Poznajcie się!

Natalia Buźniak, filologia polska, UP
Marta Aluchna-Emelianow, słupska poetka, jest mało obecna w świadomości czytelników, szczególnie tych spoza naszego regionu. Chociaż jedna z ulic w Słupsku nosi jej imię, a na frontonie domu przy Zamkowej 3, gdzie mieszkała od 1946 roku do swojej śmierci, znajduje się tablica pamiątkowa, to jednak wciąż niewiele. Naprawdę szkoda.
Jej poezja jest ponadczasowa, pełna głębokiej zadumy i refleksji nad światem, losem człowieka, przemijaniem oraz człowiekiem w kontekście historii i nieograniczonego kosmosu. Tematyka jej poezji jest różnorodna, ale refrenem jest w niej człowiek jako istota zarówno wielka, jak i mała, heroiczna i podła, ale zawsze jako część natury. Tę zaś poetka postrzega jako zasadniczo dobrą, piękna i trwałą, choć czasem również niszczycielską — wszystko przecież niszczeje i przemija, także w przyrodzie. Ale również odradza się. Cykl dnia i nocy, pory roku… Przyroda jest stała w swojej zmienności. A więc i taki ostatecznie okazuje się i człowiek. Jest zarówno twórcą, jak i niszczycielem, niszczycielem i twórcą. Tu pragnę zaprezentować, w jaki sposób Marta Aluchna-Emelianow pisze o człowieku:
Ja człowiek
czytam niebo poranne
to samo nie to samo
starsze o lata gromów
osiwiałe w dymach
z zamglonym w osłupieniu bławym okiem pogody
orane pługiem huku
całe w bruzdach
ran krwawiących o świtaniu
ale układem obłoków proteuszowo zmiennym
pisze mi nieodmiennie
zawsze ten sam wzór
na przemijanie z wiatrem:
pustą jak łono
chmury po letniej burzy
formułę minionego
drwiące w zmrużeniu światła
wejrzenie w przyszłe
o nędzo
wieszczenia z mgieł
raczej siąść do czytania
gazet przy śniadaniu
są tam czarno na białym
moje niemoje losy
wymierne w świetle liczby
zdrowo dojrzewające
do tablic statystycznych
fermentujące głucho
w mózgach futurologów
to ja
demiurg
twórca golemów
pan świata maszyn
miażdżony przez maszynę
płaz uskrzydlony ikar
uparcie z dna powietrza
ponawiający loty
wiruję wokół globu
wyrajam na orbity
stada satelitów
cało wracam z księżyca
wybieram się na Marsa
szperacz przestrzeni zdalnie
macający planety
nim je przemierzy stopą
zdobywcy kosmosu
zaludni zaśmieci spustoszy
to ja niepewną dłonią
trzymający na uwięzi
nuklearne bestie
w enklawach laboratoriów
obmyślam nowe coraz
skuteczniejsze bronie
zabijany zabijający
odkrywca kodu życia
organizator rzezi
i modelator w miękkiej
glinie genotypu
ja splatam sieci kryzysów
żeby się w niej szamotać
ja zgłaszam apele
raporty dementi
zrywam pakty zawieram
układy porozumienia
podpisuję ratyfikuję
mnie trawi ogień
zamiatają huragany
zatapia powódź chłonie
rozdarte łono ziemi
to ja — oskalpowaną
zalesiam kominami
kołami ją zajeżdżam
na śmierć śródpolnej ciszy
i z gąszczu chmury spalin
z czarnego obłoku smogu
wołam w świat o ratunek
(z tomu “Świta dzień”, 1975)
By lepiej poznać źródła jej poezji i spojrzenia na świat, przybliżę teraz państwu krótki rys biograficzny poetki. Jej życie jest naznaczone burzą historii, jak życie wielu XX-wiecznych pisarzy.
Urodziła się w Koralówce k. Włodawy 29 marca 1906 roku w rodzinie zarządcy majątku Piotra Aluchny i jego żony Tekli z Kulikowskich. Świadectwo dojrzałości uzyskała w Pułtusku w 1923 roku. W tymże roku przeniosła się do Wilna w celu dalszej nauki. Po uzyskaniu uprawnień pedagogicznych w 1924 roku rozpoczęła pracę jako nauczycielka i podjęła równocześnie studia na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu im. Stefana Batorego. Zetknęła się tutaj z wileńską grupą poetów awangardowych i pod ich wpływem sama podjęła próby pisania.
Jako studentka USB związała się z Sekcją Twórczości Oryginalnej (STO) Koła Polonistów, której wiele miejsca poświęcił Czesław Miłosz w książce „Zaczynając od moich ulic”.
Właśnie ze STO wiąże się jej debiut poetycki w roku 1929, kiedy to wiersze Pani Marty ukazały się w almanachu zatytułowanym „Spod arkad” wydanym nakładem S.T.O. Koła Polonistów Słuchaczy USB. Mniej więcej w tym też czasie wiersze młodej poetki drukowała poznańska „Tęcza”.
W 1925 roku wyszła za mąż za Alfreda Kolatora. Z tego związku w 1927 roku przyszła na świat jedyna córka — Aldona. Małżeństwo nie przetrwało.
Po rozwodzie z pierwszym mężem w 1935 roku wstąpiła w związek małżeński z Sergiuszem Emelianowem. Odtąd poetka będzie się podpisywała właśnie tym nazwiskiem. Tworzyła nieprzerwanie, ale nowe teksty, teraz już nacechowane katastrofizmem, bo widmo wojny stawało się coraz realniejsze, trafiały do szuflady. Drukiem ukazały się dopiero kilkadziesiąt lat później, w tomie „Wiersze wybrane” i w wyborze wierszy publikowanych i niepublikowanych wydanym po śmierci poetki w 5. zeszycie cyklu „Domy grobów słupskich”.
W 1939 roku została przez władze litewskie pozbawiona prawa do pracy w szkole. W czasie wojny, jej mąż, Sergiusz, jako lekarz otrzymał propozycję pracy w nowo wybudowanym szpitalu w Żyrardowie, a Marta z córką miała dołączyć później. Jednak wybuch wojny pokrzyżował te plany i na wyjazd do Warszawy, związany z przedzieraniem się przez zieloną granicę, zdecydowała się poetka dopiero w roku 1941. Niestety, po przyjeździe do Warszawy okazało się, że w czasie wojny Sergiusz zaginął.
Marta Aluchna-Emelianow brała udział w działalności konspiracyjnej i Powstaniu Warszawskim jako członek Armii Krajowej. Po upadku Powstania została wywieziona na roboty przymusowe pod Berlin. Tutaj doczekała końca wojny. W 1945 roku wróciła do Warszawy, skąd w 1946 wyjechała do Olsztyna. Tam podjęła pracę nauczycielki w szkole podstawowej. Kontynuowała ją również w Słupsku, dokąd niebawem wyjechała, aż do emerytury w 1962 roku. Odtąd oswajała to miasto, „tę ziemię szeroką/ pod ciężkim niebem północy” („Świt wiosenny w polu”), ciesząc się z odzyskanego domu, „domu naszego, córeczko” – jak pisała w wierszu „Moja córka zrywa jabłka”.
Powróciła do twórczości literackiej, publikując wiele w czasopismach regionalnych i ogólnopolskich. Brała udział w licznych konkursach literackich, zdobywając w nich nagrody i wyróżnienia. W latach 1958-1959 należała do grupy poetyckiej Meduza. Członkiem Związku Literatów Polskich została w 1962 roku. Za swoją działalność w dziedzinie kultury i oświaty oraz twórczość otrzymała wiele nagród i odznaczeń. Niestety, po wielu sukcesach literackich przyszło gwałtowne załamanie zdrowia i długa choroba, która coraz bardziej wyłączała ją z życia. Zmarła 26 września 1991 roku. W pamięci słupszczan zapisała się jako serdeczna osoba, której dom zawsze stał otworem dla literatów i humanistów, których otaczała opieką.
Poetka w dojrzałym okresie życia, już jako słupszczanka, wydała sześć tomów poezji: „Szukanie kształtu” (Czytelnik, Warszawa 1962), „Popiół i proch” (Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1964), „Wiem i nie wiem” (Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1968), „Świta dzień” (Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1975), „Wiesze wybrane” (Czytelnik, Warszawa 1978), „Tęsknota za jednoznacznością” (Wydawnictwo Literackie Baltic, Słupsk 1989). Przygotowywała też kolejny tom poezji – „Lustro mej wyobraźni”, który niestety już się nie ukazał.
~~~~
W całej jej poezji uważny czytelnik dostrzeże głęboką zadumę nad naturą człowieka i jego miejscem w świecie, jak już widzieliśmy w wierszu „Ja człowiek”.
Człowiek ujęty jest w poezji Aluchny-Emelianow rzadko jako indywiduum, a częściej jako reprezentant gatunku, jako część przyrody. Wyróżnia go spośród innych stworzeń niezwykła siła w nim tkwiąca, siła tworzenia, lecz także niszczenia, zarówno przyrody, jak i swoich własnych dzieł, a także innych ludzi i gatunków. Widoczne są wątki, które dziś nazwalibyśmy ekologicznymi. Między innymi jeden wiersz, zaczynający się od słów „Jedzie mięso kwiczące” zawiera dedykację „Wszystkim, którym nieobce jest uczucie wstydu i winy wobec zwierząt”. Swoją troskę o dobro planety poetka wyraża też dobitnie w wierszu „Ziemia planeta ludzi?”.
Poezja Marty Aluchny-Emelianow porusza także nowy problem, który wcześniej nie był tak akcentowany, a mianowicie człowiek i cywilizacja. Tak mówi o nowych zagrożeniach dla gatunku ludzkiego:
W mojej poezji nie ma żadnego katastrofizmu. Jest tylko pewne przeczucie niebezpieczeństw, grożących światu i człowiekowi, jakiś niepokój wewnętrzny, którego nie programuję, a który rodzi się spontanicznie w wyniku mojego nastawienia do problematyki człowieka w jego zawikłanym losie, człowieka, który nieraz zakłada sobie pętlę na szyję. Jest to, można powiedzieć, jedynie jakieś ostrzeżenie. Napisałam przecież szereg wierszy, w jakich wyznaję dobitnie wiarę w człowieka. (…)
(Z wywiadu udzielonego Jerzemu L. Ordanowi, “Fakty” 1979, nr 23, s. 6-7).
Możemy powiedzieć, że Marta Aluchna-Emelianow, choć nie brak w jej wierszach katastrofizmu, była ostatecznie poetką nadziei, nadziei, która nigdy w niej nie zgasła. Nawet w najbardziej dramatycznych okolicznościach wierzyła w moc twórczą człowieka, który potrafi odbudować wszystko, co potrafił zniweczyć. Cóż z tego, że być może jedynie do czasu kolejnego zniszczenia.
Od nowa
(…) czy nie jesteśmy skończeni
jeśli nie próbujemy uparcie
dzień po dniu
każdego ranka
z nadzieją wbrew nadziei
zaczynać od nowa
(z tomu „Popiół i proch”, 1962)
Bibliografia podmiotowa:
Aluchna-Emelianow M., Wiersze wybrane (1929-1975), Warszawa 1978.
Bibliografia przedmiotowa:
Świetlicka Alicja, Marta Aluchna-Emelianow: bio-bibliografia, “Sylwetki Pisarzy Słupskich” 1998, [dostęp: 10.06.2023], http://www.bibliotekacyfrowa.eu/Content/265/288_0001.pdf.
Wójciak Maria, O Marcie Aluchnie-Emelianow, “Latarnia Morska. Pomorski Magazyn Literacko-Artystyczny” 2001, [dostęp: 10.06.2023], https://latarnia-morska.eu/pl/pisarze-nieobecni-ksiki-zapomniane/201-o-marcie-aluchnie-emelianow.
