TransMisja

W Słupsku doroczne święto teatralnej formy monodramu,
czyli jubileuszowe –
20. SAM NA SCENIE – Finał Turnieju Teatrów Jednego Aktora
(68. Ogólnopolski Konkurs Recytatorski)
Od dwudziestu lat z inicjatywy dyrektor Słupskiego Ośrodka Kultury – Jolanty Krawczykiewicz z tytułem oddanym nam z książki napisanej przez prof. Jana Ciechowicza, zasłużonego teatrologa z Uniwersytetu Gdańskiego, Słupsk staje się w czerwcu stolicą monodramu. Zjeżdżają do nas aktorzy z całej Polski, ze znanych i nieznanych ośrodków kultury, teatrów amatorskich i teatrów uznanych, by zająć miejsce na scenie i przekonać jury oraz publiczność do swojej wrażliwości, umiejętności, talentu. Każdego roku prezentowany jest niezwykle wysoki poziom przedstawień, co potwierdza zdobywanie nagród teatralnych przez występujących w kolejnych festiwalach i pokazach. To święto aktorów i ich reżyserów, często scenarzystów i choreografów – ale ponieważ w większości występy dotyczą małych ośrodków, najczęściej we wszystkie role wciela się jedna, dwie, trzy osoby.
Wstęp na spektakle jest zawsze bezpłatny, a wieczory są puentowane występami mistrzów sztuki aktorskiej („Wieczór Mistrzowski”). Późnym wieczorem zaczyna się z kolei „Nocne gadanie o monodramie” – zespoły, aktorzy, jury, miłośnicy sztuki teatralnej omawiają zobaczone spektakle, interpretują je, dają wskazówki, rozdają pochwały.
W tym roku od 14.06 do 17.06.2023 można było zobaczyć 14 spektakli na scenie Teatru Rondo i Teatru Tęcza. Zagrali aktorzy z Warszawy, Przemyśla, Czarnkowa, Bolesławca, Jarosława, Opoczna, Białogardu, z opolskiego, podkarpackiego, z Żar, Dębicy, Gorlic. Do tego trzy „Wieczory Mistrzowskie”. W czwartek na scenie teatru Rondo wystąpiła Jowita Budnik we wstrząsającym monodramie „Rachela Auerbach, pisma z Getta Warszawskiego”. Ascetyczne środki wyrazu pogłębiały przekaz najtrudniejszego do zrozumienia w naszej historii XX wieku, Holocaustu, niepojętej, niezawinionej śmierci Narodu. Historia opowiadana przez kucharkę z gettowej kuchni o zwykłych-niezwykłych ludziach, których nie mogła uratować „ohydna zupa” i chleb z trocinami ani troska, ani miłość, ani pragnienie życia. Holocaust w tej opowieści to nie „wypadek” – to konsekwencja przyzwolenia na antysemityzm, to zgoda na antysemickie kłamstwa, oszustwa, brak reakcji, brak oporu tzw. „porządnych ludzi”. Ten monodram to smutne epitafium dla tych, których nawet imion moglibyśmy nie poznać, a dzięki ocalającej pracy archiwum Ringenbluma, wiemy, że byli, poznajemy ich charakterystyczne cechy, imiona. W spektaklu Jowity Budnik, świadczącej swoją rolą o Racheli Auerbach, nabierają ciała, realności, życia…
Kolejny dzień – „Wieczór Mistrzowski” to tym razem nasze podglądanie współpracy Mistrza Stanisława Miedziewskiego i Mistrzowskiego Ucznia – Mateusza Nowaka nad monodramem: „Impromptus. Opus powojenne na podstawie poematu „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza – otwarta próba monodramu”. W tym roku festiwal rozpoczął się już w środę dwoma pokazami tej próby dla uczniów szkół średnich. Myślałam, że to może być trudne. Mistrz ze świata sztuki tak dalekiej od młodych umysłów, dla których sceną staje się tik-tok i wybitny, młody, znany z brawurowych kreacji Mateusz Nowak – to naprawdę mogłoby być za dużo. Jednak dobra sztuka broni się sama. Młodzież wychodziła oniemiała. Nie zdziwię się, jeśli ośrodki teatralne będą teraz szturmowane przez uczniów. Stanisław Miedziewski zajmuje miejsce na scenie, rozmawia z aktorem, tłumaczy, jak rozumie i Mickiewicza, i scenę, i teatralną formę, jak rozumie kreację postaci i obecność rekwizytów, i dlaczego można wykorzystać dwie stare kule – bezinteresownie obecne w tym przedstawieniu. Tytuł zapowiada improwizację, ale nikt nie dał się zwieść – tam każdy dialog i monolog, współpraca z oświetleniowcem (w tej roli – bezcenny Maciej Sierosławski) są starannie wypracowane, uzasadnione, uobecnione. Mateusz Nowak w roli Telimeny czy Zosi – wspaniały. W jego recytacjach jest i humor, i zabawa, i groza, i metafizyczny dreszcz. Te fragmenty „snu na jawie” Mickiewicza nosi jednak w tytule „opus powojenne”, więc koncert Jankiela przerywają frazy poematów z II wojny, z Holokaustu. Nasza historia nie skończyła się z koncertem Jankiela, świat trwa i kończy się wciąż.
Trzeci wieczór mistrzowski to monolog Katarzyny Figury. Monolog, niezupełnie monolog, bo przerywany nawiązywaniem dialogu z widzami i z asystentem Mikim. Była to prapremiera, pierwszy raz zaprezentowana właśnie przed festiwalową widownią. Zaczęło się od mocnego akordu – fragmentu filmu „Victoria” w reż. Karoliny Porcari (nagradzanego w Polsce i na świecie), mocnego, zapowiadającego leitmotiv przedstawienia – ciało, cielesność, przemijanie, pragnienia, pożądanie, starzenie, ciało zewnętrzne i ciało wewnętrzne. Aktora dzieliła się swoimi doświadczeniami, zdradzała tajniki warsztatu, opowiadała smakowite anegdotki z planu i pracy. Niestrudzenie, przez dwie godziny.
Same pokazy festiwalowe zostały zobaczone i ocenione. Jury, pod przewodnictwem „od zawsze” obecnego na festiwalach Jana Zdziarskiego, przyznało nagrody. W protokole możemy przeczytać krótkie podsumowanie:
Monodramiści poruszyli tematy, które są ważne społecznie, które mają wagę dla ich pokolenia. Ze sceny mówili o samotności, kryzysach współczesnego świata, próbach uwolnienia się od uzależnień, z traumatycznych relacji, z patologicznych rodzin, o problemach psychicznych tak niestety dziś powszechnych: depresji, schizofrenii, a także o człowieku uwikłanym w kołowrót historii i współczesną politykę. Sięgnięto po repertuar poetycki, prozatorski, dramatyczny, także po autorskie scenariusze. Dowodzi to, że teatr jednego aktora jest otwarty, poszukuje materiału w różnych gatunkach i wypowiedziach. Wszystkie konkursowe prezentacje były ascetyczne, osadzone w prostej estetyce. Aktorzy tworzyli odrębne światy przy pomocy prostych środków, umownych rekwizytów, stawiając na siłę słowa i prawdę emocji, na spotkanie z widzem.
O szczegółach i nagrodach więcej znajdziemy na stronie: http://www.sok.slupsk.pl/index.php/pracownie/teatr-main/4535-jubileuszowy-20-sam-na-scenie-zakonczony-oto-laureaci
I jeszcze o jednej rzeczy chciałabym napisać w tym miejscu – o pracy organizatorów i całej grupy wolontariackiej. Bez ich zaangażowania i oddania, bez ich miłości do teatru i mrówczej pracowitości festiwal nie przetrwałby 20 lat i nie cieszyłby się tak dobrą sławą. Główna koordynatorka – Katarzyna Sygitowicz-Sierosławska, pracownicy, aktorzy i przyjaciele z Teatru Rondo – ich pełna oddania praca, redagowanie z dnia na dzień „Gazety Festiwalowej”, w której można przeczytać pisane na bieżąco recenzje każdej sztuki, fragmenty omówień z „Nocnego gadania o monodramie”. To, co cała ta grupa robi, meistersztyk pracy u podstaw, pracy niewidzialnej i widzialnej jednocześnie, pracy obok, pracy na innych.
Festiwal tak dopracowany, tak odpowiedzialnie kreowany to coś, z czego nasze miasto może być szczególnie dumne. Warto wziąć pod uwagę tę imprezę i zarezerwować trzy/cztery dni w przyszłym roku, by towarzyszyć aktorom, reżyserom i ich poszukiwaniom, a w końcu samej Sztuce.
