Językowo

Natalia Buźniak, filologia polska, UP
Jaki jest związek między językiem, jakim dana społeczność się posługuje a światem, jaki ją otacza? Czy to otoczenie, realia bytowania tworzą język czy raczej język wyznacza granice pojmowania świata?
Czy jest tak, jak twierdzi Ludwig Wittgenstein w przytoczonym w tytule cytacie? Stwierdzenie to zakłada, że język to ukształtowana forma myślenia i jedyne nasze narzędzie pojmowania świata, a więc to, w jakim języku mówimy, wpływa na to, jaki świat widzimy i w jakim świecie żyjemy. Innymi słowy, język, jakim mówimy, determinuje nasze poznanie świata realnego. Stanowisko takie nazywa się relatywizmem językowym. Jest zgodne ze sformułowaną w latach 50-tych hipotezą Sapira-Whorfa. Tych dwóch badaczy badało języki Indian Hopi i Majów. Analizując pojmowanie przez nich czasu i przestrzeni, doszli do interesujących wniosków. Uznali mianowicie, że nie mamy możliwości dotarcia do obiektywnego świata, ponieważ widzimy go tylko przez pryzmat języka, w jakim myślimy i mówimy. Skrajne ujęcie tej tezy wykluczałoby w gruncie rzeczy możliwość porozumienia między jednostkami pochodzącymi z odmiennych kultur, posługujących się innymi systemami językowymi. Jak pisze bowiem Whorf, postrzegający nie tworzą sobie tego samego obrazu świata na podstawie tych samych faktów fizycznych, jeśli ich zaplecza językowe nie są podobne lub przynajmniej porównywalne. Czyli, jak ujmował to Sapir, nie ma czegoś takiego jak ten sam świat, któremu przylepiono inne etykiety. Jest tyle światów, ile społeczeństw (każde ma swój odrębny). Innymi słowy, docierają do nas rozmaite bodźce zmysłowe, a nasze umysły organizują je w oparciu o system językowy, jakim dysponujemy. W zależności od tego, jakie mamy zaplecze językowe, wybieramy ze strumienia otaczających nas bodźców i doświadczanych wrażeń inne rzeczy i z nich konstruujemy swój świat.
Znane są też liczne przypadki odmiennego kategoryzowania rzeczywistości w różnych społecznościach. Najbardziej charakterystyczne przykłady to mnogość nazw śniegu u (Innuitów) Eskimosów czy wielość nazw mrówek w mowie ludności Indii. Jest to przykład tego, w jaki sposób następuje zjawisko odwrotne – to rzeczywistość, realny świat otaczający społeczność, na przykład warunki przyrodnicze, wpływają na kształtowanie się języka. Wszak ludzie tworzą takie pojęcia, jakie są im potrzebne. Stąd mnogość nazw śniegu spotkać możemy w języku Eskimosów a nie u Afrykańczyków.
W językoznawstwie możemy też spotkać się z tezą przeciwną tezie relatywistycznej, a mianowicie z tezą uniwersalistyczną. W skrócie mówi ona, że istnieje język myśli ludzkiej uniwersalny dla każdego reprezentanta gatunku homo sapiens. Niektórzy przedstawiciele nurtu uniwersalistycznego, na przykład Anna Wierzbicka, tworzą nawet systemy prostych pojęć elementarnych, uniwersalnych i obecnych we wszystkich językach, na które można, ich zdaniem, przełożyć wszelkie skomplikowane komunikaty. Czy więc możliwy jest powrót do czasów sprzed upadku mitycznej wieży Babel?
Inną, dużo wcześniejszą próbą stworzenia języka uniwersalnego, było zaproponowane przez Polaka Ludwika Zamenhofa esperanto. Ten sztuczny, pomocniczy język służyć miał płynnej komunikacji międzynarodowej. Można powiedzieć, że Zamenhof był zwolennikiem tezy relatywistycznej, skoro twierdził, że języki tworzą barierę między ludźmi i aby te bariery znieść, stworzył ten ponadnarodowy twór. Choć język esperanto ma swoich zwolenników, nie spotkał się jak dotąd z szerokim upowszechnieniem. Jest traktowany raczej jako ciekawostka.
Opowiadając się za hipotezą etnolingwistyczną, która głosi relatywizm językowy, stwierdzamy, że zasadniczo porozumienie między osobami pochodzącymi ze społeczności władających innymi językami nigdy nie będzie w pełni możliwe. Co więcej, konsekwencją jej przyjęcia musi być też przekonanie o zasadniczej nieprzekładalności języka, zatem wysiłki tłumaczy literatury są z góry skazane na porażkę. Szczególnie, jeśli chodzi o takie wytwory kultury, jak poezja, grająca rozległymi znaczeniami i konotacjami słów. Być może faktycznie istnieje pewien obszar nieprzetłumaczalny, dotyczący ulotnego świata emocji i wartości. Dodatkowo, jak mówił Czesław Miłosz w swoich wspomnieniach z emigracji, rozmawiać można z każdym, ale porozumieć się w pełni z drugim człowiekiem – tylko we własnym języku.
Na niekorzyść skrajnej wersji hipotezy relatywistycznej może jednak przemawiać realna praktyka, polegająca na nieustannej translacji tekstów i wypowiedzi z jednego języka na inny, dzięki czemu mamy dostęp do szerokich zasobów kulturowych. Być może tłumacz zostawia w nich jakiś swój ślad – jednak zasadnicze znaczenie tekstu jest uchwytywalne. Zatem porozumienie na elementarnym poziomie między osobami z kręgu odmiennych systemów językowych jest możliwe. Istnieją co prawda pojęcia swoiste, nieprzekładalne na inne języki, jednak i tu możemy w przybliżeniu oddać ich sens. Możemy na przykład nazwy odmian śniegu lub kolorów wytłumaczyć za pomocą rozbudowanych opisów. Do pewnego więc stopnia hipoteza relatywistyczna w łagodniejszej wersji (język nie determinuje pojmowania świata, ale w istotny sposób na nie wpływa) znajduje odzwierciedlenie w faktach, jednak realna praktyka społeczna przeczy jej radykalnym odmianom. Tak więc, jak to często bywa w nauce, a szczególnie w naukach humanistycznych, nie możemy ostatecznie rozstrzygnąć, kto ma rację. I na jak długo;)
Źródła:
Grzegorczykowa R., Wstęp do językoznawstwa, Warszawa 2007.
Sakaguchi A., Dychotomia „sztuczny” i „naturalny” z perspektywy języka międzynarodowego Esperanto, “Scripta Neophilologica Posnaniensia”, Poznań 2018, nr 5, https://pressto.amu.edu.pl/index.php/snp/article/view/14061, [dostęp 30.01.2023]
Whorf B. L., Język, myśl i rzeczywistość. Warszawa 1982.
Wierzbicka A., Semantyka. Jednostki elementarne i uniwersalne, Lublin 2006.
