Przedpremierowy pokaz monodramu „WŚCIEKŁY PIES” w reżyserii Marcina Bortkiewicza w Ośrodku Teatralnym „Rondo” w reżyserii Marcina Bortkiewicza, 7.06. 2024 r.
Zaopiniowane

„Wściekły pies” to adaptacja reportażu Wojciecha Tochmana z tomu pod tym samym tytułem w wykonaniu Sebastiana Słomińskiego (z kostiumami Emilii Czartoryskiej). Ten monodram przyjął kształt kazania-homilii głoszonej ustami trzydziestotrzyletniego księdza z okazji Dnia Chorych. To monolog skierowany do adresata, którym jest wspólnota kościoła, ale też Bóg, los… Kazanie zamienia się stopniowo w spowiedź najpierw na kształt tej, której dokonuje każdy wierzący w konfesjonale wobec księdza-Jezusa-Boga, w końcu tej, którą toczy się na kozetce wobec terapeuty i tej, którą prowadzimy wewnętrznym głosem wobec siebie samych, kiedy prowadzimy solilokwium, by przez opowieść zrozumieć siebie, swoje życie, drogę, którą kroczyliśmy, zdarzenia, które do nas przychodziły, choć wcale ich nie chcieliśmy. To spowiedź, którą toczy się w przełomowych momentach albo pod koniec życia, kiedy chcemy się rozliczyć ze sobą i innymi. Czyżby ten młody ksiądz w takim właśnie momencie życia się znalazł? Stopniowo dowiadujemy się, że bohater jest homoseksualistą, że jest uzależniony od seksu i że zarażony wirusem HIV mierzy się ze nadchodzącą śmiercią. Ale ta spowiedź odkrywa przede wszystkim, jak głęboka jest jego samotność i jak głęboka jest potrzeba miłości, akceptacji, zrozumienia, potrzeba swojego miejsca w świecie, w którym wspólnota, mimo że uwielbia księdza, nie chce mu tego miejsca zrobić, nie chce zrozumieć, zaakceptować, przyjąć. I żadne słowa ze świętej księgi, choćby nie wiem jak bardzo akuratne, jak bardzo jednoznaczne w nakazie miłości bliźniego tego nie zmienią. Świat jest jak wściekły pies, który nie zagryzie cię dopóki się nie ruszysz, nie powiesz, więc musisz udawać, „że ciebie nie ma, że nie istniejesz”.
Choreografia i scenografia podkreślają tę pustkę i ciemność, samotność i odosobnienie. Światło zapalanych świec nie rozprasza tego mroku.
