Skip to content
Menu
FILOlogika
  • O-błędnik
  • Na prawo
  • Creatio ex nihilo
  • TransKrypcja
  • Poznajcie się!
  • Wycinki
  • Poetica
  • Psoty
  • Rozpoznanie
  • Krytyka studencka
  • Kamień socjologiczny
  • Co słychać?
  • Zaopiniowane
  • TransMisja
  • Pinezki
  • Refleksje
  • Językowo
  • Rozmowy
  • UP-aćkane
  • Kalendarz zdarzeń
  • V Festiwal Scena wolności – recenzje
  • Wersje pdf numerów
  • O nas
FILOlogika

Recenzja „Pewnego długiego dnia”

Opublikowano 2024-12-022024-12-02

V Festiwal Scena wolności

Yelyzaveta Dimova, filologia polska, UP

Podczas spektaklu przyszło mi na myśl słowo „prostota”. Wszystko wydawało się proste: koncepcja, która miała wiele interpretacji; kostiumy – niezbyt wystawne, jak w wielu teatrach obecnie; i oczywiście – jedno krzesło. Krzesło wyglądało na zmęczone, zużyte i prawie pozbawione sensu – tak samo, jak historia tej rodziny. Zapytasz, jak można porównać krzesło do czegoś, co buduje się przez lata? To bardzo proste: jedno i drugie towarzyszy im w każdej chwili, niezależnie od czasu. Na tym krześle ujawnia się cała tragedia ich istnienia, a ból z ich dusz wylewa się strumieniami, gdy tylko na nim siadają. Ta rodzina nie aspiruje do tytułu „Najlepsze relacje”, ale w konkursie „Utrata własnego ja” z pewnością zajęłaby pierwsze miejsce. Ich rany były ich prawdą. Przeszłość, przed którą ukrywali się za ścianami tego domu, wciąż była obecna: gdzieś na strychu wisiała jej suknia ślubna, gdzieś on ciągle zapodziewał swoją książkę, a butelka whisky stała się wiecznym towarzyszem ich zagubionych dusz. Obserwowanie ich upadku stawało się nie do zniesienia, jakbyś sam tonął razem z nimi. „Kiedy ciało dotyka serca, granica między przeciwieństwami zanika” – przemknęło mi przez głowę. Widziałam ich dążenie, ich prawo do istnienia na tym kawałku ziemi. I widziałam, jak ich świat się rozpadał: stopniowo tracili oparcie, wiarę w możliwość innego obrotu spraw. Tam, gdzie kończy się nadzieja, zaczyna się cierpienie. Rola matki tutaj została okaleczona i przedstawiona przewrotnie, co, prawdę mówiąc, doskonale pasuje do tej kompozycji. Na pierwszy plan wysuwa się rodzina Tyronów. Po problemach fizycznych pojawiają się moralne – tam, gdzie dawno zniknęły „miłość” i „wzajemny szacunek”, pozostają ruiny wiecznych kłótni. Uważny widz zauważy, że każdy z nich grzeje własny kocioł na piętrach piekła, gdzie ich dusze stopniowo zmieniają się w popiół. Matka jest uzależniona od leków, ojciec oszczędza na wszystkim, starszy syn pije i przepuszcza pieniądze w burdelach, młodszy umiera, ale wciąż znajduje czas na kieliszek koniaku i kilka partii pokera. Próbując uciec przed swoimi uzależnieniami, coraz bardziej w nie brnęli. Żywi jeszcze walczyli na powierzchni, martwi ozdabiali dno. Ona – tak chcę ją nazwać. Dziewczynka, dziewczyna, kobieta i matka – wszystko to kryło się pod warstwami jej uśmiechu. Ten uśmiech był złamany, niechlujny, żałosny, a w końcu – pusty. Była jak pudełko bez prezentu w środku. Jej usta wyrzucały gniew, gromadzony przez lata, jej ruchy przypominały zepsutą lalkę, a ręce były zniszczone przez życie. Tak żałosne, że budząc się, chciała zasnąć znowu. Jej stroje podkreślały sylwetkę, ale ręce były nadgryzione zębem czasy, włosy czekały na zapomniany grzebień, a kroki były ciche, niemal skradające się. Jej oczy krzyczały, gdy usta milczały. „Oddała duszę Wszechmogącemu, ale on odrzucił ten dar” – pomyślałam, gdy jej ciało pochyliło się ku ziemi, a ręce i nogi były wygięte w dzikim bólu. Ten ból, niczym choroba, przenosił się na innych, wnikał w dusze bliskich. Strzała uzależnienia przebiła całą rodzinę. Owładnięci przeczuciem śmierci, gonili za iluzorycznym poczuciem przebaczenia.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Zorganizowano dzięki wsparciu ze środków KPO oraz ze środków Miasta Słupska. Sponsorem wydarzenia jest Energa z Grupy ORLEN.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 FILOlogika | Powered by SuperbThemes & WordPress