Skip to content
Menu
FILOlogika
  • O-błędnik
  • Na prawo
  • Creatio ex nihilo
  • TransKrypcja
  • Poznajcie się!
  • Wycinki
  • Poetica
  • Psoty
  • Rozpoznanie
  • Krytyka studencka
  • Kamień socjologiczny
  • Co słychać?
  • Zaopiniowane
  • TransMisja
  • Pinezki
  • Refleksje
  • Językowo
  • Rozmowy
  • UP-aćkane
  • Kalendarz zdarzeń
  • V Festiwal Scena wolności – recenzje
  • Wersje pdf numerów
  • O nas
FILOlogika

Szampon przeciw zazdrości 

Opublikowano 2024-11-182024-11-18

Creatio ex nihilo

Grzegorz Kotecki, filologia polska, UP

Pamiętam jakby to było jutro. Czyli nie mogę sobie przypomnieć, jakiego szamponu musiałem użyć 10 lat temu, kiedy rodzicielka broniła korzystania z lakierów, żelów, pianek, wosku i innych cudów mających za cel podrasowanie bujnej plerezy, szopy, a co trzeci dzień tłustej patelni. Krzyk mody matczynej: fryzura na boczek. To ponadczasowe uczesanie, popularne w świecie matczynym zdominowanym przez mojostwo, najmojostwo, najmojszą prawdę i mojowanie synusiami. Jakoś do roku szesnastego synusiowie żyją w państwie Mój. Wtedy ubiegają się o paszport od urzędnika, który zleca wyłącznie bojowe zadania. Paszport jest po to, żeby wyemigrować poza granice mojostwa. Proces załatwiania tego dokumentu odbywa się po omacku bez ścisłej, czy skrupulatnej procedury. Zaczyna się od podnoszenia włosów na mydło, przez brak środków stylizujących w Moju. To poważne wykroczenie u matki, ale i strzał w własne kolano. Wyobraźcie sobie, że wychodzicie w czerwcu do szkoły z włosami ułożonymi na mydło i nagle zaczyna padać deszcz (to przez wilgotność atmosfery, nie dlatego, że w waszym ratuszu macie przechlapane, więc dosłownie też musicie). Cała głowa w pianie. Pierwsza próba przekraczania biurokratycznej bariery w ratuszu napędzanym przez trzy osoby plus rybki w akwarium zakończona fiaskiem.

Podejście drugie organizowane jest zazwyczaj rok później. Pojawiają się pierwsze kieszonkowe (Czy to swoją drogą nie jest świetna nazwa walutowa? Uważam, że pieniądze trzymane po kieszeniach, spokojnie śpiące, czasami udające się na wycieczki chodnikoznawcze zasługują na swoje własne banknoty z podobizną tego całego Kieszonkowa), zatem można samodzielnie kupić żel do włosów. Jak tego używać, żeby nie narazić się na klapę? Państwo Mój zawsze czyha na kompromitacje i podanie paragrafu ,,A nie mówiłam” z artykułu ,,Synkowego” kodeksu ,,Maminkowego”. Dobra, nałożę więcej, włosy będą się dłużej i mocniej trzymać. Już połowa tubki? Cholera, szybko się zużywa. Godzina 15.25 – jestem skończony. Włosy twarde jak kamień. Spróbuję przeczesać. Matko, tfu – boże! (prezydentka nie lubi daremnej religijności, ale ja nie lubię daremnej maminkowości) Ja je zaraz wszystkie powyrywam. Nie ma rady. – Proszę synku, o to mój szampon z naturalnych składników, z ekstraktem roślinnym pochodzącym z gatunku ,,ZnowuMiałamRację”.

Denerwują mnie te szampony. Ciągle resetują mój indywidualizm, chęć wyrażania siebie. Wysoko postawieni członkowie ratusza nonstop narzucają mi formę przez nich ciepło przyjętą, kiedy ja jestem nieformeny. A może chciałbym się komuś innemu podobać, między innymi sobie! Żeby czuć się swobodnie, mogę tylko uciekać do książek rozłożonych w izbie bibliotecznej, mieszczącej się w mym gabinecie. To dzięki nim jestem wolnym albatrosem i niech nikt nie myśli o spętaniu mnie! Mogę uciec, bytując w ratuszu i zbuntować się, mając dalej status podporządkowanego prezydentce. Teraz wiem, jaki to nonsens, lecz kiedyś udawałem cwaniaka. Ponownie fryzura na boczek.

Szesnaście wiosen, ach jak to szybko minęło, zupełnie jak szesnaście dni. Dobrze, że życie nie ślimaczy się jak szesnaście jesieni. Uzbierałem sporą sumę nominału kieszonkowego, więc postanowiłem, iż pójdę wymienić je do kantoru fryzjerskiego na nowy kolor włosów. Genialne – oszukam prawo w Moju, ponieważ wciąż będę układał fryzurę na boczek, ale kodeks nie zabrania nienaturalnego koloru człowieczego owłosienia na skalpie. Nareszcie będę wyglądał tak, jak chcę i żadne sankcje mnie nie dosięgną. Blond-platyna warstwa pierwsza, warstwa druga, ,,Przepraszam, ale muszę odebrać telefon, tak słucham, mam klienta, proszę przyjść na 12, do widzenia.’’. Włosy wyschły, teraz trzeba opłukać. Tak, wyglądam świetnie! Wykonałem ważny krok ku wyrobieniu paszportu i wyjazdu do Twoju. 

Twój to kraj, do którego wyrozumiałość i wyobraźnia matczyna nie chce sięgać. Od ostatniego czasu zastanawiałem się, dlaczego prezydentka Moju tak reaguje na moją przyjaciółkę z Twoju. Zawsze szuka jakichś wymówek i ostrzega mnie przed wyjazdem do niej. Mówi: ,,Po co masz tę dziewczynę gdzieś ciągać, mieszka tak daleko; daj sobie spokój; masz matury przed sobą, więc musisz poświęcić więcej czasu na naukę; a kto mi pomoże w domu, kiedy pan ,,bojowe zadanie’’ jest w pracy?!’’. I tak w kółko, a dodatkowo jeszcze krzyk i nerwy. Czasami myślę, że matula posiada gdzieś mikromegafon, którym wzmacnia swoje rozkazy, przez co odbieram raczej wrzask, niż zwykły ton. Przejaskrawiony wiecznie tembr głosu to domena ludzi krótkowzrocznych. Widzą za wąsko, kiedy naprawdę mogliby szerzej, dlatego muszą krzyczeć, bo myślą, iż nikt ich nie usłyszy. Dobrze, że ja tego nie robię, a za to wyuczyłem się ciszy i spokoju. To kolejna zaleta jednego z dokonywanych przestępstw w moim państwie, a mianowicie literatury, która morduje nudę. Robi to umyślnie i właśnie w ciszy, dlatego prezydentka nie wykrywa mocy książek. Dlatego też, dysponuję chyba dalekowzrocznością. Moje oczy są poważnie wygimnastykowane. Potrafią skakać po pięćdziesięciu stronach w trakcie pojedynczej pertraktacji z księgą. Z tej przyczyny być może nie unoszę głosu, bo widzę słowa, charaktery; obserwuję bez werbalizacji spostrzeżeń. 

Wszedłem do domu. Nie zwróciła uwagi, bowiem pełne skupienie opanowało wykonanie arcyważnej misji w centrum dowodzenia Moju. Jest pora obiadowa, zatem ziemniaki polane sosem wymagają oddania i dokładności. Otworzyłem drzwi do pokoju i napisałem do twojowej przyjaciółki: ,,Nie zauważyła, jest dobrze! Teraz pogadać z człowiekiem od bojowych zadań, dostanę paszport i jadę do Twoju!…’’. Nagle wchodzi prezydentka:

– Coś ty zrobił z włosami?! Oszalałeś! Wyglądasz zupełnie niepoważnie. Gdzie jest mój synek, którego czesałam codziennie przed szkołą; szykowałam ubrania na różne wyjścia; chodziłam z nim po sklepach, aby znaleźć wspólnie piękne ciuchy. Synku, czemu ty mnie nie rozumiesz?

– A czemu ty mnie nie chcesz zrozumieć? Zaraz będę miał siedemnaście lat. Czemu nie mogę wyglądać tak jak ja chcę. Pragnę ubierać się dla siebie, podobać się sobie i innym. 

– Dlaczego już nie chcesz się podobać swojej rodzicielce? 

– Ale…

– Jest mi niewypowiedzianie przykro. Chodź, weźmiesz talerz z obiadem.

Od tego momentu nastąpił kryzys w państwie Mój, a ja odstawiłem szampon przeciw zazdrości od mojej rodzicielki. Dzień przed wyjazdem do Twoju ON wszedł do mojego pokoju. Raptownie wstałem. Przyzwyczaiłem się już do tego, że rozmowa z nim wygląda inaczej: jest konkretna, dająca często do myślenia, refleksyjna. Zatrzymał się krok po przejściu przez próg, oparł rękę o komodę (Uważaj na mikrowstrząsy, które spowodują, że igła na gramofonie może podskoczyć!), patrzył się na mnie przez najdłuższe na świecie cztery sekundy i powiedział:

– Rozmawiałem z prezydentką. Długo będziesz blondynem?

– Chciałem mieć nowy kolor na lato. Za parę miesięcy pojawią się wyraźne odrosty i stopniowo wrócę do swojego naturalnego odcienia. Stosuję szampon wzmacniający, ponieważ nie chcę, żeby kolor zatracił na intensywności.

– Pamiętasz, kto sporządzał konstytucję dla naszego państwa tu w ratuszu?

– Ty z prezydentką.

– W większości przytakiwałem i ewentualnie wprowadzałem korekty. Wiesz, pracuję poza ratuszem i tracę (bo tylko w ratuszu czas się spędza) większość czasu. Moja siła przebicia jest niewielka. Nadeszła pora, żebyś poznał nowy dokument, który chcieliśmy ci pokazać, gdy urośniesz. Tu jest twój paszport i statut pępowiny. Statut ten, powinien rozwiać twoje wątpliwości i dzięki niemu dowiesz się, dlaczego twoja relacja z prezydentką tak bulgotała i kołem się toczyła.

Wyszedł. Zabrałem się za czytanie dokumentu, ale właściwie w środku nic nie było zapisane. Jedynie strona tytułowa, podpisy głowy ratusza i jego, a na końcu stare, metalowe nożyczki z instrukcją. W załączonej notce moją uwagę przykuł termin: narzędzie do odcinania zazdrości. Nie bardzo wiedziałem jak tego użyć, z początku pomyślałem, że mam odciąć moje pofarbowane włosy, bo prezydentka zazdrościła mi tej platyny, ale intuicja podpowiedziała: no nie, to nie to. Robiło się późno. Spakowałem się na wyjazd do Twoju, umyłem i poszedłem spać.

Spędziłem ze swoją przyjaciółką naprawdę błogi czas i porozmawiałem z nią o statucie. W jej ratuszu też istnieje konstytucja i otrzymała dwa lata wcześniej identyczny dokument z nożyczkami, jak ja. Jej rodzicielka przedwcześnie umarła na jakieś pieczenie serca. Długo leżała w szpitalu. Męczyła się. Zależało jej na tym, żeby córka za jej życia skorzystała z nożyczek w odpowiedni sposób. Moja przyjaciółka zrobiła ciach, a miny jej rodziców spochmurniały, tętno prezydentki Twoju przyspieszyło, nagle wszyscy lekarze zebrali się w sali i próbowali ratować kobietę, lecz było już za późno. Od tamtej chwili przyjaciółka mieszka sama ze swoim Bojownikiem. Dlaczego jej prezydentka umarła? Tego nikt nie wie, ale powstały domysły, że zazdrość, jak czarna dziura pochłonęła miłosierdzie prezydentki Twoju do swojej córki, po wykonaniu gestu ciach. Zaczęło mi coś świtać. To są te objawienia ciągów przyczynowo-skutkowych. Statut pępowiny jest symbolem pewnego odłączenia dziecka od swojej rodzicielki. Obywatele i obywatelki tacy jak my otrzymują je wtedy, gdy chcą opuszczać swoje Moje, aby spotykać się ze sobą i tworzyć w przyszłości własne instytucje, budować wspólne ratusze. Czy to rodzaj jakiegoś nowego kontraktu między mną, a rodzicami? Nowa umowa? Ostatnio w internecie zaczynają częściej wyskakiwać mi reklamy produktów z działu ,,Samodzielność’’, a między innymi szampon na nawilżanie suszonej głowy przez różne prezydentki. ,,Suszyć komuś głowę’’, co to znaczy? Albo maść na ugryzienie się w język – ,,Spraw ulgę sobie i swojej prezydentce’’. Czy ja coraz jawniej odcinam się od ratusza, który wychowywał mnie tyle lat i poświęcił mi ogrom czasu? Zatem ciach oznacza niewdzięczność, ucieczkę od źródeł. Moja znajoma postanowiła absolutnie odgrodzić się od swojej bliskiej i przyczyniła się do upadku ratusza, a teraz żyje na jego zgliszczach. Chcę z nią założyć własną jednostkę terytorialną, ale nie mogę bezpowrotnie odciąć się od tej, która mnie odchowała. Do jasnej cholery, czy wszyscy musimy się zbuntować i uciekać? Rebelia musi się kiedyś uspokoić i ustatecznić. Nie możemy być zgodnymi ze sobą sąsiadami? To chyba nawet tak powinno być, że ja, obywatel Moju jestem w pełni gotowy udowodnić swojemu ratuszowi, że mogę założyć własną mojowską krainę, na autonomicznych regułach, a także wydawane przez nią owoce dzielić z moim państwem.


Po powrocie do rodzimego ratusza przyjrzałem się kolejny raz statutowi pępowiny i jego nożyczkom. Wiedziałem, żeby nie robić ciach. W ogóle okazało się, że prezydencki stan zdrowia pogarszał się. Leżała wyziębiona w swoim łóżku pod kocem. Podobno jak zwykle pod moją nieobecność węszyła w moim gabinecie i szukała ziarenek kurzu, a natknęła się na poukładane alfabetycznie gangi wcześniej wspominanych zabójców krótkowzroczności. Wzięła w ręce jednego. Może szukała jakichś kruczków, motywów, które wzniecają we mnie autonomię, ale i bezdomność, czyli rozdarcie. Czytała w melancholii i konwulsjach utwór Trans-Atlantyk. Zadaniowiec powiedział mi, że na widok jakiegoś słówka ,,synczyzna’’ prezydentka dostała spazmów i mówiła: ,,Jeszcze matczyzna! Nie synczyzna! Mój syn jest najmojszy, to jeszcze nie czas na synczyznę, a gdzie sprawiedliwość dla matczyzny! Litości, na imię mi Teresa i domagam się zadośćuczynienia dla matczyzny, którą budowałam tylenaście lat. Dosyć czytania, boli serce…’’.

Jako że stopniowo coraz dalej mi od matczyzny, (mamo wybacz mi, to co zaraz powiem) nie zawaham się na terenie najmojostwa użyć tego słowa, ale ojciec (Cóż za archaiczne słowo. Ostatnio popularniejszym jest, jeśli oczywiście ktoś w matczyźnie wyjdzie przed szereg i użyje zwrotu Tata, ale nim to każdy chciałby zostać. Znalezienie prawdziwego ojca, który pamięta i wyznaje prawdy zamierzchłej ojczyzny – to dopiero anomalia!) w piwnicach ratusza ma swój drobny warsztacik, gdzie są szlifierki, piły, młotki, spawarka, gwoździe, a nawet śrubokręty, ogólnie rzecz ujmując: relikty ojczyzny. Postanowiłem skorzystać ze szlifierki. Wziąłem nożyczki ze statutu, podstawiłem je pod ojcowskie narzędzie i spiłowałem ostrza w taki sposób, że pozostały tylko oczka na palce. Idealnie dwa. Ustanowiłem to jako symbol uznania matczyzny za wszelkie zasługi dla mojego dotychczasowego życia. 

Matczyne nerwy i krzyki wynikały zawsze z obaw i strachu, że coś mnie złamie albo zagubię się. Teraz to rozumiem. Nic nie działo się bez powodu. Każda sprawa, którą okrasiłem bezsensem, dzisiaj rodzi swoje następstwa. Matczyzna od początku chciała, żebym był sobą i chodził dumny z własnego stanowiska w mojskim ratuszu. Być wiecznie obywatelem matczyzny, znaczy wracać do korzeni; znaczy kochać, tak jak matka kochania dawała przykład. Kochać matkę znaczy docenić jej dwukrotnie szybsze bicie serca, kiedy było się razem z nią w niej. Wszedłem do głównego gabinetu mojskiego ratusza i podarowałem prezydentce oczko z nożyczek, na dowód mojej nieskończonej wdzięczności, a drugie przywiązałem do rzemyka i powiesiłem na swojej szyi. Wtedy głowa ratusza rzekła do mnie: ,,Kochanie, zwracaj się już do mnie tylko ,,mamo’’.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 FILOlogika | Powered by SuperbThemes & WordPress