Kamień socjologiczny

Natalia Buźniak, filologia polska, UP
Nie jest rzeczą istotną, czy interpretacja sytuacji jest poprawna — jeśli sytuacje definiowane są jako rzeczywiste, powodują rzeczywiste konsekwencje.
William Isaac Thomas
Cóż skrywa ta tajemnicza nazwa? Wydaje się, że socjologowie sami mają problem ze zdefiniowaniem tej gałęzi nauki (nie tylko zresztą jej…). Józef Niżnik snuje na ten temat takie oto refleksje:
„Czym jest socjologia wiedzy? Dyscypliną? Subdyscypliną? Wyodrębnionym obszarem problemowym? Ideą pewnej perspektywy teoretycznej w uprawianiu nauk społecznych? Specyficzną teorią produkcji intelektualnej? Postulatem interpretacyjnym, swego rodzaju metodą refleksji społecznej? […] Nie bada ona odrębnego, własnego przedmiotu ani nie posługuje się własnymi metodami. Socjologia wiedzy nie została też zinstytucjonalizowana w stopniu wystarczającym dla zapewnienia sobie teoretycznej autonomii, nie istnieje np. podręcznik socjologii wiedzy, katedry uniwersyteckie należą do rzadkości”.
Czy pod latarnią jest najciemniej? Może autorzy encyklopedii mają mniejsze problemy ze zdefiniowaniem tego dziwnego tworu niż członkowie braci socjologicznej? Według encyklopedii PWN, socjologia wiedzy to po prostu „nauka badająca wzajemne relacje między formami wiedzy a czynnikami społecznymi, a zwłaszcza społeczne uwarunkowania różnych form wiedzy, zależności i związki między tymi formami i wreszcie pełnione przez nie funkcje”. Zapowiada się ciekawie. I brzmi już klarowniej.
Pierwsze prace z zakresu socjologii wiedzy powstały w latach 20. XX w. Ich autorami byli M. Scheller oraz K. Mannheim. Jednak nawet Ci dwaj ojcowie założyciele nie byli do końca zgodni co do tego, jakim ma być ich dziecko. Tym, co ich jednak łączyło, było nowe spojrzenie na wiedzę oraz dostrzeżenie jej tła społeczno-kulturowego.
Myślę, że przywołując postacie kluczowe dla rozwoju omawianej subdyscypliny, powinno się też pamiętać o polskim uczonym, Ludwiku Flecku. W dziele „Powstanie i rozwój faktu naukowego” lwowski badacz w wybornym stylu analizuje przypadek wprowadzenia nowej jednostki chorobowej (kiły) — szczerze polecam lekturę, nie powinna znudzić nawet laika. Chociaż Fleck był mikrobiologiem, jego wkład w rozwój socjologii wiedzy i filozofii nauki jest znaczący. Thomas Khun inspirował się pracą Polaka podczas pisania „Struktury rewolucji naukowej”, przy czym nazwisko tego pierwszego znane jest na całym świecie, Flecka zaś uznać można za niesłusznie zapomnianego. Jednak skoro na polskich uczelniach mało kto o nim słyszał, co dopiero oczekiwać tego od zagranicznych kolegów.
A więc o co chodzi z tą całą wiedzą? I czym różni się socjologia wiedzy od epistemologii? Filozofowie odrzucają świat doksa, wiedzy pozornej, potocznej, skupiając się na episteme — prawdzie pewnej i niepodważalnej. Dla socjologa wiedzą jest wiedza „w ogóle”, także ta potoczna. Rzeczywistością, prawdą jest to, co jest za nią uznawane. Przytaczając słynne twierdzenie Thomasa: jeżeli ludzie definiują sytuacje jako rzeczywiste, stają się one rzeczywistymi w swych konsekwencjach. Jeśli zatem ludzie wierzą, że do Ziemi zbliża się wielka asteroida, która ma zmieść cywilizację z jej powierzchni, bo powiedział tak jakiś guru, i jest to przyczyną budowania przez nich schronów, lub choćby ma wpływ na zwiększenie akceptacji dla zdrady małżeńskiej, to należy fakt ten traktować z powagą.
Oczywiście nie oznacza to konieczności zatrzymywania się na szczegółowych przekonaniach jednostki. Chodzi o szerszy kontekst — otoczenie społeczne, które wpływa na fakt, iż takie, a nie inne wytłumaczenie rzeczywistości jest dla danego indywiduum przekonujące. W naszych czasach uprzywilejowane jest poznanie naukowe, wielu spodziewa się odnaleźć wszelkie wyjaśnienia właśnie w nauce. Oczywiście mowa o tej zinstytucjonalizowanej, a nie na przykład parapsychologii (chociaż i ona ma swoich zwolenników, którzy z jej pomocą „tłumaczą” sobie otaczający świat, co więcej, wpływa na to, co i jak w ogóle są w stanie spostrzec).
Chodzi więc o to, by zastanowić się, dlaczego niektórych bardziej przekonuje parapsychologia, a innych „oficjalna” nauka? Skąd te różnice w stylach myślenia, by użyć terminologii Flecka? Można oczywiście rozważania tego rodzaju rozwijać i uszczegóławiać, chodziło jedynie o ukazanie, że nie powinno się zarzucać socjologii tego, że zajmuje się błahostkami, ponieważ te sprawy pozornie małej wagi służą jako podstawa dużo bardziej doniosłych wyjaśnień.
Cała socjologia musi pracować na tzw. faktach społecznych, ponieważ w przeciwieństwie do filozofii, jest nauką empiryczną (a przynajmniej, z mniejszym lub większym skutkiem się stara). Dotyczy to także socjologii wiedzy. Pamiętać trzeba zarówno o tym, aby nie odrywać się całkowicie od empirii, skupiając się na teorii (co zdarzyło się niejednemu socjologowi), jak i o tym, że zatrzymywanie się na stwierdzaniu faktów (tak jest) nie jest nic warte bez próby wyjaśnienia i odpowiedzi na pytanie dlaczego jest tak, a nie inaczej — lub jeszcze szerzej — dlaczego tu jest tak, a tam jest inaczej? Czy może to tylko pozorne odmienności, a w rzeczywistości „to” i „tamto” pełnią te same funkcje? I tak dalej.
Myślę, że kolejnym nieporozumieniem jest zrównanie socjologii wiedzy z relatywizmem. Samo szukanie uwarunkowań społeczno-kulturowych na przykład w matematyce, nie musi oznaczać, że jakieś twierdzenie jest zupełnie zdeterminowane przez owe czynniki. Pokazuje jedynie, że świat naukowców-matematyków jest także światem społecznym, w którym istnieją pewne grupy interesów oraz struktury społeczne, co ma wpływ na to, w jaki sposób odkrycia się uprawomocniają. Co więcej, to że nie znamy wszystkich warunków prawdziwości jakiegoś twierdzenia, odkrywamy wyjątki lub po jakimś czasie okazuje się, że było one całkowicie błędne, nie musi oznaczać przecież, że nie ma żadnej prawdy, lub że każdy ma swoją.
Spojrzenie na kontekst społeczny pracy autora, kontekst odkrycia, a nie tylko jego dzieło, nie uczyni krzywdy ani jednemu, ani drugiemu, może wręcz wnieść nową jakość rozumienia tekstów oraz odkryć. Socjologia wiedzy nie zajmuje się „odbrązawianiem” postaci, lecz analizą powstawania, przetwarzania i upowszechniania (lub znoszenia) danej wiedzy. Pozbawianie się tego aspektu analizy dobrowolnie ma oczywiście swoje zalety, i może nawet jest wskazane w niektórych przypadkach, jednak dobrze jest dysponować narzędziami ją umożliwiającymi — by w razie potrzeby móc ich użyć.
Źródła:
encyklopedia.pwn.pl/haslo/socjologia-wiedzy;3977158.html [dostęp 12.03.2024].
Fleck L., Powstanie i rozwój faktu naukowego, Lublin 1986.
Niżnik J., Socjologia wiedzy. Zarys historii i problematyki, Warszawa 1989.
