Creatio ex nihilo

Hanna Węsierska, filologia polska, UP
Mira wyjrzała ostrożnie zza rogu. Poprawiła ciemny kaptur i rozejrzała się po rozświetlonej latarniami ulicy, po ruszyła przed siebie, by zaraz zniknąć w spowitej mrokiem bocznej uliczce. Do jej uszu dobiegły czyjeś kroki. Docisnęła się do ściany i z mocno bijącym sercem czekała, aż nieznajomy ją minie.
Sylwetka mężczyzny mignęła w wąskim przejściu, kiedy ten minął ukrytą w cieniu Mirę. Kobieta odetchnęła z ulgą i ruszyła dalej.
Po kilku minutach dotarła na tyle daleko od głównej ulicy, że pozwoliła sobie na odciągnięcie kaptura z twarzy i rozejrzała się wokół. Znajdowała się na obrzeżach Lyke, w oddali widziała ciemną linię drzew. Jej myśli momentalnie powędrowały do znajdujących się tam ruin. Potrząsnęła głową i skierowała się w prawo, do wznoszącej się na skraju miasta posiadłości.
Przeskoczyła przez niski płot i schylając się nieco, przebiegła niewielkie podwórze. W większości okien zgaszono już światła, większość domowników najpewniej już spała, a po posiadłości krzątali się jedynie służący.
Zatrzymała się w pobliżu budynku, próbując sobie przypomnieć, po której stronie domu znajdowało się wejście dla służby. W końcu poddała się i ruszyła dookoła budowli.
Szybko odnalazła znajdujące się po południowej stronie drzwi. Raz jeszcze rozejrzała się wokół, po czym zapukała cicho.
Już miała ponowić czynność, gdy drzwi stanęły otworem, a w ich progu pojawiła się niska dziewczyna. Na widok Miry otworzyła szerzej oczy i stanęła jak wryta.
– Zaprowadź mnie do Aarona. – zakomenderowała kobieta, a służka najpierw zmarszczyła lekko brwi, po czym jedynie kiwnęła głową i wskazała Mirze, by poszła za nią.
Ruszyła śladem służącej przez pogrążoną w ciszy posiadłość. Tak, jak się spodziewała, dziewczyna nie poprowadziła jej do pokoi przyjaciela, tylko schodami do piwnicy. Tam przeszły jeszcze kawałek pogrążonym w półmroku korytarzem, aż służka zatrzymała się i w milczeniu wskazała na ciężkie drzwi na jednej ze ścian.
Mira spojrzała na nią wyczekująco, a dziewczyna szybko ukłoniła się i pobiegła z powrotem korytarzem. Dopiero gdy zniknęła za zakrętem, Mira zapukała do drzwi.
Usłyszała stłumione kroki po drugiej stronie, potem szczęk zamka i po chwili stała twarzą w twarz z Aaronem. Był lekko zdyszany i wciąż ubrany w płaszcz podróżny.
– Proszę, proszę, jednak przyszłaś. – uśmiechnął się krzywo, na co tylko prychnęła i przepchnęła się obok niego do środka.
– Chciałam się tylko upewnić, że nie wplączesz się w jeszcze większe kłopoty. – burknęła.
Przesunęła spojrzeniem po niemal pustym pomieszczeniu, a jej wzrok zatrzymał się na znajdującym się pod przeciwległą ścianą łóżku. A raczej na leżącym tam elfie.
– Na chwilę odzyskał przytomność. – odezwał się Aaron, mijając ją, żeby usiąść na stołku koło łóżka. – Wybełkotał coś i znowu odleciał.
– Ciesz się lepiej, że jeszcze nie umarł.
– Przyszłaś mi pomóc? – podwinął rękawy, rzucając jej pytające spojrzenie.
– Nie. Pomogłam już nawet za bardzo.
– Nie nazwałbym twojej interwencji pomocą, ale skoro tak uważasz…
Rzuciła mu wściekłe spojrzenie, Aaron ją jednak zignorował. Mira obserwowała, jak przyjaciel w ciszy rozwijał prowizoryczne opatrunki założone elfowi. Skrzywiła się, widząc stan nieprzytomnego, ale nie skomentowała tego słowem. Jej wzrok powędrował natomiast na nogę Aarona, owiniętą zakrwawionym kawałkiem materiału.
Uklękła obok i ignorując jego protesty, rozwinęła opatrunek. Zmarszczyła brwi, gdy zorientowała się, jak głębokie było cięcie.
Krwawienie ustało, ale rana dalej musiała wdawać się we znaki.
– Nie ruszaj się chwilę.
Wyciągnęła prawą dłoń, a z opuszków jej palców rozbłysło jasne światło. Aaron zaraz jednak strzepnął jej rękę.
– Jeśli chcesz kogoś leczyć, zacznij od niego. – wskazał ruchem głowy na elfa.
– Chyba żartujesz!
Wbiła w mężczyznę wściekłe spojrzenie, a po chwili wstała i szybkim krokiem zaczęła przemierzać niewielki pokój. Aaron w tym czasie poprawił opatrunek na nodze i wrócił do przerwanego wcześniej zajęcia, starając się ignorować stukot butów przyjaciółki.
– To szaleństwo. – mruknęła Mira, w końcu się zatrzymując.
– Skoro nie zamierzasz mi pomóc, to chociaż mi nie przeszkadzaj. – odparł beznamiętnie Aaron.
Wziął się za zdejmowanie poszarpanej koszuli elfa, starając się być przy tym tak delikatny, jak tylko było to możliwe. Ich oczom ukazała się paskudna rana biegnąca przez brzuch nieprzytomnego i kilka płytszych cięć na jego ramionach i bokach. Aaron przygryzł wargę, skanując wzrokiem większe obrażenia, po czym sięgnął do leżącej w pobliżu miski z ciepłą wodą i wyciągniętym z niej kawałkiem materiału zaczął obmywać klatkę piersiową nieznajomego.
– Wiesz w ogóle, jak mu pomóc? – odezwała się opryskliwie Mira.
Rzucił jej spojrzenie z ukosa i kontynuował swoje zajęcie. Woda w misce szybko ciemniała, w miarę jak Aaron niestrudzenie usiłował oczyścić rany pokrywające całe ciało elfa.
Mira obserwowała, jak spod warstwy krwi i brudu wyłaniały się ciemne sińce pokrywające większą część torsu rannego, a w szczególności jego prawy bok. Mogła się teraz lepiej przyjrzeć nieznajomemu. Długie ciemne włosy miał splątane i posklejane krwią. Rysy twarzy wyraźnie wskazywały na jego pochodzenie, podobnie kształt uszu. Zmarszczyła lekko brwi, zauważając, że mężczyzna był dosyć niski, zwłaszcza jak na elfa. Choć zdawał się bardziej smukły niż większość ludzi, zdecydowanie nie należał do typowych przedstawicieli swojej rasy.
– Coś mało… elfi… ten elf. – odezwała się.
– Jakie to ma znaczenie? – mruknął Aaron.
Wzruszyła ramionami, czego nie mógł zauważyć, siedząc odwrócony do niej plecami. Zabrał się teraz za ocieranie krwi z twarzy elfa. Mira zaklęła w myślach, widząc ranę na jego skroni, Aaron również pobladł, zamierając na chwilę w bezruchu. Kiedy nieznajomy przebudził się na chwilę, liczył, że jego obrażenia nie są poważne. Teraz przekonał się, jak bardzo się pomylił.
– Zdajesz sobie w ogóle sprawę z tego, co właśnie robisz?
– Masz na myśli próbę uratowania mu życia? – warknął sfrustrowany Aaron.
– To przestępca! Pomagając mu, łamiesz prawo!
– Skąd wiesz, że faktycznie jest przestępcą?
– Ścigali go Gwardziści! Jakiego jeszcze dowodu ci potrzeba?
Aaron nie odpowiedział, a Mira mruknęła coś pod nosem, wyraźnie zirytowana. Znowu przeszła kawałek w tę i z powrotem.
– Skoro tak ci to przeszkadza, to idź. – odezwał się ponownie Aaron. – Nikt cię tu nie trzyma.
– Dlaczego tak ci zależy na tym… obcym? Nawet go nie znasz! Czemu ryzykujesz życiem dla jakiegoś elfa?
Znowu nie otrzymała odpowiedzi. Tupnęła wściekła nogą, a po kamiennej podłodze posypały się iskry. Aaron rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie, nie zwróciła na to jednak większej uwagi.
– Znowu chodzi o twoich rodziców? – spojrzenie, jakie jej posłał, wystarczyło za odpowiedź. – Jesteś niepoważny! Naprawdę wpakujesz się w kłopoty, jeśli będziesz to dalej drążył!
– Nawet nie zaczynaj.
– Jak długo jeszcze zamierzasz to ignorować? Do jasnej cholery, Aaron, twój ojciec był zdrajcą! – wrzasnęła Mira. – Dlatego zginął! Przestań doszukiwać się w tym jakiegoś spisku! Był zdrajcą, a ty jesteś na najlepszej drodze, żeby sam nim zostać!
Poderwał się z krzesła i w ułamku chwili znalazł się tuż przed nią. Odwzajemniła spojrzenie, które jej posłał i zamierzała kontynuować kłótnię, zawahała się jednak, dostrzegając coś w jego oczach. Jej serce zamarło, gdy zauważyła ledwo skrywane rozczarowanie i ból, z jakimi spoglądał na nią Aaron.
– Wynoś się.
Zadrżała na lodowaty ton jego głosu i przełknęła ciężko ślinę, spuszczając wzrok. Aaron odwrócił się i usiadł z powrotem, nie zaszczycając jej kolejnym spojrzeniem.
Mira stała bez ruchu i bijąc się z własnymi myślami, obserwowała jak przyjaciel zaczyna owijać rany nieznajomego świeżymi bandażami. Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi.
Zatrzymała się w pół kroku, z ręką na klamce. Westchnęła głośno i odwróciła się z powrotem do Aarona.
– Odsuń się. – podeszła bliżej i położyła mu rękę na ramieniu.
– Co znowu?
– Odsuń się. – powtórzyła Mira, unikając jego wzroku. – Pospiesz się, zanim się rozmyślę.
Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony, po czym posłusznie odsunął się na bok, krzyżując ręce na piersi, a Mira zajęła jego wcześniejsze miejsce przy łóżku i raz jeszcze przebiegła wzrokiem po zmaltretowanym ciele elfa. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić powodu, dla którego Gwardziści doprowadziliby go do takiego stanu. A teraz miała go wyleczyć i sama narazić się konsekwencje.
Wzięła głęboki wdech i zebrała myśli. Delikatnie ułożyła dłonie na klatce piersiowej nieprzytomnego, przymknęła powieki i zaczęła po cichu recytować zaklęcie.
Wokół jej palców rozbłysła blada poświata, powoli obejmująca także leżące przed nią bezwładne ciało. Na twarzy kobiety odmalował się wysiłek, a po skroni spłynęła kropla potu, gdy powietrze wokół napełniło się magią.
Szybko zorientowała się, że oprócz widocznych na pierwszy rzut oka obrażeń, nieznajomy miał także złamane kilka żeber i nie tylko. Zmarszczyła brwi, a jej głos zadrżał, gdy wznowiła inkantację. Posłała kolejną falę magii przez ciało elfa, czując, jak z każdą chwilą sama traci siły.
Aaron obserwował z zachwytem, jak rany na twarzy i ciele nieprzytomnego zaczęły się stopniowo zasklepiać, a siniaki blaknąć. Wkrótce na oliwkowej skórze pozostały jedynie blade blizny.
Płynące z dłoni Miry światło zaczęło gasnąć. Otworzyła oczy i niemal spadła z niskiego stołka, na którym siedziała. Mężczyzna natychmiast przypadł do niej, lustrując ją zmartwionym spojrzeniem.
– Wszystko w porządku? – zapytał Aaron, podtrzymując ją.
Uśmiechnęła się blado i pokiwała głową. Zmęczonym spojrzeniem zlustrowała swoje dzieło, z dumą zauważając, że blizny były mało widoczne. Zaraz skarciła się w myślach. Poświęciła na leczenie elfa zdecydowanie więcej energii, niż był on wart.
Z rozmyślań wyrwał ją zachrypnięty głos elfa, gdy ten mruknął coś pod nosem, skrzywił się i otworzył oczy, wbijając w nią zdezorientowany wzrok.
Podniósł się powoli do siadu i zaraz z zaskoczeniem przyłożył rękę do miejsca, gdzie po paskudnej ranie została już jedynie ledwo widoczna blizna. Znowu spojrzał na Mirę, na chwilę przeniósł spojrzenie na Aarona, po czym rozejrzał się po niewielkim pomieszczeniu, wyraźnie się nad czymś zastanawiając.
– Co to za miejsce? – wychrypiał.
– Moja piwnica. – odparł Aaron, a brwi elfa powędrowały do góry. – Jesteś tu raczej bezpieczny. Przynajmniej na razie.
Elf kiwnął głową, na powrót kierując swoją uwagę na pobladłą Mirę.
– Zakładam, że to tobie zawdzięczam ratunek? – uśmiechnął się nonszalancko, chwytając jej dłoń.
Zanim zdążył ucałować jej wierzch, Mira wyszarpnęła rękę i podniosła się gwałtownie. Jej oczy momentalnie zaszły mgłą, Aaron natychmiast do niej doskoczył i podtrzymał, by zaraz pomóc jej z powrotem usiąść. Kobieta wbiła wściekłe spojrzenie w obserwującego ją z zainteresowaniem elfa i odsunęła się na krześle od łóżka.
– Skąd wiesz? – zapytał Aaron.
– Hm? – spojrzenie zielonych oczy spoczęło teraz na nim.
– Że to ona cię uleczyła? – ruchem głowy wskazał na przyjaciółkę.
– Oprócz tej bladej jak ściana twarzy? Aż skrzy się od magii. Choć może to urok osobisty.
Mira prychnęła, odsuwając się jeszcze kawałek.
– Albo i nie. – elf wzruszył ramionami.
Kobieta poczerwieniała na twarzy, niemal zrywając się z krzesła.
– Wystarczy. – Aaron położył jej rękę na ramieniu i rzucił ostrzegawcze spojrzenie, wyraźnie tym wszystkim niewzruszonemu elfowi. – Jak się nazywasz?
– Możecie mi mówić Laurens.
– Pytałem o twoje imię. Prawdziwe.
– Jesteś pewien, że będziesz je w stanie wymówić?
Aaron westchnął i pokręcił głową z rezygnacją.
– Niech będzie. Ja jestem Aaron.
– A piękna pani? – Laurens spojrzał wyczekująco na Mirę, ta jednak uparcie milczała.
– Mira. – Aaron zignorował zbulwersowane spojrzenie przyjaciółki. – Co robiłeś w lesie i dlaczego ścigała cię Gwardia?
– A, no tak. Jakby to… – zastanowił się chwilę. – Drobne nieporozumienie.
– Nieporozumienie. – parsknęła Mira. – Czy to jakiś żart?
– Ależ skąd. – Laurens usiadł wygodniej na łóżku. – Gwardziści najwyraźniej uznali, że złamałem jakieś arcyważne ludzkie prawo.
– A coś konkretniejszego? – zapytał Aaron. – Wolałbym wiedzieć, dla kogo sam ryzykuję więzieniem.
– Mam brata. Jesteśmy bardzo do siebie podobni, można nas wziąć za bliźnięta. – Laurens ponownie wzruszył ramionami. – To chyba powinno wam wystarczyć dla kontekstu, biorąc pod uwagę, gdzie się znajdujemy. Gwardzistom najwyraźniej nie spodobał się fakt, że oboje dalej żyjemy.
Aaron kiwnął w zamyśleniu głową, a Mira wywróciła oczami.
– Gdy tylko znalazłem się z dala od tłumu, Gwardziści odciągnęli mnie dalej jakąś alejkę. Przedstawili mi zarzuty. Oczywiście, całkowicie bezpodstawne. – machnął ręką, krzywiąc się lekko. – Potem chcieli mnie aresztować. Uciekłem, ale udało im się mnie dogonić niedaleko stąd. Powiedzmy, że zanim postanowili mnie w końcu zaciągnąć z powrotem, trochę czasu spędzili, odgryzając się za ten cały pościg.
Otworzył szerzej oczy, jakby nagle sobie o czymś przypominając.
– Jesteśmy dalej w Lyke, prawda? Albo chociaż gdzieś niedaleko?
– Tak, tak. Co z twoim bratem?
– Powinien być już daleko stąd. – machnął ręką. – Rozdzieliliśmy się. Philip pojechał przodem.
– Philip? – Mira spojrzała na niego z kpiącym uśmiechem. – Też jest mieszańcem?
Aaron spiorunował ją wzrokiem, a Laurens zamrugał kilka razy, wpatrując się w nią. Uśmiechnął się po chwili.
– Jeśli próbujesz mnie obrazić, będziesz musiała się bardziej postarać.
Mira wymamrotała coś pod nosem i przewróciła oczami.
– Wracając do tematu. – przerwał im Aaron. – Zauważyli was i… i co? Po prostu zgarnęli cię z ulicy? A potem zaatakowali?
– Tak ciężko w to uwierzyć?
– Tak! – prychnęła Mira.
– Nie… – mruknął Aaron.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem, ale nie zwrócił na nią uwagi. Wciąż uważnie przypatrywał się Laurensowi. Elf wyglądał na spokojnego, wręcz zrelaksowanego, co wydawało mu się co najmniej podejrzane, ale jednocześnie zdawał się mówić prawdę. Aaron miał jednak nieodparte wrażenie, że czegoś im nie mówił. Nie zamierzał jednak informować o swoich podejrzeniach Miry, która już teraz wyglądała, jakby w każdej chwili miała wybiec i zaalarmować najbliższy posterunek.
– No. – Laurensowi najwyraźniej znudziło się czekanie w ciszy. – Co dalej? Co zamierzacie ze mną zrobić?
Aaron westchnął, rozważając opcje.
– Chyba nie mamy za dużego wyboru. Zostaniesz tu kilka dni. Potem przy najbliższej okazji pomogę ci wydostać się z miasta.
– Plan dobry, jak każdy inny. – zgodził się Laurens.
– Słucham?! – krzyknęła Mira. – Dalej zamierzasz pomagać przestępcy?
Laurens spojrzał na nią, przykładając dłoń do piersi w dramatycznym geście.
– Sama słyszałaś. – wycedził Aaron, przykładając dłonie do skroni. – Przedstawiciele twojej idealnej Gwardii szukali zaczepki. Koniec historii.
– Gdyby faktycznie był niewinny, prędzej czy później by go wypuścili… – zaczęła.
– Raczej później. – wtrącił elf.
– … a skoro uciekł, musiał mieć coś na sumieniu! Poza tym nie próbowaliby zabić zwykłego zbiega! Na pewno chodzi o coś więcej, a on po prostu nie mówi nam prawdy! Niby z jakiego innego powodu Gwardia by go tak poturbowała?
– Gdzieś ty się uchowała? – parsknął śmiechem Laurens, na co Mira posłała mu kolejne mordercze spojrzenie. – Naprawdę sądzisz, że tutejszym strażom potrzeba czegoś więcej niż zwykłego podejrzenia, żeby kogoś aresztować? Albo zabić?
– To chyba już lekka przesada. – zaśmiała się sucho Mira.
– Sama widziałaś. – elf wskazał na swój brzuch. – Tego typu ran nie zadaje się, żeby kogoś obezwładnić albo w ramach ostrzeżenia.
– Dosyć. – przerwał im Aaron. – Nie zmuszę cię do pomocy, ale nie pozwolę ci na wydanie go Gwardzistom. Sama dobrze zdajesz sobie sprawę, że to, co zrobili, nie miało żadnego związku z prawem.
– Ale… – urwała. – Na pewno jest jakieś wytłumaczenie, on…
– Koniec tematu. – uciął Aaron. – Laurens zostaje tutaj. Przynajmniej na kilka najbliższych dni.
Mira chwyciła go za przedramię i odciągnęła na drugą stronę pokoju.
– Do reszty oszalałeś? Co jeśli go tu znajdą? – odezwała się nieco ciszej.
– Zamierzasz zgłosić, że go tu chowam?
– Oczywiście, że nie!
– To go nie znajdą. Tamta dwójka nie żyje, zanim w ogóle ich znajdą, on będzie już w drodze. Zaufaj mi.
Mira wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, w końcu westchnęła ciężko.
– Niech będzie. Ale jeśli Gwardia się dowie, ja cię z więzienia nie będę wyciągać.
– I wzajemnie. A teraz wracaj do domu. Na pewno masz sporo na głowie przed Próbą. – spojrzał na obserwującego ich z zainteresowaniem elfa. – Poradzę sobie z nim.
– Mam nadzieję. – mruknęła Mira, również spoglądając na uśmiechającego się szeroko Laurensa.
Nie była przekonana co do pomysłu przyjaciela, zwłaszcza gdy po ponownym nawiązaniu z nim kontaktu wzrokowego, elf do niej mrugnął. Ponownie przewróciła oczami, pożegnała się krótko z Aaronem i wyszła na korytarz.
Zza zamkniętych drzwi usłyszała stłumione głosy, nie mogła jednak odróżnić poszczególnych słów, więc krzywiąc się, jedynie ruszyła z powrotem na górę. Wdrapała się po schodach i niemal wpadła na drobną kobietę.
Zaskoczona odskoczyła krok do tyłu, a gdy zorientowała się, kto przed nią stoi, pobladła i szerzej otworzyła oczy.
– P-Przepraszam… – wymamrotała, wbijając spojrzenie w siostrę Aarona.
Kobieta miała na sobie szlafrok i wyglądała, jakby dopiero co się przebudziła. I zdecydowanie była niezadowolona z obecności Miry w domu.
– Co tu robisz? – zapytała lodowatym tonem Tarah.
– Ja… byłam u Aarona. Już wychodzę…
Spuściła wzrok i nie czekając na odpowiedź kobiety, wyminęła ją. Ruszyła korytarzem w kierunku wyjścia dla służby, czując na plecach jej wrogie spojrzenie. Wyszła na zewnątrz i owinęła się szczelniej płaszczem, gdy uderzył w nią powiew chłodnego wiatru.
Po przejściu przez płot odwróciła się jeszcze i spojrzała na dom przyjaciela, zastanawiając się, czy ten powiedział już siostrze i matce o uratowanym elfie i czy w ogóle zamierza to zrobić.
