Zaopiniowane

Gdy przeczytałam tytuł: „Królestwo zwierząt”, zdziwiłam się, że w kinie puszczają długometrażówkę przyrodniczą. Dopóki, oczywiście, nie zerknęłam na recenzję, w której uświadamiano, że to film z gatunku S-F i traktuje o mutacji, która dotyka ludzi, zamieniając ich w przypadkowe formy zwierzęce. Jak sobie radzić w sytuacji, gdy ukochana żona, matka, córka, syn, siostra, przyjaciel… zamieniają się w zwierzę i choć długo jeszcze nie tracą ludzkiego kształtu i charakteru, to świat zwierząt wciąga ich coraz bardziej, przemieniając w dzikie „potwory”, „monstra”, „potworaki”, poczwary. Boją się wszyscy – jeszcze wciąż ludzie nie mniej niż mutanci – już nie-ludzie, którzy atakują ze strachu i w obronie z całą siłą zyskanej dzikości. Historia jest sprawnie opowiedziana, ale to, co najbardziej daje do myślenia, to oczywiście szukanie odpowiedzi na pytanie o mój (nasz) stosunek do obcego (innego) – kohabitacja czy „poluj albo będziesz upolowany”. Staje się jasne, że Inny to nie tylko mutant, hybryda, chory, to też uchodźca, na którego tak właśnie patrzymy – niby człowiek, ale tak nie bardzo, jego człowieczeństwo przykrywa niezrozumiała dzikość, obcość, inność. Przygarnąć? Polować?
Film każe też pomyśleć o naszym stosunku do przyrody. Zadajemy jej gwałt, zadajemy go też sobie sami. Emile (grający syna Paul Kircher) to zatopiony w telefonie, zajadający się chipsami chłopak, ludzie stojąc w niekończących się korkach wdychają spaliny, jedzą byle co, byle kiedy, piją, palą. Prowadzą styl życia, który nie podtrzymuje wartości i jakości ich życia. Chorują na coraz mniej zrozumiałe choroby, zmieniają się, zmienia się środowisko, ewolucja przyjmuje nieoczekiwany kierunek i nie wydaje się już, że zmierzamy do bycia „koroną stworzenia”.
Innym problemem tu poruszonym jest możliwość odczytania tego filmu jak swoistej historii o dojrzewaniu. Emile dorastając zmienia się. Dla ojca staje się kimś innym, obcym, niezrozumiałym, niby jego syn, ale taki jakiś dziwny, niedzielący z nim jego świata, posługuje się językiem, którego dorosły nie rozumie. Połączyć ich może tylko wspólnota pamięci, przeszłości, doświadczeń. Im więcej dobrych wspomnień – tym większa szansa, że ojciec i syn znajdą wspólny język. To też film o rodzinie i miłości, która scala i jest ostatnim imperatywem, któremu instynktownie, wbrew rozumowi, poddaje się mąż Lany, François (w tej roli Ramain Duris). Tylko ci, których bliscy ulegli mutacji, mają dla nich zrozumienie, chronią ich tak, jak mogą, oswajają zwierzęcość piosenką, imieniem, czułym gestem, słowem… Aż w końcu muszą powiedzieć „Nie wiem, czego bardziej się boję, tego, że ją stracę, czy tego, że ją spotkam”.
Jest jedna rzecz nieprzekonująca mnie w tym filmie – bohater trafia do części lasu, gdzie hybrydy żyją „na wolności”, co oznacza w zgodzie. To nie zwierzęta są agresywne w sposób, który ma zaspokoić ich żądzę władzy i podboju. Nie polują na siebie, pomagają, agresywne są, gdy siebie bronią przed ludźmi. To dość naiwna wizja zwierzęcej arkadii, powrotu do raju. Agresja nie należy jednak wyłącznie do ludzkiego świata. Choć coraz więcej badań potwierdza, że organizacja świata zwierząt nie odbiega w wielu miejscach od sposobu, w jaki świat organizują sobie ludzie, to naiwnością jest twierdzenie, że zwierzęta to „szlachetniejszy” gatunek i między gatunkami trwa kohabitacja, zgodne współistnienie. Niestety, „to” jest i jest niezależnie od ludzkiej świadomości (nawiązując do dyskusji o źródłach zła toczonej swego czasu przez Tadeusza Różewicza i Czesława Miłosza. Przypomnę: Różewicz uważał, że zło istnieje o tyle, o ile czyni i postrzega je człowiek, zło jest ludzką domeną. Miłosz nie zgadzał się z wizją sielskiej natury. Zło jest wpisane w tkankę rzeczywistości, twierdził, być może, nawiązując w ten sposób do swych młodzieńczych fascynacji gnozą).
„Królestwo zwierząt”, reżyseria Thomas Cailley, scenariusz, Thomas Cailley, Pauline Munier, Francja, premiera 17 maja 2023 (światowa), 14 czerwca 2024 (Polska). W roli ojca Ramain Duris a syna Paul Kircher.
