Skip to content
Menu
FILOlogika
  • O-błędnik
  • Na prawo
  • Creatio ex nihilo
  • TransKrypcja
  • Poznajcie się!
  • Wycinki
  • Poetica
  • Psoty
  • Rozpoznanie
  • Krytyka studencka
  • Kamień socjologiczny
  • Co słychać?
  • Zaopiniowane
  • TransMisja
  • Pinezki
  • Refleksje
  • Językowo
  • Rozmowy
  • UP-aćkane
  • Kalendarz zdarzeń
  • V Festiwal Scena wolności – recenzje
  • Wersje pdf numerów
  • O nas
FILOlogika

Matematyka autobusowa

Opublikowano 2024-11-182024-11-18

Creatio ex nihilo

Grzegorz Kotecki, filologia polska, UP

Rytualnie i machinalnie wchodzę do autobusu nr 18. Myślę, że nie robię tego z namaszczeniem i czcią, jednak nauczyłem się o sobie samym, iż przestrzeń autobusu traktuję strategicznie, a wykonywane ruchy odbieram niekiedy osobiście, lecz o tym później. To be continued. Liczba 18 (zresztą, jak każda inna) ma arbitralne znaczenie. Gdyby dodać do niej 2 otrzymamy wynik równy 20, a jakby odjąć 8, wówczas z 18 zostanie 10. Ważne prawda? O, właśnie! A na dodatek prawdziwe. Dalej pozbawione interesu, neutralne i skrupulatne działanie porządkujące nieuporządkowane, groteskowe życie. Nieskomplikowana logika, system bez sumienia i wrażliwości na urazy. Świadectwo matematyki – królowej nauk, choć korony nikt nie widział. Matematyka to przedmiot Yeti. Każdy o niej słyszał, widział przykłady, ale tylko wybrani poznali ją osobiście (albo nikt – taką opcję też należy rozważyć).


Odnoszę wrażenie, że pasażerowie miejskiej komunikacji to wybitni ścisłowcy i inteligenci. Matematykami są również, rzecz klarowna, bo o to tutaj zrobię raban. Mają zwyczaj dwoić, troić i mnożyć się w autobusach. W godzinach szczytu roi się ich chmara. Niektórzy potęgują się, a mianowicie dają upust swojej łopatologicznej sile perswazji, widząc wlatującego do pojazdu kanarka. Dla tej osobistości wolę stosować zwrot pieszczotliwy, ponieważ większość używa grubiańskiego ,,kanar’’, co miałoby podkreślać bojowe nastawienie ptaka, ale za to usuwa w kąt jego małość, tak przez wszystkich przecież obwieszczaną. Prężą się nad tym malutkim stworzeniem. Mówią mu, że nic mu nie dadzą, a w ogóle to mają go w dupie. Biedny los ptasi w transporcie ludzkim. On chce tylko śpiewać na pocieszenie, kiedy ludziom brakuje biletu. Nawet nie fałszuje. Tekst swoich piosenek zna znakomicie. Szkoda tylko, że na końcu odsyła pechowych pasażerów z rachunkiem do swojej opery, w której trzeba uiścić sowitą opłatę za ptasi występ. Na nic zda się krakanie, gderanie, pokazywanie swych szponów i ujadanie dziobem. Pokutę trzeba wziąć na skrzydła. Takie są zasady gry.


Wróćmy do matematyki. Uprzejmiejszym rodzajem pasażerów są ci odejmujący, którzy wyrzucają swoje osobistości i prywaty poza autobus na czas postoju, aby wypuścić innych na zewnątrz, po czym wracają na swoje miejsca dumni z okazanej skromności oraz niechęci do ścisku. Lecz największą sprawę pragnę wytoczyć tym umysłom matematycznym, którzy celowo omijają proces dzielenia, jakby to było jadowitym środkiem powodującym zbędny rozmach, zniszczenie, złamanie zasad. Matematycy, zwracam się do was: dlaczego pomnażacie, odejmujecie i dodajecie, ale zapominacie o dzieleniu się? Wielokrotnie próbowałem wziąć tę sprawę w nawias, myśląc, iż to reguła, której wyższość trzeba uznać, ale chyba prym wiedzie tutaj jakaś osobista pobudka. Dzielenie faktycznie może być bolesnym działaniem. Dużo się traci za jednym razem. Człowiek, który zasiada na fotelu bliższym alejki autobusowej, mając wolne miejsce jeszcze pod oknem, wykazuje się znajomością pewnego zjawiska psychologicznego, które polega z grubsza na odstraszeniu innych pasażerów. To matematyk, który chce skraść najwyższe wyniki; pola i obwody komunikacji miejskiej, pragnie posiąść wszystkie liczby wraz z tymi, do których dopisuje się jednostki kwadratowe, choć jego szyja już dźwiga toporny kwadrat. Odpowiednie usadowienie, a już ma na swoim koncie dwa siedziska w terminie dziesięciominutowym, bo przecież zaraz wysiada. Cwany wzór, ale na pewno nieuczciwy. Co stoi za tą, z mej perspektywy, zachłannością?

Każdy ze zbierających się na przystanku pasażerów, a w tym ja, zdaje sobie sprawę, że walka toczy się o jeden limitowany stołek – miejsce z przodu. Powód: absolutna separacja i zakątek, do którego nikt się nie udaje, gdy zostanie przejęty. To też swoją drogą jakiś filozoficzny kleks. Często wygrywam tę batalijkę, poprzez odpowiednie ustawienie do zbliżającego się autobusu, do którego po wyhamowaniu przez kierowcę pewnie wkraczam i sunę naprzód. Miejsce moje, mam to, ale zdarzy się, że ktoś zajmie je wcześniej, więc apetyt na walkę spada. Wtedy najczęściej stoję i obserwuję, czytając książkę, którą trzymam tak, aby każdy widział okładkę, bo ze mnie poważny pasażer. Szycha! Nie byle kto! Rozglądam się po środkowej i przede wszystkim tylnej części pojazdu. Namierzyłem kobietę w wieku około 40 lat, w długiej puchowej kurtce, o włosach blond (farbowane), jej brwi nadkreślone kreską (z pewnością nie podkreślone, bo czarna kreska kredki znajduje się dziwnie wysoko nad faktyczną linią brwi), z uszu zwisają kolczyki ,,kółka’’ i to jedyny aspekt, który przypadł mi do gustu dlatego, że szpetnym wydało mi się zachowanie tej pani. Karygodnym jest siadać na miejscu do wewnątrz autobusu i blokować miejsce przy oknie, z którego mógłby skorzystać przecież ktoś inny, ale niestety. Dobrze wiemy, że wielka osobistość musi odpocząć i wcale nie mówię tu o blondynce, a jej wielkiej bordowej torebce, w której pewnie i tak nie udało się zmieścić całego mieszkania. Zawsze mnie to dziwi. Ja – mężczyzna, potrafię zmieścić w kieszeniach swoich spodni klucze, telefon, dokumenty, portfel, chusteczki, gumę do żucia, śrubokręt, książkę, dumę, puszkę pasztetu, widelec, Shreka na dvd. Cały niezbędny ekwipunek na wypadek jakiegoś kataklizmu, natomiast ta empatyczna pani pomyślała, że jej torebka uległa zmęczeniu, więc potrzebuje usiąść. Nawet jest ranna, bo ramię ma poskręcane. Wahałem się, może powinienem jednak zadzwonić po pogotowie, pomyśleć za panią i dać szansę tej torebce. Stwierdziłem w duchu po zastanowieniu, że nie będę wtrącał się w nieswoje telenowele.

Obok niej inna kobieta. Myślę, że o 20 lat starsza. Także zasiadła na miejscu najbliższym alejce autobusowej, lecz zrobiła coś odmiennego. Okazuje się, że nogi też mogą się obrazić. Żadna torebka nie musiała uczynić sanatorium z siedzenia pod oknem, za to nogi owej pani odwróciły się od świata nadąsane. Uciekły obie wyglądać przez okno powodów do radości, zwróciwszy się w stronę sąsiadującego fotela. Nie ma opcji; tam już nie można siedzieć! Trzeba uszanować wolę jej rozgoryczonych nóg. Mają gorszy dzień i dość otaczającego ich świata, który bezczynnie przemierzają i serdecznie się wkurzają na każdą chodnikową nierówność, na którą – o zgrozo – muszą się nadziać.

Skoro mowa o nogach, to na swojej trzynastej przyłapuję innego delikwenta. Jest bezpośredni, nie pieści się, u niego nie ma miejsca na kompromisy. Jak poprzednie pasażerki siedzi po wewnętrznej strefie, ale swoje nogi postanowił maksymalnie rozstawić. Szukałem w kieszeniach popcornu, ponieważ liczyłem na cyrkowe widowisko. Myślałem, że mam do czynienia z zawodowym szpagacistą, ale nie kwapił się do tych ekstremalnych gimnastyk. Rozczłapił się tak, że jego nogi przypominały tylne kończyny żaby. Całą trójkę matematyków łączyła wspólna niechęć do działania opartego na dzieleniu, a w komunikacji miejskiej prócz mnie stało jeszcze kilka osób, które śmiało mogły usiąść.

Do mojej mety zostało zaledwie 5 minut i nagle spostrzegłem wolną parę miejsc na najbardziej pożądanym przodzie, blisko kierowcy. Pofrunąłem tam. Ach, nareszcie można wygodnie usiąść i doczytać rozdział książki. Wybrałem siedzenie pod samym oknem. Nareszcie zobaczę się po tygodniu ze swoją ukochaną, która studiuje daleko ode mnie, bo w centralnej Polsce. Cały byłem w skowronkach (dobrze, że nie w kanarach). Już niewygodnie było mi czytać i trzymać w drugiej ręce różę, więc postanowiłem położyć ją na miejscu obok, niech poleży: ,,Musisz pięknie wyglądać, aby zaskoczyć moją ukochaną!’’.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 FILOlogika | Powered by SuperbThemes & WordPress