TransMisja

Prof. Inga Iwasiów, literaturoznawczyni z Uniwersytetu Szczecińskiego to autorka (obok wielu prac naukowych) esejów: „Gender dla średnio zaawansowanych. Wykłady szczecińskie”, „Parafrazy i reinterpretacje. Wykłady z teorii i praktyki czytania”, „Rewindykacje. Kobieta czytająca dzisiaj”; zbiorów wierszy: „Miłość” i „39/41”; opowiadań „Smaki i dotyki”; powieści: „Bambino”, „Ku słońcu”, „Na krótko”, „W powietrzu”, „Pięćdziesiątka”; zbioru felietonów „Blogotony”; książki autobiograficznej „Umarł mi. Notatnik żałoby”. W 2019 roku ukazała się jej powieść „Kroniki oporu i miłości” nawiązująca do wydarzeń politycznych ostatnich lat, a w roku 2020 – zbiór szkiców „Odmrażanie. Literatura w potrzebie”.
Inga Iwasiów jest niestrudzoną pisarką, badaczką, interpretatorką i komentatorką bieżącego życia kulturalnego i literackiego. Jako członkini kapituł jurorskich na bieżąco poznaje, „co w literaturze dzwoni”. Jej literackie dzieła są również reakcjami na współczesność, a jak wynikło ze spotkania, też „proroctwem”, przewidywaniem przyszłości. Oczywiście, nie dlatego że Inga Iwasiów jest prorokinią. Myślę, że dzieli tę cechę, która charakteryzowała też twórczość Stanisława Lema, bo wiemy, jak wiele rzeczy przewidział, opisał je i ich działanie (komputery, Internet, e-pady itp.) – umiejętność perspektywicznej analizy i interpretacji rzeczywistości. Ona sama mówiła o intuicji, która „nie wiadomo skąd się bierze”. To pewien rodzaj wrażliwości, inteligencji, umiejętności rozpoznawania z zalążków, nieśmiałych prób działań – ich skutków, drogi możliwego rozwoju.
To, co mnie zaskoczyło w spotkaniu z pisarką (16.XI 23 r. Kluboksięgarnia Cepelin), to cudowny pogodny optymizm pani profesor, jej wyrozumiałość dla naszych słabości, wiara w książki, w literaturę, w siłę narracji i w to, że nie ulegniemy prowokacjom kultury popularnej, łatwej, nie zejdziemy na manowce pragnień, ale jeśli nawet, cóż z tego… To łaskawe spojrzenie na nasze słabości, niechęć do oceniania wykluczającego, negatywnego… pozwoliło wziąć oddech, rozluźnić się, przestać się spinać na poważność, akuratność, maksymalizm. Ot, życie…, różni ludzie, różne losy, reakcje, różne drogi dojrzewania albo niedojrzewania…
„Późne życie” – ostatnia powieść prozaiczki mówi o świecie, w którym dokonała się jakaś katastrofa, jakieś przesilenie, które grupę przypadkowych osób zamknęło w przestrzeni niewielkiej nadmorskiej osady i zbudowanego tam potężnego hoteliska, bardzo mocno skomputeryzowanego, w którym większość działań nie wymaga ingerencji ludzi, podlega prawom wielkich systemów i programów komputerowych. Samo słowo hotelisko, wykorzystując formant zgrubienia, powoduje w czytelniku automatyczną reakcję niechęci do tego miejsca. Niepotrzebnie, bo nawet w takiej przestrzeni mogą rozgrywać się pozytywne rzeczy – schronienie, pomoc, opieka, troska o mieszkańców… Mnie jednak bardziej niż sama fabuła interesuje szukanie odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę mówi przestrzeń i mówią bohaterowie wykreowani w powieści. A mówić mogą, że oto wkraczamy (wkroczyliśmy) w rzeczywistość, nad którą władzę przejmują komputery, ale póki żyją ludzie, to nie do techniki należy zwycięstwo. Że zawsze świat, który minął, będzie otaczać melancholijny welon myśli, pragnień i tęsknot, wyobrażeń, że przeszłość była lepsza, bo nie było tak, jak jest teraz (świetnie naszą tendencję do melancholijnej tęsknoty za przeszłością pokazał film Woodego Allena „O północy w Paryżu”). Ale to jeden wymiar tej powieści, inny wynika z interpretacji przestrzeni i czasu wykreowanych w „Późnym życiu”. Zacznijmy od tytułu – „Późne życie”, to w pierwszym odczytaniu życie późnego wieku, życie, kiedy już jest się bardziej „po” niż „przed”, kiedy wiele spraw, które nas wcześniej frapowało, angażowało, stresowało, dziś jest obdarzane pobłażliwym uśmiechem, bo późno przychodzi wiedza, że większość spraw to „głupotki”, że prawdziwie życie to nie ten pośpiech, nerwy, gonitwa, którym poddajemy się, by osiągnąć, mieć, zabezpieczyć. W życiu w końcu najważniejsze okazuje się samo życie – przechadzanie się, spacerologia, gapienie się, bardziej życie wewnętrzne niż to zewnętrze, bardziej zgoda niż bunt. A przypomnę, to wrażenie z lektury napisanej przez mocno zaangażowaną w działalność społeczną osoby. Nadmorska osada jawi mi się też jako miejsce symbolicznego czyśćca – potrzebujemy takiej przestrzeni i czasu, który pozwoli nam się oczyścić z tego, co w naszym życiu zbędne, żeby tym mocniej zobaczyć to, co jest ważne i konieczne. A ważne i konieczne jest rozpoznanie siebie – swojego losu i swojej tożsamości, swojego miejsca w świecie, rezygnacja z niepotrzebnego oporu, umiejętność otwarcia się na to, co przynoszą kolejne dni…
„Późne życie” to dobra lektura na przełom starego i nowego roku, na odwagę budowania siebie na nowo, lepiej, inaczej, pogodniej.
W Teatrze „Rondo” 7. marca mogliśmy zobaczyć monodram wg opowiadania Iwasiów z tomu „Smaki i dotyki” w wykonaniu Krystyny Maksymowicz (doktor językoznawstwa, koleżanka z pracy uniwersyteckiej) – zapis kobiecych doświadczeń i refleksji wywołanych popadnięciem w alkoholizm i walką o wyjście z nałogu. Alkoholizm kobiet to wciąż temat tabu, niewygodny, omijany – a tu nie tylko świetnie zdiagnozowany, ale też zagrany.
Na zdjęciu Inga Iwasiów (20 maja 2023)
Fot.: Agata Zbylut
Źródło: wikipedia.pl
