że ktoś jest „szarą myszą”. Nasza nazwa miała być przeciwieństwem „szarej myszy” i pokazywać, że jesteśmy czymś innym. Dla nas jest to stwierdzenie ogólne, ktoś, kto jest „Różową Myszą” jest osobą kolorową, barwną. „Szara mysz” jest to raczej osoba nieciekawa, niewyróżniająca się.
Wiktoria: My staramy się pokazać, że „Różowe Myszy” to osoby z pasją, mające coś do pokazania. Usłyszałyśmy też w Radiu Fama stwierdzenie o „patrzeniu przez różowe okulary” oznaczające szczęście.
„Różowe Myszy” to oczywiście nowy, stworzony przez Was związek, myślicie, że dzięki waszemu projektowi wejdzie do powszechnego języka?
Maja: Nie wiem, czy mamy aż takie ambicje, ale oczywiście byłoby to bardzo miłe.
Wiktoria: Myślę, że byłoby to trudne, ale może kiedyś…
Maja: Gdyby to określenie spodobało się, to kto wie.
Wspomniałyście o festiwalu, który zaplanowany został na 16 i 17 lutego. Co możecie powiedzieć na temat zaplanowanych atrakcji?
Maja: Festiwal dzieli się na kilka segmentów, jedną z głównych części są wykłady. Mamy wykład dziennikarski, teatralny, historyczny, także wykład pisarki Mariki Ciok. Mamy też warsztaty ceramiczne, a także warsztaty origami. Jest jeszcze wystawa, o której też warto wspomnieć. Odpowiedzialne za nią są Maja i Karolina, których tutaj niestety nie ma. Mamy także część koncertową, która jest okazją dla młodych muzyków, żeby się pokazać.
Jak przebiega organizacja tego festiwalu? Czy łatwo było wszystko zorganizować? Czy inni chętnie z Wami współpracowali?
Wiktoria: Zdecydowanie nie.
Maja: Zależy, o jaką współpracę chodzi, bo osoby, które pytałyśmy o udzielenie wykładu nie miały z tym absolutnie żadnego problemu. Ludzie są bardzo otwarci w tym zakresie, gorzej z pieniędzmi.
Wiktoria: Na szczęście, kiedy już przyszły pierwsze fundusze, było coraz łatwiej.
Maja: To też jest kwestia dobrego przedstawienia projektu, pokazania się z dobrej strony i zaprezentowania, jakie się ma możliwości. Nie ukrywajmy, na samym początku ludzie sądzili, że niewiele jesteśmy w stanie osiągnąć jako pierwszoklasistki, jeszcze niezbyt dobrze nas znali, tak więc wpływało to też na ich chęci do współpracy.
Kwestiami finansowymi zajmują się organizatorzy „Zwolnionych z teorii” czy same musiałyście zdobyć fundusze na Wasz projekt?
Maja: Nie, „Zwolnieni z teorii” są tylko taką pomocą przy organizacji.
Wiktoria: „Zwolnieni z teorii” mają nas jedynie popchnąć do zrobienia czegoś, fundusze i wszystkie takie rzeczy musimy sobie zapewnić same, samodzielnie opracować, jak to zrobić.
Jakie są Wasze przemyślenia na temat projektu? Jesteście zadowolone ze swojej dotychczasowej pracy i zbliżającego się festiwalu?
Maja: Jesteśmy bardzo zadowolone, to na pewno. Jeszcze nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, ale festiwal jak na razie zapowiada się naprawdę bardzo dobrze.
Wiktoria: Mamy nadzieję, że też tak wyjdzie.
Maja: Największym problemem jest znalezienie szkół do tej części dla nich sugerowanej, ale nad tym też już pracujemy. Spotkałyśmy się z bardzo dobrym odbiorem i jesteśmy tym bardzo pozytywnie zaskoczone, bo nie spodziewałyśmy się aż tak dobrej reakcji.
Wiktoria: Na początku myślałyśmy, że zostaniemy wyśmiane, chociażby z powodu naszej nazwy.
Maja: Niektórzy mają dziwne opinie na ten temat, jedna osoba powiedziała nawet, że kojarzy się jej to z genderem.
Wiktoria: Myślałyśmy, że będzie gorzej.
Maja: Odnośnie do festiwalu, to na pewno jesteśmy zdziwione, że to się w ogóle udało. Na początku było to choćby dla mnie coś bardzo abstrakcyjnego, wręcz nieosiągalnego. Okazuje się, że to nie jest aż tak trudne, jeśli człowiek się do tego naprawdę przyłoży.
Jak na Was wpłynęła praca nad „Różowymi Myszami”?
Maja: Na pewno uściśliły się nasze relacje w zespole. Jesteśmy, jak już wspomniałam, pierwszoklasistkami, chodzimy do tej samej klasy w II Liceum Ogólnokształcącym w Słupsku, do klasy humanistycznej. Przez to mamy ze sobą dobry kontakt i jesteśmy w stanie pracować w zespole, co też jest bardzo przydatne.
Wiktoria: My dwie nie mamy większych problemów z wypowiadaniem się, ale przy okazji projektu próbujemy też pomóc Mai i Karolinie w wystąpieniach przed większą publicznością. Próbujemy też przełamać stres.
Maja: Warto też wspomnieć, że dzięki takiej inicjatywie zdobywa się dużo nowych, przydatnych kontaktów. Ja, dzięki „Różowym Myszom”, dzięki temu, że zostałyśmy zaproszone do Radia Słupsk, zdobyłam swoje praktyki. Tak więc taka inicjatywa bardzo pomaga w rozwoju, na pewno jest też dużo więcej rzeczy, których nie jesteśmy teraz w stanie opisać albo ich jeszcze nie dostrzegłyśmy.
Wiktoria: Oprócz tego, ten projekt pokazuje też, że musimy próbować nowych rzeczy, jak chociażby przy szukaniu sponsorów.
Maja: Nie należy się niczego bać.
Wiktoria: Dowiedziałyśmy się też, że niekoniecznie wszyscy dorośli patrzą na nas z góry.
Jak Waszym zdaniem można umożliwić łączenie pasji z zawodem lub szkołą dla jak największej ilości osób? Jak osiągnąć przy tym sukces?
Maja: Tak jak wspominałam już wcześniej, podstawą jest dobra organizacja czasu, nieprzekładanie wszystkiego na bok, na następny dzień, na następny tydzień, na ostatnią chwilę. Przede wszystkim jest to organizacja czasu, ale też chęć, żeby coś w ogóle zrobić. Niektórzy mają, że tak powiem, „słomiany zapał”, więc z tym różnie bywa.
Poniżej relacja oraz zdjęcia z wydarzenia autorstwa „Różowych Myszy”:
„Różowa Nora – czyli jak żyć z pasją” to festiwal zorganizowany przez zespół projektowy „Różowe Myszy” w ramach olimpiady „Zwolnieni z teorii”. Jest to pierwsza olimpiada praktyczna, umożliwiająca młodym ludziom realizację własnych projektów społecznych i dokonania zmian w społeczeństwie. Właśnie tym zajmują się „Różowe Myszy” – stworzona przez nas inicjatywa zakłada promowanie pasji i wspieranie pasjonatów. Idealną prezentacją i realizacją jest wspomniany wyżej festiwal, który odbył się 16 i 17 lutego.
Pierwszy dzień festiwalu rozpoczął się od oficjalnej inauguracji połączonej z otwarciem wystawy młodych artystek: Zuzanny Jaszul, Antoniny Gałęckiej, Agaty Grędeckiej, Julii Grzesiak, Julii Barabasz oraz Wiktorii Mętlewicz. Dla niektórych z nich było to przełomowe wydarzenie w życiu, pierwsza wystawa oraz możliwość pokazania swojej twórczości światu. Zaraz po otwarciu wystawy rozpoczęły się warsztaty ceramiczne, na których uczestnicy mieli szansę wykonać własne kubki oraz inne rękodzieła z gliny. Ciekawą prezentacją teatru i związanych z nim związanych okazały się warsztaty teatralne przeprowadzone przez Wiesława Dawidczyka, podczas których zaintrygował on młodzież sztuką i pięknem teatru. Następnie uczestnicy wzięli udział w bardziej teoretycznej części, a mianowicie w wykładzie historycznym Warcisława Machury, w którym poruszył też temat łączenia pracy z pasją. Całość zachowana była w bardzo niekonwencjonalnym stylu, ubarwiona różnymi ciekawostkami oraz intrygującymi faktami. Po zakończeniu wykładu współautor „Słupskiej Ścieżki Patriotycznej” rozdawał zainteresowanym książkę z dedykacją. Pozostając w historycznym klimacie zagrał zespół muzyki dawnej „The Medievals”. To zespół, który profesjonalnie wykonuje muzykę średniowieczną, zgodnie z założeniami epoki, grając przy tym na wiernych kopiach dawnych instrumentów. Jednym z ostatnich wydarzeń dnia było spotkanie ze znanym słupskim reżyserem – Stanisławem Miedziewskim. Opowiadał on o odnalezieniu w swoim życiu teatru oraz o tym, jak zaczął się w nim realizować. Zwieńczeniem dnia był spektakl „Siostry” w wykonaniu grup „Poczekalnia Snów” i „Teatr Dojrzały” w reżyserii Wiesława Dawidczyka.




Drugi dzień festiwalu zaczął się, podobnie jak pierwszy, od części praktycznej. Na początku uczestnicy mieli szansę wziąć udział w warsztatach origami, gdzie wykonywali zabawki antystresowe. Przechodząc dalej do części teoretycznej, uczniowie szkół średnich i podstawowych mieli szansę uczestniczyć w spotkaniu ze słupską pisarką Mariką Ciok, która opowiedziała, jak wygląda proces powstawania książki, od idei, aż po jej wydanie. Następnie w wykładzie dziennikarza Mariusza Brokosa młodzież miała szansę posłuchać o tym, jak przez lata zmieniały się media, oraz jak unikać fake newsów i być mądrym odbiorcą social mediów. Mariusz Brokos to dziennikarz radiowy z trzydziestoletnim doświadczeniem, który po raz pierwszy przemówił do słuchaczy w marcu 1993 roku na antenie Radia Vigor. Zaraz po wykładach rozpoczęła się część koncertowa, na której młodzi, początkujący lub mało znani muzycy mieli szansę zaprezentować swój talent. Całość otworzył młody zespół A2BCM, wykonujący covery znanych utworów rockowych we własnej (zazwyczaj mocniejszej) interpretacji. Zupełnie inną muzykę wykonała Lidka Lemańska i zespół Triandria – akustyczne trio gitarowe ze Słupska, pracujące obecnie nad debiutancką płytą. Grupa inspiruje się muzyką ludową, ale ubiera rdzenne motywy we współczesne aranżacje. Goście mieli szansę wysłuchać oryginalnych kompozycji gitarowych obu wykonawców. Gwiazdą wieczoru był zespół Rzepczyno – Folk-rockowa formacja, grająca bardzo energetyczną muzykę opartą na melodiach ludowych polskich nizin i mocnych rockowych gitarach. W dorobku posiadają m.in. drugi album pt. „Rzepczyno” który nominowany został do nagrody Fryderyki w 2006 roku w kategorii „Najlepsza Płyta Etno/Folk”. Zespół energicznie i z pełnią pasji domknął festiwal „Różowa Nora – czyli jak żyć z pasją?”.




Jeszcze raz oddajmy głos dziewczynom:
„Nigdy, nawet w najśmielszych snach, nie spodziewałyśmy się tak pozytywnego odbioru naszego festiwalu oraz całej naszej działalności. Jesteśmy zdziwione, że wszystko się udało i że miałyśmy we wszystkim wsparcie najcudowniejszych słupskich, i nie tylko, Różowych Myszy. To właśnie dzięki nim oraz ich zaangażowaniu, organizacja festiwalu była czystą przyjemnością, dzięki nim jesteśmy także przekonane, że udało nam się zarazić młodych ludzi pasją, dobrą energią i „barwnością”. Dziękujemy właśnie tym ukrytym Różowym Myszom, bez Was, to nie byłoby to samo…”
Gratulujemy całemu zespołowi Różowych Myszy i życzymy dalszych sukcesów:)

Świetne dziewczyny, świetna inicjatywa, wspaniała pasja i aktywizm :))
Trzymam kciuki i życzę dalszych spektakularnych sukcesów 🙂
Brawo!